Gruzja nie może jeszcze spocząć na laurach
Wszystko jest już jasne. 10-letnia era Micheila Saakaszwilego zakończy się ostatecznie 17 listopada, gdy Misza opuści pałac prezydencki. Prezydent nie znalazł kontynuatora; w niedzielnych wyborach kandydat jego obozu Dawit Bakradze zdobył ledwie 21,8 proc. Po porażce Bakradze, były przewodniczący parlamentu, pogratulował swojemu zwycięskiemu rywalowi Giorgiemu Margwelaszwilemu (62,1 proc. poparcia) i uznał wybory za uczciwe.
Już samo to wystarczyłoby, by Saakaszwilemu wystawić pomnik za dekadę jego pracy. W pełni przejrzyste, a w dodatku uznane za takie przez obie strony wybory w innych krajach postsowieckich, nie licząc nadbałtyckiej trójki, po prostu się nie zdarzają. Kaukaski kraj z pogranicza Europy i Azji, zamieszkany przez temperamentny naród, który jeszcze dwie dekady temu tkwił w stanie pełzającej wojny domowej, wyprzedził na polu demokratycznym bardziej zachodnią - wydawałoby się - Ukrainę, nie mówiąc już o Rosji.
Oczywiście jest jeszcze za wcześnie, by spocząć na laurach. Saakaszwili podniósł państwo z kolan, ustabilizował jego finanse, zlikwidował korupcję, szedł jak burza w rankingach określających klimat inwestycyjny. W ogłoszonym wczoraj zestawieniu Doing Business Gruzja zajęła ósme miejsce na świecie (w 2005 r. była 132.). Lepsze są tylko Singapur, Hongkong, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone, Dania, Malezja i Korea Południowa. Jednocześnie za swoich rządów Saakaszwili bezpardonowo zwalczał opozycję, siłą tłumił manifestacje uliczne, zamykał niezależne media.
Jego naczelny rywal, niespodziewany zwycięzca parlamentarnej elekcji 2012 r. premier Bidzina Iwaniszwili, nie jest bynajmniej lepszy. Dzień po wyborach na trzy lata i dziewięć miesięcy więzienia został skazany prezydencki minister obrony Baczo Achalaia. Zarzuty wyglądały na solidne i dotyczyły odpowiedzialności za brutalne traktowanie więźniów w czasie tłumienia buntu w stołecznym zakładzie karnym w 2006 r. Tyle że to już kolejny członek dotychczasowej elity, który trafił za kraty. A Iwaniszwili tuż przed wyborami mówił, że skoro sądy uznały winę tak wielu z nich, to i Saakaszwili może spodziewać się postawienia przed wymiarem sprawiedliwości. To jawna groźba, którą 45-letni ledwie Misza musi się liczyć.
Sytuacja niepokojąco przypomina coś, co w europejskiej nowomowie określa się mianem wybiórczej sprawiedliwości, znanej chociażby z Ukrainy. W Gruzji widać dwie przeciwstawne tendencje. Z jednej strony naprawdę szeroko popierane dążenie do westernizacji i modernizacji państwa. Pod tym względem Gruzja jest Estonią Kaukazu Południowego. Z drugiej zaś zero-jedynkowy konflikt polityczny między oboma obozami, idącymi na noże na zasadzie "albo my ich, albo oni nas", na którego tle spory polsko-polskie wyglądają naprawdę całkiem niewinnie. Micheil Saakaszwili wygrał dla Gruzji bój o relatywną normalność. Margwelaszwilego wraz z nieznanym jeszcze z nazwiska nowym premierem (Iwaniszwili obiecał porzucić premierostwo i wycofać się po wyborach z polityki) czeka może trudniejsze wyzwanie. Niczym po wygranej wojnie, teraz trzeba wygrać pokój.
@RY1@i02/2013/211/i02.2013.211.00000070b.802.jpg@RY2@
Michał Potocki zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj i świat
Michał Potocki
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj i świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu