Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyspiarze wybiorą i zmienią Europę

26 czerwca 2018

Dzisiejsze wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii są najbardziej nieprzewidywalne od wielu lat, a ich wynik wpłynie na losy kraju (i nie tylko jego samego) w znacznie dłuższej perspektywie niż najbliższa kadencja

 Dlaczego te wybory są takie ważne?

Ich wynik w dużej mierze zdecyduje o tym, czy Wielka Brytania pozostanie w Unii Europejskiej (w przypadku zwycięstwa konserwatystów obędzie się referendum w tej sprawie), a także czy przetrwa jako państwo (bardzo dobry wynik Szkockiej Partii Narodowej będzie dla niej argumentem na rzecz jeszcze jednego referendum niepodległościowego). Rozstrzygną także o tym, czy będzie kontynuowana dotychczasowa polityka gospodarcza, która - mimo bolesnych oszczędności na początku - pozwoliła krajowi wyjść z kryzysu.

 Jak wygląda dotychczasowy układ sił w Izbie Gmin?

Poprzednie wybory w maju 2010 r. wygrała Partia Konserwatywna, która zdobyła 36,1 proc. głosów i 306 mandatów, co jednak nie wystarczyło do bezwzględnej większości. W efekcie konserwatyści zawarli koalicję z trzecim pod względem liczebności ugrupowaniem - Liberalnymi Demokratami (57 mandatów) i tak powstał pierwszy od czasów wojennego gabinetu Winstona Churchilla koalicyjny rząd. W momencie rozwiązania parlamentu konserwatyści mieli 302 mandaty, Liberalni Demokraci - 56, opozycyjna Partia Pracy - 256, zaś pozostałe 36 było obsadzone przez mniejsze ugrupowania.

 Co mówią sondaże i jak się to przekłada na rozdział miejsc?

W ostatnich tygodniach konserwatyści najpierw dogonili, a następnie minimalnie wyprzedzili prowadzącą w sondażach od jesieni 2010 r. Partię Pracy. Konserwatyści powinni uzyskać 34 proc. głosów, a laburzyści - 33 proc. Na trzecim miejscu jest Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), którą popiera 12-14 proc. Brytyjczyków, a na czwarte spadli Liberalni Demokraci (8-10 proc. głosów). W stosowanym w Wielkiej Brytanii większościowym systemie wyborczym procentowe poparcie nie ma prostego przełożenia na miejsca w Izbie Gmin. Najwięcej zdobędą konserwatyści - według różnych symulacji będzie to między 274 a 289, drugą co do wielkości frakcją będą laburzyści (257-276 mandatów). UKIP, mimo sporego odsetka poparcia, zdobędzie od jednego do czterech miejsc, zaś Liberalni Demokraci - 18-28. Trzecim co do wielkości ugrupowaniem będzie Szkocka Partia Narodowa (SNP), która wygra niemal we wszystkich okręgach w Szkocji, co da jej 47-56 mandatów w Izbie Gmin.

 Jakie są możliwości koalicyjne?

Skoro żadna partia nie uzyska bezwzględnej większości (formalnie wynosi 326 mandatów, ze względu na to, że pięć powinna zdobyć Sinn Fein, która bojkotuje brytyjski parlament, faktycznie - 323), władzę może sprawować albo rząd mniejszościowy, albo ponownie koalicyjny. Zarówno dla konserwatystów, jak i Partii Pracy najlepszym koalicjantem są Liberalni Demokraci, ale zapewne ani w jednym, ani w drugim przypadku nie wystarczy to do zebrania ponad połowy mandatów. Konserwatyści mają mniejsze możliwości koalicyjne, bo mogą liczyć co najwyżej na poparcie północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistycznej (DUP) i UKIP, ale jedno i drugie byłoby źle widziane przez Liberalnych Demokratów. Partia Pracy, oprócz Liberalnych Demokratów, mogłaby jeszcze liczyć na poparcie małych ugrupowań lewicowych, choć nie wiadomo, czy to wystarczy. I konserwatyści, i laburzyści wykluczają współpracę ze Szkocką Partią Narodową, która dąży do secesji Szkocji, choć część ekspertów przewiduje powstanie rządu Partii Pracy z nieformalnym poparciem SNP. Jeśli nie uda się stworzyć koalicji, a rząd mniejszościowy nie będzie miał szans na skuteczne sprawowanie władzy, ostatecznym scenariuszem są kolejne wybory.

 Jak wybory wpłyną na brytyjskie członkostwo w UE?

Konserwatyści oficjalnie obiecali, że jeśli utrzymają się u władzy, najpóźniej w 2017 r. odbędzie się referendum ws. pozostania w UE. Cameron nie chce wyprowadzać kraju z Unii, a jedynie renegocjować warunki członkostwa, ale wielu szeregowych członków jego partii woli wyjście. Liberalni Demokraci, dotychczasowy koalicjant konserwatystów, są najbardziej proeuropejską partią, ale zasugerowali, że w przypadku utrzymania koalicji gotowi są ich poprzeć w zamian za ustępstwa w bardziej kluczowych dla nich sprawach. Laburzyści chcą pozostania w zreformowanej Unii, ale obiecują zapis, że nie będzie dalszej cesji uprawnień na rzecz Brukseli bez uprzedniego referendum przewidującego także wyjście z UE. Referendum popiera także większość mniejszych partii (z wyjątkiem SNP), które mogłyby poprzeć w tej sprawie konserwatystów. Ale według sondażu przywoływanego przez radio RMF - za wyjściem z Unii opowiada się 18 proc. Brytyjczyków, przeciwnych jest 34 proc.

 A co z niepodległością Szkocji?

Szkocka Partia Narodowa będzie największym zwycięzcą brytyjskich wyborów, bo wygra w niemal wszystkich kręgach w Szkocji i jej stan posiadania wzrośnie z 6 do ok. 50 mandatów. Da jej to trzecie miejsce w Izbie Gmin i pozycję języczka u wagi. Choć SNP oficjalnie mówi, że po przegranym we wrześniu zeszłego roku referendum niepodległościowym nie domaga się kolejnego, a ani konserwatyści, ani Partia Pracy nie zgodzą się na nie w zamian za poparcie rządu, ten postulat z pewnością za jakiś czas się pojawi. Szczególnie w sytuacji, jeśli Wielka Brytania miałaby występować z UE, bo Szkocja jest najbardziej prounijną częścią kraju i wykorzysta ten moment do nowego plebiscytu.

@RY1@i02/2015/087/i02.2015.087.00000070b.808.jpg@RY2@

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Wyborczy czwartek w Wielkiej Brytanii - informacje na bieżąco na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.