Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

O co chodzi w awanturze o Mołdawię?

Antyrządowe protesty zwolenników Partii Șor, Kiszyniów 19 lutego 2023 r.
Antyrządowe protesty zwolenników Partii Șor, Kiszyniów 19 lutego 2023 r.fot. Elena Covalenco/AFP/East News
27 lutego 2023
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

M ołdawscy politycy mówią o ryzyku prorosyjskiego zamachu stanu czy nawet desantu na stołeczne lotnisko. W trwającym od kilku tygodni szumie wokół Mołdawii jest trochę przesady, ale i szczypta trafnej konstatacji: cele Kremla są stałe i obejmują zainstalowanie w Kiszyniowie prorosyjskiego rządu – zgodnie z wolą Mołdawian albo i wbrew niej.

Od jesieni 2022 r. w Kiszyniowie trwają protesty Partii Șor (PȘ). Nazwa ugrupowania pochodzi od nazwiska jej sponsora i lidera Ilana Șora, jednego z najbogatszych Mołdawian. Șor nie może towarzyszyć swoim fanom, bo przebywa w Izraelu, ukrywając się z powodu listu gończego wydanego ze względu na współudział w skoku – na miliard dolarów wyprowadzony z systemu bankowego w czasach, gdy nieformalnym przywódcą był inny oligarcha, Vlad Plahotniuc. Plahotniuc próbował prywatyzować Mołdawię niczym Wiktor Janukowycz Ukrainę. Posługiwał się przy tym szantażem i hakami na przeciwników i partnerów politycznych. Ostatecznie wszyscy mieli go dość do tego stopnia, że jego ludzie zostali odsunięci od władzy w wyniku egzotycznej koalicji liderki obozu prozachodniego Mai Sandu, obecnej prezydent, z ówczesną głową państwa, przywódcą prorosyjskich socjalistów Igorem Dodonem. Koalicja długo nie przetrwała, ale Plahotniuc zniknął z kraju.

Koalicję pobłogosławił Zachód, który upatrywał w niej szansę na demontaż kleptokratycznego systemu Plahotniuca, i Rosja, która uznała, że jego następcą ostatecznie zostanie Dodon, uznawany za bardziej uległego. Ostatecznie pełnię władzy przejęła Sandu po błyskotliwym zwycięstwie w wyborach prezydenckich i parlamentarnych w latach 2020 i 2021. Sandu nie jest typem ryzykantki, w niczym nie przypomina Micheila Saakaszwilego, innego westernizatora z regionu czarnomorskiego, ale doskonale wie, czego chce. Nie próbując przesadnie antagonizować Rosji czy prorosyjsko nastawionych obywateli, korzystała z każdej okazji mocującej Mołdawię na Zachodzie. Kiszyniowowi udało się choćby uzyskać status kandydata do członkostwa w UE. Politycy z Kijowa mieli nawet lekki żal do sąsiadów, że osiągają oni postępy okupione krwią obrońców Ukrainy. W ostatnim czasie prezydent ostrożnie sygnalizuje też, że dobrze byłoby zastanowić się nad wejściem do NATO, o czym większość Mołdawian nie chce na razie słyszeć.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.