Głosowanie na Dartha Wiktorowicza Vadera
Obserwacja wyborów na Ukrainie
Niezależnych obserwatorów, którzy podobnie jak ja udali się do Kijowa, było na tyle wielu, że momentami ich liczba w poszczególnych lokalach wyborczych dochodziła do kilkunastu. Objaśnianie procedur wyborczych wszystkim przybyłym zajmowało członkom obwodowych komisji sporo czasu, co może być przynajmniej częściowym usprawiedliwieniem opóźnień w otwarciu niektórych lokali. Głównie jednak zawiniła chaotyczna organizacja pracy, przez którą zbyt długo dokonywano podziału kart do głosowania oraz przygotowywano i opieczętowywano urny (czasem było ich aż sześć i nie wiedzieć czemu były ponumerowane).
Warto pamiętać, że kijowianie otrzymywali aż cztery karty wyborcze, gdyż głosowali nie tylko na prezydenta kraju, ale także na przewodniczącego rady miejskiej i radnych. Co ciekawe, ci ostatni zostali wybrani na półtora roku, do czasu rozpisania właściwych wyborów lokalnych, które zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego odbędą się 25 października 2015 r. Przyczyną tego stanu rzeczy są liczne prawne manipulacje, do których doszło w trakcie pełnienia władzy przez prezydenta Janukowycza. Sytuacja nie jest jednoznaczna nawet dla specjalistów ukraińskiego prawa wyborczego, ale podobnie jak w przypadku wyborów prezydenckich - najistotniejsze na dzisiaj zdaje się samo dokonanie wyboru kandydatów i uznania wyników za ważne.
Średni czas oczekiwania na oddanie głosu wynosił ponad godzinę, ale były miejsca, gdzie od przyjścia do otrzymania kart do głosowania mijały aż cztery godziny.Rozumiem i doceniam demokratyczny (dla niektórych populistyczny) gest kandydatów, łącznie z prezydentem elektem, którzy postanowili odstać swoje w kolejkach, nie licząc na uprzywilejowane traktowanie. Byłoby jednak jeszcze bardziej demokratycznie, gdyby znowelizowano prawo wyborcze i uproszczono procedury głosowania. Niektóre z nich mogą bowiem wprawić w zdumienie, zwłaszcza kogoś, kto tego samego dnia oddawał w polskiej ambasadzie głos w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Otóż każdy ukraiński obywatel w celu znalezienia się na liście wyborców w okręgu przejść musi dość żmudną procedurę rejestracji. Niestety, wbrew założeniom nic nie dzieje się automatycznie i wielokrotnie widziałem sytuacje, w których ludzie odchodzili z niczym, nie znajdując swojego nazwiska w odpowiedniej rubryce. Tryb odwołania przewiduje możliwość złożenia sprzeciwu do okręgu wyborczego, a w razie niepowodzenia - do sądu administracyjnego, co oczywiście z definicji nie jest wykonalne w dniu wyborów.
Po drugie zgodnie z ukraińskim prawem wyborczym odebranie karty do głosowania (dokumentu opatrzonego... znakiem wodnym i numerem seryjnym) to proces tak złożony, że pytania o zasadność tych rozwiązań nasuwają się same. Członek komisji wyborczej po ustaleniu tożsamości, znalezieniu osoby na liście i poproszeniu jej o podpis (na czym w zasadzie powinny się kończyć formalności) musi jeszcze nadać kolejny numer karcie, odnotować jej wydanie konkretnemu wyborcy i otrzymać na kuponie kontrolnym jego podpis. Na koniec jeszcze odrywa tę kartę za pomocą linijki z bloku kart.
Stopień sformalizowania trybu wyborczego niepokoi, choćby dlatego, że technicznie możliwe wydaje się ustalenie, na kogo każdy z wyborców oddał swój głos. Procedura gwarantująca wielostopniową kontrolę jest zapewne konsekwencją korupcyjnych praktyk w kraju, w którym w zasadzie w każdych wyborach miał miejsce jakiś "cud nad urną". Mimo to konieczna moim zdaniem będzie analiza zasadności przyjętych rozwiązań. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę to, że przy 60-procentowej frekwencji większość lokali wyborczych w Kijowie musiała wydłużyć godziny pracy z uwagi na setki oczekujących. Doprowadziło to do absurdalnej sytuacji, w której bardzo wielu ludzi oddało głosy już po usłyszeniu wyników z exit polls.
Warto wspomnieć o nietypowym, w świetle polskiego prawa wyborczego, rozwiązaniu, które dopuszcza (pod pewnymi warunkami) wywieszenie plakatów w lokalach wyborczych. W materiałach tych znajdują się podstawowe informacje o każdym z kandydatów, ale także ich dość szczegółowo rozpisany program polityczny i nie jest to uznawane za niedozwoloną agitację.
Informacje o kandydatach znajdują się również na karcie do głosowania. Dzięki temu dowiedziałem się, że biorący udział w lokalnych wyborach niejaki Darth Wiktorowicz Vader jest prezesem spółki z o.o. Ciemna Strona Mocy. Samo zarejestrowanie takiego kandydata świadczy o zmianie w relacjach państwo - obywatel na Ukrainie. Coś takiego w Rosji wciąż byłoby niemożliwe.
@RY1@i02/2014/104/i02.2014.104.07000070a.802.jpg@RY2@
Jan Kaczmarczyk associate w K&L Gates, członek komisji ds. współpracy z zagranicą przy Naczelnej Radzie Adwokackiej, w imieniu komisji obserwował wybory na Ukrainie
Jan Kaczmarczyk
associate w K&L Gates, członek komisji ds. współpracy z zagranicą przy Naczelnej Radzie Adwokackiej, w imieniu komisji obserwował wybory na Ukrainie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu