Unijne granty dla opozycji pod stołem
Wspólnota
Pieniądze dla demokratycznych aktywistów z Bliskiego Wschodu i państw Partnerstwa Wschodniego będą wydzielane bez konkursów, na bieżąco, także dla organizacji nieformalnych. Taką rewolucyjną zmianę przewiduje zaproponowany podczas polskiej prezydencji w UE Europejski Fundusz na rzecz Demokracji (EED), na którego czele stanął Jerzy Pomianowski.
- W przypadku funduszy unijnych obowiązuje zasada konkursu. Od jego ogłoszenia, przez analizę ofert, do podpisania umów mija wiele miesięcy - tłumaczy DGP dyrektor Pomianowski. - Gdybyśmy popatrzyli na to z punktu widzenia "Solidarności" z 1980 r., moglibyśmy nie zdążyć z biurokracją do początku stanu wojennego. EED będzie mógł szybciej reagować tam, gdzie będzie to uzasadnione - dodaje. Dzisiaj w Brukseli zostanie oficjalnie otwarta siedziba EED. Fundusz ma zacząć działać w lipcu.
Rozluźnienie procedur niesie jednak ryzyko. W państwach objętych programami pomocowymi przez lata wyrosła kasta ludzi zwanych z rosyjska grantososami. To działacze, dla których walka o demokrację jest sposobem na wygodne życie za zachodnie pieniądze. Dla takich ludzi demokratyzacja ich krajów mogłaby być wręcz nieopłacalna. Jerzy Pomianowski bagatelizuje ten problem. - Sprofesjonalizowani odbiorcy będą się starać o granty tam, gdzie są większe pieniądze do wzięcia - mówi dyrektor EED.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu