Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Unia bankowa: Niemcy boją się utraty wpływów. My - wyssania

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Berlin chce m.in. zachować kontrolę nad swoimi bankami regionalnymi

Prace nad unią bankową idą jak po grudzie. Jeśli jednak jutro komisja ekonomiczna europarlamentu, a w środę Rada ustalą wstępne stanowiska w sprawie drugiego filaru Unii, wzrosną szanse na przyjęcie regulacji jeszcze w tej kadencji PE.

Komisja Europejska swoją propozycję przedstawiła jeszcze przed wakacjami. Chce w niej utworzenia nowej instytucji, Rady ds. Restrukturyzacji i Likwidacji, która decydowałaby, czy dany bank będzie ratowany, a także w jaki sposób przeprowadzić ten proces. W zarządzie tej instytucji znajdą się zapewne przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego, Komisji oraz nadzorów krajowych.

Teraz prace nad drugim filarem prowadzone są równolegle w komisji PE i w Radzie. W ubiegłym tygodniu ani PE, ani ministrowie finansów nie osiągnęli porozumienia. Na szczeblu ministerialnym hamulcowym są Niemcy, które w aż trzech zasadniczych punktach mają poważne zastrzeżenia. Pierwszy dotyczy tego, kto ostatecznie (po wskazaniu przez nową instytucję) miałby podejmować decyzję o wszczęciu procedury restrukturyzacji albo likwidacji banku. Komisja chce tę rolę przypisać sobie. Niemcy z kolei, raczej osamotnione, chcą, by takie decyzje podejmowali wspólnie unijni ministrowie.

Kolejna kontrowersja dotyczy finansowania funduszu restrukturyzacyjnego dla upadających banków. KE i europarlament chcą, aby na jeden wspólny fundusz składały się wszystkie europejskie banki. Berlin zaś proponuje, aby fundusze ratunkowe dla banków miały charakter ściśle narodowy. I wreszcie kwestia małych banków: Niemcy - mające rozbudowaną sieć banków regionalnych - chciałyby, by pozostały one pod kontrolą organów narodowych.

W PE z kolei brak zgody co do innego punktu - gwarancji dla depozytów. Na razie takimi gwarancjami są objęte oszczędności indywidualnych posiadaczy do 100 tys. euro. Socjaliści chcą, by podwyższyć ten próg i chronić także zasoby małych i średnich firm.

Z polskiego punktu widzenia najważniejszą kwestią są relacje między tzw. państwami goszczącymi a macierzystymi krajami strefy euro. Polska stara się negocjować mechanizm zabezpieczeń dla krajów goszczących, bojąc się w razie ewentualnego krachu banku matki wypompowania pieniędzy z banku córki. Nasze obiekcje wśród europosłów znajdują umiarkowane zrozumienie. Nieco lepiej jest na szczeblu Rady - Polskę popiera m.in. Szwecja.

- Najważniejsza jest stabilność polskiego systemu bankowego i pytanie, czy to bezpieczeństwo zwiększy się w wyniku przystąpienia do unii bankowej. W Polsce udało się zbudować stabilny system z zasobnym funduszem gwarancji depozytów, co w Europie nie jest regułą. Dzisiaj nie deklarujemy przystąpienia do unii bankowej, ale aktywnie uczestniczymy w negocjacjach. Gdy przystąpimy do strefy euro, będzie to już nasz obowiązek i wtedy będzie za późno na negocjowanie - uważa europoseł PO Sławomir Nitras.

Jutro temat wraca do komisji, a w środę na nadzwyczajnym spotkaniu zajmą się nim ministrowie finansów. Jeśli w obu instytucjach uda się wypracować porozumienie, od stycznia zaczną się negocjacje między PE, KE i Radą. Wszyscy chcieliby, aby do ostatecznego głosowania na sesji plenarnej doszło jeszcze w tej kadencji PE.

Dominika Ćosić

korespondencja z Brukseli

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.