Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Kupuj to, co europejskie, ale też sprzedawaj. Nie blokuj

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Istnieje silny argument za jednostronnym forsowaniem wolnego handlu: nawet jeżeli inni blokują ci dostęp do swoich rynków, pogorszysz swoją sytuację, jeżeli zablokujesz im dostęp do własnych. Strategiczne wykorzystanie barier protekcjonistycznych to wciąż jednak najlepsze i być może jedyne narzędzie do osiągnięcia celów. UE ma rację, przyznając sobie prawo do wykluczania zagranicznych firm z przetargów na rządowe kontrakty, musi jednak używać go mądrze. Bruksela zabrała się do jednego z najbardziej trwałych bastionów protekcjonizmu, czyli zamówienia z sektora publicznego. Ten rynek jest wart około dwóch miliardów euro rocznie w samej Europie i oferuje podobne możliwości w innych regionach firmom, które są dopuszczane do przetargów. Problem polega na tym, że tych firm jest niewiele. Żadna z wielkich gospodarek nie podpisała umowy przygotowanej przez Światową Organizację Handlu (WTO), która nakazuje nie dyskryminować firm ze względu na kraj ich pochodzenia.

Wielką, ale trudną do osiągnięcia nagrodą za takie podejście byłaby większa otwartość Pekinu, gdzie państwowy kapitalizm ma promować rodzime firmy. Tak długo, jak nie stanie się to pretekstem do chronienia własnych skłonności protekcjonistycznych, UE musi okazać siłę, by wymusić otwarcie rynków w Chinach i innych krajach.

Oczywiście istnieją pewne wątpliwości. Pokazują to niemieckie wahania w sprawie unijnego planu. Z dwóch złożonych propozycji nie wywołuje sprzeciwu ta złożona przez unijnego komisarza ds. handlu, Karla de Guchta. Pozwoli ona Brukseli wykluczyć firmy pochodzące z państw, które systematycznie dyskryminują wykonawców z UE przy przetargach publicznych. Bardziej kontrowersyjna jest propozycja komisarza ds. rynku wewnętrznego, Michela Barniera, która pozwala lokalnym i krajowym rządom zdecydować, kiedy zablokować dostęp dla obcych firm. Taki przepis może być łatwo nadużywany przez władze, między innymi w ojczyźnie Barniera, Francji, gdzie zagraniczny biznes nie jest mile widziany.

Niemiecka propozycja przypomina, że polityka promująca hasło "kupuj europejskie" może zniszczyć wiarygodność UE w negocjacjach handlowych. Sposobem, by temu zapobiec, nie jest unikanie wszelkiej konfrontacji, ale oddanie inicjatywy Brukseli, która ma znacznie bardziej liberalne poglądy na handel niż większość państw członkowskich. To wymagałoby dalszego ograniczenia propozycji Barniera na rzecz uprawnień Brukseli do prześwietlania lokalnych decyzji.

UE powinna wzmocnić swoją politykę handlową, by promować hasło "sprzedawaj europejskie" za granicą, zamiast "kupuj europejskie u siebie".

"Financial Times"

Tłum. TK

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.