Proces farsa i drakoński wyrok dla byłego ministra
Ukraina
Cztery lata więzienia, konfiskata majątku i grzywna w wysokości 643 tys. hrywien (250 tys. zł). Taki wyrok usłyszał wczoraj bliski współpracownik Julii Tymoszenko, szef MSW w jej rządzie Jurij Łucenko. Opozycja utrzymuje, że proces miał charakter polityczny.
W poczet kary zaliczono mu okres przebywania w areszcie. Eksminister został aresztowany 26 grudnia 2010 r. Łucenkę skazano za tzw. przestępstwo urzędnicze, wywodzące się jeszcze z sowieckiego kodeksu karnego. Wina? Jako minister miał załatwić swojemu kierowcy Łeonidowi Prystuplukowi służbowe mieszkanie i zawyżyć mu emeryturę w sumie o 40 tys. hrywien (16 tys. zł), łamiąc w ten sposób ustalone procedury. Prystupluk usłyszał wczoraj wyrok trzech lat w zawieszeniu. Poza tym Łucenko - jak uznał sąd - niezgodnie z procedurami wykorzystał środki przeznaczone na organizację święta milicji. Obrona zapowiada apelację.
Ukraińska opozycja i znaczna część ekspertów twierdzi, że wyrok ma charakter polityczny. - Władzom, które są organizatorami tej farsy, zabrakło nie tylko rozumu, ale i instynktu samozachowawczego - komentował Ołeksandr Turczynow, który na czas uwięzienia Tymoszenko (dostała siedem lat łagru) pełni funkcję przywódcy jej partii. Część ekspertów sugeruje, że wyrok na schorowanego Łucenkę został ogłoszony na osobistą prośbę wpływowego wicepremiera Borysa Kołesnikowa. Gdy Łucenko był szefem MSW, Kołesnikow znalazł się na celowniku prokuratury za pobudzanie separatyzmu na wschodzie Ukrainy w czasie pomarańczowej rewolucji.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu