Kozacki duch
W hymnie słychać słowa "pokażemo, szczo my brattia kozaćkoho rodu". Można być pewnym, że Ukraina powstanie znów, jeśli tylko władze nie spełnią obietnic
Stereotyp głosi, że wschodni Słowianie niechętnie walczą o swoje prawa, przez co ich władze mają ułatwione zadanie, jeśli tylko chcą wprowadzać system autorytarny. Ukrainy jednak ten stereotyp nie dotyczy, a pomarańczowa rewolucja sprzed dekady czy obecne wydarzenia w Kijowie są raczej regułą niż wyjątkiem. DGP przygotował przewodnik po ukraińskich protestach ostatniego ćwierćwiecza.
Rewolucja na granicie
Jeszcze Ukraina na dobre nie zdążyła się wyzwolić spod sowieckiego panowania, a już przeprowadzono pierwszy, w dodatku skuteczny protest. W październiku 1990 r. Majdan Nezałeżnosti nosił jeszcze nazwę "płoszcza Żowtnewoji (październikowej) Rewoluciji", a Ukraina była jeszcze częścią ZSRR, a już studenci rozbijali pierwsze namioty na centralnym placu stolicy. Namioty staną się stałym elementem wszelkich ruchów protestu. Podobnie jak występy muzyczne umilające protestującym codzienną nudę. Wówczas na placu wystąpiła lwowska grupa rockowa Mertwyj Piweń i gwiazda pop Marija Burmaka.
Studenci, zwolennicy niepodległej Ukrainy, domagali się m.in. wielopartyjnych wyborów, nacjonalizacji majątku partii komunistycznej i Komsomołu, a także dymisji szefa Rady Najwyższej Łeonida Krawczuka i premiera Witalija Masoła. Wśród nich było wiele osób, którym w przyszłości była pisana kariera, choćby znana również w Polsce pisarka Oksana Zabużko, dzisiejszy szef nacjonalistycznej Swobody Ołeh Tiahnybok czy popularny publicysta Wachtang Kipiani. Nastroje rewolucyjne narastały od początku roku, między styczniem a lutym 1990 r. w całym kraju doszło do setek mniejszych i większych manifestacji, w których w sumie wzięły udział 2 mln ludzi. Studencka rewolucja na granicie stała się ich kulminacją, 200 studentów ogłosiło głodówkę.
- Na ulicy mróz. Ubieram się, wychodzę, a tu krzyk: "komunista! bolszewik!" - wspominał w niedawnej rozmowie z DGP Łeonid Krawczuk. - Ja na to: "chodźcie ze mną do rady". Wyłonili jednego studenta, który przekazał postulaty, poszliśmy na kompromis. Kryzys został zażegnany na drugi dzień (w rzeczywistości rewolucja na granicie trwała dwa tygodnie - red.). - dodawał. Krawczuk w ten sposób ocalił fotel, a po roku został pierwszym prezydentem niepodległej Ukrainy.
Stanowisko stracił za to premier Masoł, obwiniany o niewystarczająco zdecydowaną walkę o jak największą suwerenność Ukrainy. Uzgodniono też utworzenie komisji, która miała zająć się majątkiem komunistów. Protestującym obiecano też, że poborowi będą od tej pory pełnić służbę na terenie Ukrainy, a nie - jak do tej pory bywało - w jednostkach wojskowych rozsianych po całym ZSRR. W ten sposób Ukraińcy wzięli udział w fali aksamitnych rewolucji, które obaliły komunistyczne rządy w Europie Środkowej i Wschodniej.
Ukraina bez Kuczmy
Po Krawczuku w 1994 r. prezydentem Ukrainy został Łeonid Kuczma. Kraj popadł w stagnację, reformy zostały wstrzymane, oligarchowie przejmowali kolejne smakowite kąski gospodarki. Do protestów doszło jednak dopiero wówczas, gdy zamordowano opozycyjnego dziennikarza Heorhija Gongadzego. 12 grudnia 2000 r., już pod odnalezieniu pozbawionego głowy ciała Gongadzego, prezydencki ochroniarz mjr Mykoła Melnyczenko przedstawił nagranie, z którego mogło wynikać, że za zniknięciem dziennikarza stoi sam szef państwa.
Sprawa nie została do końca wyjaśniona do dziś, dopiero w ubiegłym roku udało się skazać na dożywocie byłego szefa wydziału kryminalnego MSW Ołeksija Pukacza. Pod koniec 2000 r. wszystko wskazywało na to, że władze, pozbawione silnych przeciwników politycznych, zdołają zatuszować sprawę. - Drań cholerny z tego Gruzina - mówił prezydent o mającym kaukaskie korzenie Gongadzem na ujawnionej wówczas taśmie. - Tę sukę trzeba deportować, k..., do Gruzji i tam wyrzucić. Powinni go Czeczeni porwać, wywieźć, k..., do Czeczenii i poprosić o okup - dodawał. Język, którym posługiwał się prezydent, a przede wszystkim treść rozmowy, sugerowała, że najważniejsi ludzie w państwie zastanawiają się, jak uciszyć niewygodnego dziennikarza. Choć, prawdę mówiąc, jednoznaczna dyspozycja zamordowania Gongadzego nie pada. Szok przerodził się w pierwsze protesty, 15 grudnia socjaliści rozbili pierwsze namioty na Majdanie. Wkrótce dołączyły do nich 23 inne partie, w tym zdobywająca dopiero popularność Batkiwszczyna wciąż (do stycznia 2001 r.) urzędującej wicepremier Julii Tymoszenko. Jednym z koordynatorów akcji był późniejszy szef MSW, obecnie jeden ze społecznych liderów protestów, Jurij Łucenko.
Demonstranci - tutaj kolejna analogia do euromajdanu - starli się z siłami Berkutu u wejścia do administracji prezydenta. Z biegiem dni akcja "Ukraina bez Kuczmy" przekształcała się w farsę. Nacjonalistyczne partyjki biły się między sobą, nad kukłą wyobrażającą Kuczmę urządzono sąd, podczas którego "adwokaci" proponowali umieścić prezydenta w zakładzie psychiatrycznym. W tym samym czasie obóz rządowy organizował własne manifestacje, podobne do obecnego antymajdanu. Wszystko zakończyło się rozpędzeniem niedobitków przez milicję w marcu 2001 r. Za udział w starciach z milicją 18 nacjonalistów usłyszało wyroki więzienia.
Protestującym nie udało się doprowadzić do impeachmentu Kuczmy, ale protest umożliwił policzenie się opozycji. Kolejne dwa lata permanentnego kryzysu politycznego sprawiły, że siły przeciwne prezydentowi skupiły się wokół dwóch ugrupowań - Naszej Ukrainy Wiktora Juszczenki i Batkiwszczyny Julii Tymoszenko. To z kolei ułatwiło wyłonienie wspólnego opozycyjnego kandydata na prezydenta w wyborach 2004 r. "Te wydarzenia udowodniły opozycji konieczność budowania struktur zjednoczenia sił" - pisze historyk Heorhij Kasjanow.
Pomarańczowa rewolucja
O pomarańczowej rewolucji napisano wszystko. Dla porządku przypomnijmy, że masowe fałszerstwa wyborcze na korzyść kandydata obozu władzy Wiktora Janukowycza sprawiły, że na Majdan, mimo mrozu, po 22 listopada 2004 r. wyszły setki tysięcy Ukraińców, z których część przyjechała z prowincji, przede wszystkim zachodnich regionów kraju. Dzięki poparciu niektórych oligarchów, telewizji 5 Kanał, charyzmatycznej liderce Julii Tymoszenko i kształtowanemu na męża opatrznościowego Wiktorowi Juszczence udało się w pokojowy sposób zmusić odchodzącego Kuczmę do ustępstw.
Mimo nacisków części otoczenia prezydent nie zdecydował się użyć siły przeciwko protestującym. Dzięki zaangażowaniu polityków z zewnątrz, zwłaszcza prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego, obu stronom udało się porozumieć. Rewolucja zakończyła się 26 grudnia, gdy w powtórzonej drugiej turze wyborów Juszczenko pokonał Janukowycza. Elementem porozumienia była jednak reforma konstytucyjna, odbierająca część uprawnień głowie państwa. Nieudane zmiany w ustawie zasadniczej stały się katalizatorem konfliktu wewnątrz pomarańczowego obozu. Niecały rok później po jedności w rytmie piosenki "Razom nas bahato" (Razem jest nas wielu) nie było już śladu.
Kampania antytabaczna
"Galicjanie nie mają praktycznie nic wspólnego z narodem Wielkiej Ukrainy ani w sensie mentalnym, ani wyznaniowym, ani lingwistycznym, ani politycznym. Mamy różnych wrogów i sojuszników" - pisał o współrodakach z zachodu kraju obecny minister oświaty i nauki Dmytro Tabacznyk w tekście dla rosyjskich "Izwiestii", zatytułowanym "Od Ribbentropa do Majdanu". - Na Ukrainie Zachodniej szczytem marzeń było zostać starszym kelnerem - dodawał w rozmowie z rosyjską telewizją TW Centr. Z powodu tego i innych cytatów inteligencja z zachodniej i środkowej Ukrainy uznała go za ukrainofoba. Protesty przeciwko Tabacznykowi, ochrzczone mianem kampanii antytabacznej, rozpoczęły się nazajutrz po ministerialnej nominacji, którą otrzymał 11 marca 2010 r.
Następnego dnia zarejestrowano w parlamencie wniosek o wotum nieufności, 13 marca o jego odwołanie zwróciła się społeczność naukowa Lwowa, a 14 marca w proteście do dymisji podał się wiceminister oświaty Pawło Polanski. Od tej pory minister Tabacznyk praktycznie nie jest w stanie wizytować krajowych uniwersytetów - studenci wszędzie tworzą żywe łańcuchy protestu, uczestniczą w happeningach. Jeden z zespołów rockowych nagrał piosenkę zatytułowaną "Jeśli spotkasz Tabacznyka, daj mu kopa w d...". Do akcji włączyli się też kibice. Odpowiednikiem polskiego hasła "Donald matole" był slogan "Het Tabaku" (precz z tabaką). Częstotliwość akcji zaczęła maleć pod koniec 2010 r. Tabacznyk pozostał jednym z najmniej popularnych ministrów w rządzie Mykoły Azarowa.
Podatkowy Majdan
Protest przeciwko zmianom w podatkach, firmowanym przez liberalnego wicepremiera Serhija Tihipkę, był drugą akcją protestacyjną przeprowadzoną za rządów Janukowycza. W połowie listopada 2010 r. na Majdan wyszło 20 tys. ludzi, część spędziła dwa tygodnie w tradycyjnym już miasteczku namiotowym. Przede wszystkim drobni przedsiębiorcy, którzy oskarżali władze o faworyzowanie wielkiego biznesu. Nowy kodeks podatkowy ograniczył możliwości uproszczonego opodatkowania małego biznesu, zwiększył za to uprawnienia kontrolerów.
Rdzeń protestu stanowili przy tym ludzie ze wschodu i południa kraju, do tej pory bastionu proprezydenckiej Partii Regionów. - W ten sposób rządowi udało się zasypać różnice dzielące regiony Ukrainy, choć nie tak, jak zapowiadano w kampanii wyborczej - ironizował w rozmowie z DGP jeden z organizatorów protestu Ihor Hurniak. Protest zakończył się częściowym sukcesem, ponieważ Janukowycz wniósł poprawki do kodeksu, które parlament 2 grudnia przegłosował.
Wolność dla Julii
Julią Tymoszenko, główną rywalką Janukowycza w staraniach o prezydenturę 2010 r., od razu po jej porażce wyborczej zainteresował się wymiar sprawiedliwości. Chodziło o zarzut przestępstwa urzędniczego w postaci przekroczenia pełnomocnictw podczas zawierania z Rosją niekorzystnych dla Kijowa umów gazowych. Gdy w gmachu sądu ekspremier pokłóciła się ze świadkiem oskarżenia premierem Mykołą Azarowem, młody sędzia zadecydował o jej aresztowaniu. 5 sierpnia 2011 r., tego samego dnia wieczorem, pod gmachem sądu peczerskiego w Kijowie jej zwolennicy rozbili 20 namiotów.
Tym razem protest został w całości zorganizowany ze środków partyjnych Batkiwszczyny. Ostatecznie 11 października 2011 r. Tymoszenko usłyszała wyrok siedmiu lat więzienia. Jej koledzy partyjni bardzo się starali, by los ich liderki nie został zapomniany. Także dzięki ich wysiłkom sprawa Tymoszenko na kolejne dwa lata stała się najważniejszym tematem rozmów w kontaktach ukraińskich władz z Zachodem. Najwięcej manifestantów udało się zebrać w dzień urodzin byłej premier, 27 listopada 2011 r. Pod areszt, w którym była przetrzymywana do momentu uprawomocnienia się wyroku, przyszło 5 tys. osób. Namioty postawione przez Batkiwszczynę stoją pod sądem po dziś dzień, stanowiąc teraz część terytorium euromajdanu. Obecne protesty je wchłonęły.
Wstawaj, Ukraino!
Kolejne skandale korupcyjne i kolejne przykłady na autorytarne ciągoty Janukowycza sprawiły, że opozycja zaczęła się przymierzać do wyborów prezydenckich 2015 r. Trzy parlamentarne partie opozycyjne, powtarzając doświadczenia akcji "Ukraina bez Kuczmy", w marcu zainaugurowały akcję "Wstawaj, Ukraino!". Na marsz do zachodnioukraińskiej Winnicy przyszło kilka tysięcy osób. Kolejne podobne akcje odbyły się niemal we wszystkich większych miastach kraju. W czasie jednej z nich przywódcy trzech najważniejszych sił opozycyjnych: Arsenij Jaceniuk, Witalij Kłyczko i Ołeh Tiahnybok, ogłosili, że do wyborów 2015 r. wyłonią wspólnego kandydata.
Kulminację akcji przewidziano na Dzień Europy, czyli 18 maja. Do Kijowa zjechało kilkanaście tysięcy ludzi z całego kraju. Tego samego dnia Partia Regionów zwołała pod hasłami antyfaszystowskimi własny wiec. Część zwolenników władz prowokowała bójki, jeden z nich, młody bywalec siłowni Wadym Tituszko nie wahał się bić dziennikarzy wprost przed kamerami telewizyjnymi. Ukraiński internet postanowił się zemścić: od tej pory mianem "tituszek" nazywani są opłacani przez władzę dresiarze, prowokujący zadymy.
Euromajdan
Pod koniec listopada 2013 r. na ulice Kijowa wyszli zwolennicy integracji europejskiej Ukrainy. Była to reakcja na decyzję rządu Azarowa, by odstąpić od negocjacji umowy stowarzyszeniowej z UE. Prawdziwy wybuch nastąpił po 30 listopada, gdy oddziały Berkutu, pod pozorem konieczności postawienia na Majdanie Nezałeżnosti świątecznej choinki, brutalnie rozpędziły grupkę studentów. Dopiero wówczas rachityczne protesty przerodziły się w gigantyczną akcję obywatelskiego sprzeciwu, zorganizowanego oddolnie, do którego politycy opozycji dopiero musieli się przyłączyć. Początkowo bowiem partie utworzyły własny majdan na Jewropejskiej płoszczy, 200 metrów od właściwego Majdanu. Starcia z milicją zaczęły się na dobre dopiero po kolejnym nierozsądnym kroku władz - przyjęciu 16 stycznia ustaw ograniczających swobody demokratyczne.
Euromajdan łączy w sobie doświadczenia wszystkich pozostałych protestów. Począwszy od daty (większość ukraińskich rewolucji ma miejsce zimą) po metody działania. Na Majdanie natychmiast pojawiły się namioty oraz scena, na której na zmianę występują politycy i zespoły muzyczne. Majdan dysponuje własnymi kucharzami, samoobroną, systemem ogrzewania i przekazywania informacji. Co bardziej krewcy manifestanci, zwłaszcza z nacjonalistycznego skrzydła Majdanu, nie wahają się uczestniczyć w starciach z Berkutem. Niczym w 2001 r. doszło też do co najmniej dwóch bójek w ramach Majdanu. Demonstranci tradycyjnie są też prowokowani i napadani przez dresiarzy, tym razem powszechnie nazywanych tituszkami. Z kolei władze za własne pieniądze organizują antymajdany, które mają sprawić wrażenie symetryczności protestów.
Jest jednak kilka cech, które odróżniają ten euromajdan od poprzednich. Przede wszystkim ludzie nie wierzą politykom z żadnej ze stron konfliktu. Opozycja jest ich sprzymierzeńcem w walce z reżimem, ale trzeba jej uważnie patrzeć na ręce, by nie dała się nabrać na propozycje zgniłego kompromisu. Majdan nie ma już swojego mesjasza, któremu niczym w 2004 r. mógłby zaśpiewać "Juszczenko - tak! Ce nasz prezydent!". Sam Juszczenko, odkąd w imię wojny w pomarańczowej rodzinie sprzymierzył się z Janukowyczem, stał się bowiem symbolem kompromitacji rewolucji. Jeśli Euromajdan zwycięży, ludzie mają szczególnie uważać, by rewolucja nie zjadła własnych dzieci i tym razem.
W ukraińskim hymnie słychać słowa "pokażemo, szczo my brattia kozaćkoho rodu" (pokażemy, żeśmy braćmi z kozackiego rodu). Także dlatego można być więc pewnym, że Ukraina powstanie znów, jeśli tylko potencjalne nowe władze nie spełnią swoich obietnic.
@RY1@i02/2014/021/i02.2014.021.000001600.802.jpg@RY2@
SHAKH AIVAZOV/AP
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu