Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Niepodległa Szkocja nie będzie miała brytyjskiej wiarygodności, ostrzegają agencje ratingowe

28 czerwca 2018

Obligacje rządu w Edynburgu będą mieć poziom inwestycyjny, ale nie AAA

Jeśli Szkocja ogłosi niepodległość, nie może liczyć na to, że automatycznie odziedziczy najwyższą ocenę wiarygodności kredytowej, którą ma obecnie Wielka Brytania twierdzą zgodnie trzy wielkie agencje ratingowe. To poważny cios dla rządzącej na północy wyspy Szkockiej Partii Narodowej przekonującej, że secesja oznacza prosperity.

Standard & Poors, Moodys i Fitch zapytane przez dziennik "Financial Times" zasugerowały, że obligacje niepodległej Szkocji miałyby poziom inwestycyjny, ale nie byłoby to AAA. Na temat dokładnej noty nie chciały jednak spekulować, gdyż szkocki rząd nie zwracał się do nich o ocenę wiarygodności. Zresztą agencje nie będą miały dużego pola manewru - np. zasady stosowane przez Moodys mówią wprost, że najwyższą ocenę może mieć tylko państwo czy instytucja mogąca się poszczycić nienaganną reputacją w długim okresie. - Młode instytucje gospodarcze i polityczne zwiększają ryzyko nieprzewidywalnego zachowania w czasie zawirowań - głosi metodologia Moodys. Na dodatek niższego ratingu mogą się spodziewać państwa bardziej podatne na nagłe zmiany w gospodarce światowej. To odnosiłoby się do Szkocji, której 12 proc. dochodów ma pochodzić ze złóż ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Północnym.

Właśnie te surowce są głównym argumentem, którym SNP przekonuje do niepodległości. Premier regionalnego szkockiego rządu Alex Salmond od kilku lat mówi, że gdyby dochody z ropy i gazu nie trafiały do Londynu, lecz zostawały w Szkocji, zapewniłoby jej to dostatnie funkcjonowanie. Faktem jest, że Szkocja jest największym producentem ropy w Unii Europejskiej, a zasoby surowca szacowane są na 920 milionów ton, co według SNP przekłada się na bilion funtów. Nacjonaliści - którzy zresztą są partią centrolewicową - podkreślają też, że Szkocja pod względem PKB na osobę w Zjednoczonym Królestwie ustępuje tylko Londynowi i regionowi Południowo-Wschodnia Anglia.

To jednak tylko część prawdy. Formalnie wyniki Szkocji nie są złe. Jej dług publiczny wynosiłby 56 proc., czyli jest to mniej niż w przypadku Wielkiej Brytanii (63 proc.) i poniżej dopuszczalnego przez Unię Europejską limitu. Bieżący deficyt budżetowy na poziomie 9 proc. też jest niższy niż ten, z którym musi się zmagać rząd w Londynie. Ale te wyliczenia zakładają, że Edynburg mógłby dokonać secesji, nie przejmując ze sobą żadnych brytyjskich zobowiązań. Tymczasem aktywa Royal Bank of Scotland i Halifax Bank of Scotland, które na początku kryzysu zostały uratowane pieniędzmi z brytyjskiego budżetu, przekraczają wartość całej szkockiej gospodarki.

Na dodatek Jim Leaviss, menedżer funduszu inwestycyjnego M&G Group, zwraca uwagę na mniej wymierne aspekty kosztów niepodległości. Ostrzega on, że agencje ratingowe - mając w pamięci przykład innych małych krajów, Irlandii czy Islandii, które de facto zbankrutowały - będą wolały na początku zaniżyć ocenę Szkocji, niż zawyżyć. Kraje z niższym ratingiem starają się przyciągać inwestorów wyższymi stopami procentowymi, co z kolei utrudni zaciąganie pożyczek przez mieszkańców i rodzime przedsiębiorstwa.

Na razie jednak problem ratingu jest nieco akademicki. Szkoccy nacjonaliści zapowiadają referendum niepodległościowe na jesień 2014 r. i w ostatnich miesiącach znów na ten temat sporo się mówi. Ale według sondaży większość Szkotów woli pozostać częścią Zjednoczonego Królestwa.

Szkocki rząd twierdzi, że ropa i gaz zapewnią prosperity

@RY1@i02/2012/027/i02.2012.027.00000090c.803.jpg@RY2@

Bloomberg

Alex Salmond obiecuje referendum ws. niepodległości w 2014 r.

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.