Dziennik Gazeta Prawana logo

Od Pekinu po Moskwę, wszyscy czekają na Donalda

19 stycznia 2017

Napięcie jest duże, bo prezydent elekt dotychczas bardziej sygnalizował, niż przedstawiał, konkretną wizję polityki zagranicznej

Donald Trump w ciągu pierwszych tygodni po jutrzejszym zaprzysiężeniu chciałby się spotkać z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Do szczytu miałoby dojść w stolicy Islandii, Reykjavíku, co byłoby nawiązaniem do historycznego spotkania przywódców USA i ZSRR - Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa w 1986 r. Przyczyniło się ono do spadku napięcia między obydwoma mocarstwami. Rosja z pewnością nie będzie chciała szukać zbyt daleko idących analogii, bo pięć lat po tamtym szczycie Związek Sowiecki przestał istnieć. Ale i tak należy ona do tych krajów, które wobec 45. prezydenta USA mają największe oczekiwania.

Trudno się temu dziwić. Trump i nominowany przez niego na sekretarza stanu Rex Tillerson mówią o potrzebie nowego otwarcia w stosunkach z Moskwą, o zniesieniu sankcji nałożonych na nią po aneksji Krymu i o współpracy na Bliskim Wschodzie. Nawet jeśli czasem nazwą Rosję zagrożeniem (jak Tillerson podczas przesłuchania w Senacie) czy zapowiedzą zwiększenie wydatków na obronność, to i tak z punktu widzenia Kremla trudno o lepszych ludzi w Waszyngtonie. Szczególnie że obaj panowie nie mają doświadczenia w polityce, co w starciu z wyrachowaną i profesjonalną dyplomacją rosyjską będzie słabością.

Odwrotne uczucia panują w Europie. Nie licząc prawicowych populistów, objęcie władzy w USA przez Trumpa przyjmowane jest w UE ze sceptycyzmem albo wręcz z obawą. Zaledwie kilka dni temu Trump znów mówił o możliwym rozpadzie Unii i przekonywał, że NATO w obecnym kształcie jest strukturą przestarzałą. W szczególności budzi on obawy w krajach, które mogłyby stać się obiektem rosyjskich prowokacji.

Obawy ma też Ameryka Łacińska. Meksyk, dla którego USA są największym partnerem handlowym, już ma problemy w związku z presją na amerykańskie firmy, by nie przenosiły tam produkcji. Jeśli Trump spełni zapowiedzi wystąpienia ze strefy wolnego handlu NAFTA i zacznie odsyłać nielegalnych imigrantów, kłopoty się pogłębią. Z kolei Kuba boi się, że zainicjowana przez Obamę polityka odprężenia we wzajemnych stosunkach zostanie odwrócona.

Mieszane uczucia Trump musi wywoływać w Pekinie. Z jednej strony nowy szef państwa zapowiada bardziej konfrontacyjną postawę względem Państwa Środka, czego wyrazem była choćby rozmowa telefoniczna z prezydent Tajwanu (czego zabrania niepisana reguła amerykańskiej dyplomacji). Z drugiej strony niechęć Trumpa do wolnego handlu daje Chinom pole manewru w budowie wokół siebie własnych struktur integracyjnych. Doskonale wpisuje się to w politykę kreacji alternatywnego ładu instytucjonalnego, który Pekin widzi jako kluczowy dla uzyskania statusu supermocarstwa.

Twardsza polityka względem Chin może cieszyć w Indiach. Premier Narendra Modi ma ambitne plany, ale jest też świadom ograniczeń. Indie dopiero wchodzą na drogę szybkiego wzrostu. Do gwałtownej modernizacji kraj potrzebuje kapitału, a bliższe związki z Waszyngtonem mogłyby stanowić zachętę dla potencjalnych inwestorów.

Bardziej konfrontacyjny kurs względem Chin mógłby zbliżyć Waszyngton także do Tokio, ale japońscy politycy pamiętają, jak Trump kazał im zainwestować w broń atomową, żeby zwiększyć potencjał obronny. Co prawda, premier Shinzo Abe był pierwszym politykiem, z którym spotkał się elekt, ale mimo to relacje na linii USA - Japonia wymagają nowego pomysłu.

Prezydentura Trumpa jest witana z radością w Jerozolimie, a przynajmniej będzie tak, dopóki premierem pozostanie Benjamin Netanjahu. Polityk nie znalazł wspólnego języka z Barackiem Obamą, któremu nie podobał się pomysł izraelskiego osadnictwa na terenach zamieszkałych przez Palestyńczyków. Inaczej będzie z Trumpem.

Potencjalne zbliżenie z Izraelem musi również cieszyć kraje Zatoki Perskiej, w tym Arabię Saudyjską. Paradoksalnie bowiem im bliżej Waszyngtonowi do Jerozolimy, tym dalej do Iranu, czyli saudyjskiego arcywroga. Politycy w Teheranie na razie jednak mogą spać spokojnie; w trakcie przesłuchań w Senacie kandydaci na stanowiska w administracji deklarowali, że chcą wypełniać postanowienia porozumienia z Iranem.

@RY1@i02/2017/013/i02.2017.013.00000030b.801.jpg@RY2@

fot. Scott Stewart/AP/East News

Historyczne spotkanie przywódców USA i ZSRR - Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa w 1986 r.

Bartłomiej Niedziński

Jakub Kapiszewski

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.