Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nazwa ważniejsza niż treść. Zwycięzca będzie budował mosty

27 czerwca 2018

Kto jeszcze pamięta, że przewodniczący Rady Europejskiej miał być prawdziwym prezydentem Wspólnoty

To w jego biurze miał stać telefon, na który mógłby zadzwonić prezydent USA, gdyby chciał uzgodnić stanowisko w jakiejś ważnej, międzynarodowej kwestii. Taki przynajmniej cel stawiał sobie w trakcie konsultacji nad europejską konstytucją jej akuszer, były francuski prezydent Valéry Giscard dEstaing. W jego wizji kolejnym etapem europejskiej integracji było wyposażenie Wspólnoty w strukturę władzy wykonawczej podobną do amerykańskiej. Konstytucja została jednak odrzucona w referendach we Francji i Holandii. Traktat lizboński, który ją zastąpił, był już pozbawiony tak ambitnych celów instytucjonalnych.

Kiedy traktat pięć lat temu wchodził w życie, szefowie unijnych państw mieli za zadanie powołać osobę, która będzie przewodniczyć dwa razy do roku ich szczytom. Wcześniej przewodnictwo nad spotkaniami głów unijnych państw miało nieformalny charakter. Listę potencjalnych kandydatów wypełniały same znane nazwiska, a otwierał ją nie kto inny, jak były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair. Panowało poczucie, że na przewodniczącego Rady Europejskiej musi być wybrany ktoś o odpowiednim formacie.

Tymczasem unijni liderzy zaskoczyli wszystkich i zadecydowali zupełnie inaczej. Stanowisko przypadło belgijskiemu politykowi, o którym nawet w kraju mówiono, że szczyt politycznej kariery ma za sobą. Rok wcześniej Herman Van Rompuy objął stanowisko premiera po najdłuższym w historii Belgii klinczu politycznym. Skromny, praktykujący katolik piszący wiersze haiku miał w Brukseli pełnić funkcję człowieka, który będzie w stanie przerzucić most porozumienia nad zwaśnionymi frakcjami politycznymi. Europejscy liderzy wysłali jasny sygnał, że nie życzą sobie w Brukseli showmanów, którzy będą ich rozstawiać po kątach.

Skoro przewodniczący Rady Europejskiej nie jest prezydentem i liderem, ale nie jest też zwykłym urzędnikiem, to kim właściwie jest? Zaczynając od przywilejów, piastujący to stanowisko jest jednym z najlepiej opłacanych polityków na świecie. Uposażenie na poziomie 24 tys. euro miesięcznie ustępuje nieznacznie wynagrodzeniu szefa Komisji Europejskiej. Donald Tusk dotychczas zarabiał dokładnie sześć razy mniej.

Wynagrodzenie nie idzie jednak w parze z kompetencjami. Urząd bardziej przypomina kancelarię lub biuro niż osobną instytucję. Przewodniczący ma do dyspozycji swój gabinet: kilkunastu współpracowników zajmujących się głównie terminarzem i organizacją szczytów. W tych działaniach jest zresztą wspierany przez Sekretariat Generalny Rady Europejskiej oraz Rady UE. Do tego przewodniczący ma do dyspozycji także kilka samochodów i czterech kierowców.

Przewodniczący urzęduje w Brukseli w budynku Justusa Lipsiusa znajdującym się w samym sercu unijnej dzielnicy. Jeszcze na początku dekady podjęto decyzję o budowie nowego gmachu, który miał być lepiej przygotowany do obsługi unijnych szczytów. Złośliwi nazywają budowany właśnie nowy gmach "jajkiem Hermana" przez wzgląd na dziwną, obłą strukturę znajdującą się wewnątrz konstrukcji, w której będą mieścić się biura. Jednak według ostatnich informacji budowa opóźni się przynajmniej do połowy przyszłego roku, a może nawet do 2016 roku. Być może Tusk będzie miał okazję wprowadzić się do niego dopiero w trakcie swojej drugiej, dwuipółletniej kadencji.

Skoro unijni liderzy nie zdecydowali się w 2009 roku wybrać prawdziwego prezydenta, to właściwie kogo wybrali? Przede wszystkim człowieka, który odpowiada za organizację szczytów głów państw Wspólnoty, opracowuje przy ich współudziale ich program i pilnuje, aby uzgodniono na nich wspólne stanowisko. To okazało się kluczowe, kiedy w Stary Kontynent uderzył kryzys zadłużeniowy. Szefowie państw mieli różne wizje tego, w jaki sposób należy z nim walczyć. Nie było także jednoznacznej odpowiedzi na to, w jaki sposób na kryzys ma zareagować Wspólnota jako całość. W tej sytuacji Van Rompuy wziął sprawy w swoje ręce i osobiście podsuwał wiele rozwiązań legislacyjnych, które potem wprowadzano w życie.

Paradoksalnie kryzys europejski pokazał, że głowy unijnych państw nie myliły się w 2009 roku, wybierając na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej człowieka, którego głównym zadaniem jest "przerzucanie mostów". Zdolność do wypracowywania kompromisów i nienarzucająca się osobowość w gronie ludzi, od których wyborcy oczekują instynktu lidera, prawdopodobnie przyczyniły się do niezłej oceny dwóch kadencji Van Rompuya wśród brukselskich urzędników. Z pewnością nie tego jednak oczekiwał Valéry Giscard dEstaing. Nie na to liczył również amerykański sekretarz stanu Henry Kissinger, pytając o numer telefonu do Europy.

24 tys. euro zarobi co miesiąc Donald Tusk. Sześć razy więcej niż dziś

Jakub Kapiszewski

jakub.kapiszewski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.