Uboczny skutek wyc h odzenia z kryzysu
Potwierdzeniem, że Unia Europejska najgorsze załamanie gospodarcze ma za sobą, jest to, iż ponownie będzie się musiała zmierzyć z trudnym tematem nielegalnej imigracji. Statystyki nie kłamią - atrakcyjność Europy jako miejsca szukania azylu rośnie wraz ze wzrostem gospodarczym Starego Kontynentu.
Niedawna tragedia na wodach wokół włoskiej Lampedusy, kiedy wskutek zatonięcia wypełnionej ponad miarę ludźmi łodzi rybackiej śmierć poniosło co najmniej 359 osób, przypomniała o tym wyjątkowo dobitnie. Zarazem jednak trochę utrudniła spojrzenie na kwestię nielegalnej imigracji w sposób mniej emocjonalny, a bardziej obiektywny.
Lampedusa, której stała populacja jest niewiele większa od liczby osób przebywających w ośrodku dla imigrantów, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Szlak przez centralną część Morza Śródziemnego, czyli na Lampedusę, Sycylię oraz Maltę, nie jest nawet najpopularniejszą drogą, przez którą nielegalni imigranci próbują się przedostać do Unii. W pierwszej połowie tego roku prawie dwukrotnie więcej osób schwytano na szlakach przez zachodnie Bałkany, a podobną liczbę - we wschodniej części Morza Śródziemnego.
Nie negując indywidualnych dramatów, które stoją za każdą decyzją o nielegalnej próbie dostania się do Unii Europejskiej, nie jest też tak, że wszyscy azylanci czy imigranci są w swoich krajach prześladowani. O ile na szlakach przez środkową i wschodnią część Morza Śródziemnego najczęściej zatrzymywani są Erytrejczycy, Syryjczycy, Somalijczycy czy Afgańczycy, czyli obywatele państw, w których albo toczą się wojny domowe, albo faktycznie są stosowane represje, o tyle całościowo wygląda to zupełnie inaczej. Według najnowszych danych Fronteksu, unijnej agencji ds. ochrony granic zewnętrznych, w pierwszej połowie tego roku dwoma największymi grupami nielegalnych imigrantów byli mieszkańcy Kosowa i Albanii. Ani o jednym, ani o drugim państwie nie można powiedzieć, że są brutalnymi dyktaturami lub że toczą się tam krwawe konflikty. Dopiero na trzecim miejscu są Syryjczycy, którzy uciekają z kraju ogarniętego wojną domową. Wśród osób, które w II kw. tego roku (najnowsze dostępne dane) ubiegały się o azyl w UE, dwukrotnie więcej było obywateli Rosji niż Syrii, a w pierwszej dziesiątce znaleźli się też mieszkańcy Kosowa i Serbii.
Potwierdzeniem tezy, iż motywacją, którą kierują się nielegalni imigranci, równie często jak ucieczka przed konfliktem czy prześladowaniami, bywa ekonomia, jest zestawienie liczby zatrzymanych na granicach ze wskaźnikami wzrostu gospodarczego. W ciągu ostatnich sześciu lat poziom nielegalnej imigracji największy był w roku 2008, czyli okresie przed kryzysem i tuż po jego rozpoczęciu. Nie zmieniła tego nawet arabska wiosna. Na początku 2011 r. wzrosła wprawdzie liczba osób, które próbowały się przedostać do Europy drogą morską, czyli w dużej mierze Egipcjan, Libijczyków czy Tunezyjczyków, ale ogólna liczba imigrantów i tak była mniejsza niż w okresie przedkryzysowym.
Niezależnie zresztą od motywacji poszczególnych grup imigrantów, problemem zasadniczym jest to, że UE nie ma pomysłu, jak problem rozwiązać. Uszczelnianie granic zapewne przyczynia się do spadku liczby tych, którym się udaje przedostać do Europy, ale nie powoduje, że dalsze próby nie są podejmowane. Przyjmowania większej liczby uchodźców nikt nie zaproponuje, bo byłoby to polityczne samobójstwo - nie tylko z powodu wysokiego bezrobocia w samej Unii. Kraje południa Europy argumentują, że nielegalna imigracja jest sprawą całej Unii, i apelują o pomoc. Te, które nie są na pierwszej linii, pomóc mogą co najwyżej w budowie nowych ośrodków czy zasieków, ale "cudzych" imigrantów przyjmować nie chcą. Wraz z łodziami wypełnionymi ludźmi w wodach Morza Śródziemnego tonie też unijna solidarność.
@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.000001400.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu