Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Ambasada dla darczyńcy

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Sponsorzy kampanii Obamy otrzymali dziewięć placówek dyplomatycznych

Amerykański prezydent Barack Obama traktuje nominacje na placówki dyplomatyczne USA za granicą jako formę wdzięczności dla sponsorów swojej kampanii wyborczej - ustalił londyński dziennik "The Guardian". Finansowi pomocnicy Obamy w ciągu ostatnich kilku tygodni objęli dziewięć ambasad.

Na początku lipca nominacji doczekał się biznesmen Matthew Barzun - wkrótce zostanie ambasadorem w Wielkiej Brytanii. Barzun osobiście przewodniczył zbieraniu środków na kampanię Obamy w 2012 r. Do 700 mln dol., które udało mu się zgromadzić, biznesmen z własnej kieszeni dołożył kolejne 2,3 mln dol. To nie pierwsza taka nominacja dla Barzuna. W nagrodę za finansowe wsparcie w ramach poprzedniej kampanii wyborczej spędził dwa lata w placówce w Szwecji.

Przedstawicielstwo w Rzymie objął zaś waszyngtoński prawnik John Phillips, który dorzucił do wyborczej skarbonki Obamy 500 tys. dol. Z kolei biznesmen John Emerson za 1,5 mln dol. wkładu finansowego został nominowany na ambasadora w Niemczech. Tymczasem na szefa placówki w Paryżu, którą zajmuje obecnie słynna redaktor amerykańskiej edycji "Voguea" Anna Wintour, typowana jest Jane Stetson, dziedziczka założyciela koncernu IBM. Do kampanii reelekcyjnej Obamy Stetson dołożyła 2,4 mln dol.

Ale to nie wszystko. Do obsadzenia pozostaje jeszcze kilka mniejszych ambasad w Europie - utrzymuje "The Guardian".

Taka praktyka nie odpowiada weteranom polityki zagranicznej. - Skala tego zjawiska podkopuje całą koncepcję służby dyplomatycznej i osłabia siłę oraz kompetencje korpusu dyplomatycznego - mówiła brytyjskim dziennikarzom Susan Johnson, przewodnicząca zrzeszającego dyplomatów Stowarzyszenia Amerykańskiej Służby Zagranicznej (AFSA). Według obliczeń AFSA przy obsadzie 1/3 wszystkich amerykańskich placówek zagranicznych decydujące były względy polityczne. W przypadku placówek w Europie Zachodniej i bogatszej części Azji, najważniejszych z punktu widzenia Waszyngtonu, ten odsetek sięga 75-80 proc.

Emerytowany dyplomata Thomas Pickering twierdzi, że takie praktyki, choć szeroko rozpowszechnione w amerykańskiej dyplomacji od XIX w., mogą zostać uznane za afront ze strony USA. Zwłaszcza że część nominatów nie radzi sobie z prowadzeniem placówek. Wewnętrzne dochodzenie Departamentu Stanu wykazało poważne problemy w funkcjonowaniu ambasady na Bahamach, kierowanej w nagrodę za wsparcie finansowe kampanii Obamy przez Nicole Avant. Z podobną krytyką spotkała się także była ambasador USA w Luksemburgu Cynthia Stroum. Obie panie przed rozpoczęciem kariery dyplomatycznej pracowały w przemyśle rozrywkowym.

Nino Dżikija

nino.dzikija@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.