Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Budżet unijny na najbliższe lata jest bardzo skromny

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Przyznane naszemu krajowi kwoty z realnymi potrzebami porównuje Janusz Wojciechowski, poseł do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Unia Europejska przyjęła budżet na lata 2014-2020. Jakie są jego najbardziej charakterystyczne cechy?

Budżet unijny jest przede wszystkim bardzo skromny. Unia ma wielki wpływ na życie ludzi w państwach członkowskich. Szacuje się, że od ustawodawstwa unijnego zależy 70 proc. obowiązującego prawa. Tymczasem budżet Unii to mniej niż jeden procent unijnego PKB. W UE coraz bardziej widoczna jest dysproporcja między nadmiarem władzy i deficytem pieniędzy. Oczywiście, lepiej jest mieć te środki, które nam przyznano, niż ich nie mieć. Jednak z drugiej strony nie przesadzajmy. Otrzymamy około 300 mld zł na politykę spójności i około 120 mld zł na rolnictwo. W mojej ocenie nie są to aż tak wielkie pieniądze, żeby dostawać zawrotu głowy. Szczególnie w przypadku rolnictwa są to pieniądze znacznie mniejsze, niż były poprzednio, o ponad 12 proc.

Czy słuszny jest podział środków na realizację poszczególnych zadań w unijnym budżecie na najbliższe siedem lat?

Cele są słuszne, ale ważna jest praktyka, która nie zawsze tym celom służy. Z pieniędzmi unijnymi jest pewien problem. Otóż w Unii Europejskiej obowiązuje generalna zasada, że biedniejsi dostają więcej - mam tu na myśli pieniądze na spójność, bo z pieniędzmi na rolnictwo jest inaczej. Natomiast w Polsce przy podziale unijnych pieniędzy obowiązuje zasada odwrotna - że biedniejsi dostają mniej albo zupełnie nic. Niesprawiedliwy jest podział środków spójności w przeliczeniu miasto - wieś. Choć na wsi mieszka 40 proc. Polaków (większość z nich nie jest rolnikami), to środki spójności trafiają na wieś w około 10 proc. Jak z tego wynika, wieś jest w tym przypadku wyraźnie dyskryminowana.

Przy wykorzystywaniu funduszy europejskich będą obowiązywały nowe zasady. Jak można ocenić te wymogi?

Te nowe zasady zweryfikuje życie. Sprawi, że obok już rozbudowanej biurokracji brukselskiej swoje trzy grosze dołoży jeszcze biurokracja polska. Przy czym ta polska biurokracja jest znacznie gorsza. No i będzie - przynajmniej na razie - podział funduszy unijnych według kryteriów politycznych. Łatwiej dostają je - przykładowo - samorządy, w których rządzi obecny układ władzy państwowej, a nie opozycja.

Jak w takim razie powinien wyglądać podział pieniędzy, które zostały przyznane naszemu krajowi?

Na fundusz spójności dostaliśmy 300 mld zł, czyli tyle, ile chcieliśmy. To zaś może oznaczać, że za mało chcieliśmy, a ściślej - za mało chciał polski rząd PO i PSL. Jak byśmy chcieli 500 mld zł, a dostali - przykładowo - 400 mld zł, to byłby to negocjacyjny sukces. Jeśli natomiast Polska chciała 300 mld zł i dokładnie tyle jej przyznano, to wniosek nasuwa się prosty - negocjacje prowadzono ze zbyt niskiego dla Polski finansowego pułapu.

Najgorzej jest w rolnictwie, gdzie pieniędzy jest znacząco mniej. Na II filar, czyli na rozwój wsi, dostaliśmy o prawie jedną trzecią, czyli o ponad 4 mld euro mniej, niż mieliśmy w poprzednim okresie budżetowym. Rząd uprawia propagandę wbrew oczywistym liczbom, a one są następujące: Parlament Europejski chciał dać polskiej wsi ponad 36 mld euro, Komisja Europejska chciała przyznać 34,5 mld euro, rząd też chciał 34,5 mld, a otrzymał 28,5 mld euro i ogłosił to jako sukces. Tymczasem nie ma sukcesu i nie ma się czym chwalić. A zresztą nawet jakby było, to w Unii chwalić się nie należy, bo przy kolejnym rozdaniu UE może powiedzieć: przecież dostaliście tak wiele, sami o tym mówiliście, to teraz otrzymacie mniej.

W Europie nie jest w dobrym tonie chwalenie się otrzymanymi z Brukseli pieniędzy. Polska niestety z tego dobrego tonu się wyłamuje i wbrew faktom oraz liczbom się chwali, chociaż nie ma czym. Dla przykładu, w negocjacjach nad unijnym budżetem rolnym Polska poniosła największe straty. Bogata Francja uzyskała zwiększenie środków na rozwój obszarów wiejskich o ponad 1 mld euro, a Polska 4 mld euro straciła. Polską wieś czeka, w związku z tym siedem naprawdę chudych lat. Pieniędzy na rozwój wsi będzie drastycznie brakowało. Rząd obiecuje, że na rozwój obszarów wiejskich przeznaczy środki z funduszu spójności, ale to gruszki na wierzbie. Prawo unijne na to nie pozwala, gdyż ze środków spójności nie wolno finansować rozwoju obszarów wiejskich.

Czy fundusze otrzymane z Unii Europejskie można wydawać w naszym kraju bardziej efektywnie?

Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. A w wielu dziedzinach wcale nie jest dobrze, bo unijne pieniądze zbyt często szły na zabawki - przykładowo na budowę basenów, choć osobiście nic nie mam przeciw wznoszeniu takich obiektów. Teraz te pieniądze z Unii Europejskiej powinny być wydawane na cele rozwojowe, na wzmocnienie gospodarki. Polska musi się rozwijać i pieniądze unijne mogą jej w tym pomóc. Jednak nie czarujmy się - unijne środki mogą pomóc, ale nie zastąpią tego, co bierze się z siły własnej gospodarki. Los Polski i jej przyszłość zależy głównie od tego, co sami wypracujemy, a nie od tego, co da nam Unia. Tym bardziej że jedną ręką daje, a drugą odbiera, choćby w formie pakietu klimatycznego, a raczej haraczu klimatycznego, który dusi polską gospodarkę. Zatem manna z nieba nie zapewni nam pomyślności. Tę pomyślność możemy uzyskać dzięki własnej pracy.

@RY1@i02/2013/242/i02.2013.242.21400020c.802.jpg@RY2@

Fot. PE

Janusz Wojciechowski

Rozmawiał Krzysztof Tomaszewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.