Dziennik Gazeta Prawana logo

Dokąd zmierza Unia Europejska?

14 maja 2018

Jak Wspólnota będzie wyglądała za 10 lat? Czy będzie bardziej federalna, czy może zwyciężą tendencje odśrodkowe, a może ktoś jeszcze pójdzie śladem Wielkiej Brytanii i zdecyduje się z niej wystąpić? Na te i inne pytania odpowiedzą uczestnicy debaty podczas pierwszego dnia Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, m.in. były przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy, byli premierzy Finlandii, Grecji i Słowacji oraz szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz

@RY1@i02/2018/092/i02.2018.092.050000100.801.jpg@RY2@

Unia Europejska, nieustannie wytykając Wielkiej Brytanii - skądinąd zupełnie słusznie - że ta mimo upływu prawie dwóch lat od referendum nadal nie potrafi określić, jakich relacji chce w przyszłości, maskuje zarazem fakt, że ona sama ma problem ze zdefiniowaniem swoich celów. Po pierwszym szoku spowodowanym tym, że jakieś państwo zdecydowało się na opuszczenie Wspólnoty, jej przywódcy zapowiedzieli okres refleksji, którego efektem ma być Unia silniejsza, bliższa obywatelom i mająca wizję przyszłości. Unia jest dziś o tyle silniejsza, że wbrew początkowym obawom nikt obecnie nie zamierza iść śladem Wielkiej Brytanii - głównie jednak dlatego, że brexit okazuje się trudniejszy i bardziej bolesny niż przypuszczano z powodu nowej atrakcyjnej wizji zaprezentowanej przez Brukselę. Bo większość z wyzwań, przed którymi stoi Unia, nadal nie doczekała się rozwiązania.

Różnica interesów

- Problemem Unii jest nie tyle brak wizji, bo takie są - niektóre nawet bardzo wyraziste - lecz to, czy są one możliwe do zrealizowania w obecnych czasach - mówi DGP dr Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych. Jak tłumaczy, z jednej strony jest skrajna wizja federalistów, którzy mówią, że odpowiedzią na wszystkie kryzysy powinna być ściślejsza integracja. - Tylko, że co najmniej od odrzucenia unijnej konstytucji w 2005 r. w referendach we Francji i w Holandii - czyli w krajach założycielskich - duża części obywateli daje znać, że tworzenia wspólnego superpaństwa nie chce. Z drugiej są sceptycy, którzy uważają, że Europa zapędziła się w integrowaniu za daleko i odeszła od źródeł własnej tożsamości. Wyzwaniem na dzisiaj jest znalezienie jakiejś uśrednionej formuły działania UE pomiędzy tymi skrajnościami, która by jednocześnie przemówiła do ludzi - dodaje Bonikowska.

Znalezienie takiej akceptowalnej wizji jest trudne z co najmniej dwóch powodów. Gdy w 1957 r. zawiązywano Wspólnoty Europejskie, tworzyło je sześć państw o dość zbliżonym poziomie życia i podobnych korzeniach kulturowych. Teraz, wliczając wciąż Wielką Brytanię, Unia liczy 28 członków, tak różnych jak Irlandia i Bułgaria czy Finlandia i Malta, o często odmiennych interesach, więc siłą rzeczy znalezienie wspólnego mianownika jest trudniejsze.

Z polskiego punktu widzenia najbardziej wymownym przykładem takich odmiennych interesów jest forsowanie przez Niemcy gazociągu Nord Stream 2, który będzie pogłębiał zależność energetyczną Unii od Rosji, choć celem powinno być jej osłabianie.

Odmienne wizje

Zdaniem prof. Tomasza Grzegorza Grossego z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego, przyczyną braku wizji jest też to, że nie ma obecnie w Unii polityków na miarę jej ojców założycieli. - Na takiego wizjonera kreuje się prezydent Francji Emmanuel Macron, który mówi o wzmacnianiu strefy euro, zabezpieczaniu jej przed kolejnymi kryzysami, z tym że nie ukrywa on, że interesuje go przede wszystkim rdzeń, jądro europejskie, a resztę pozostawia na uboczu. Czyli efektem będzie Europa dwóch prędkości. Z drugiej strony jest Europa ojczyzn, mniej lub bardziej suwerennych państw, które ze sobą w określonych zakresach współpracują. Tutaj najbardziej spójnym, najbardziej konsekwentnym politykiem jest Viktor Orbán. Jeszcze inną wizję ma Angela Merkel, która preferuje stopniowe postępy integracji w wybranych sferach polityki przy utrzymaniu zarządzania międzyrządowego i wzmacnianiu egzekucji decyzji unijnych - tłumaczy Grosse. Zaznacza on jednak, że taka polityka jest korzystna głównie dla największych państw, a tym samym umacnia wpływy Niemiec, co grozi tendencjami odśrodkowymi ze strony tych krajów, które ponoszą koszty kolejnych kryzysów.

Linie podziału

Tendencje odśrodkowe czy hasła wychodzenia z Unii na razie zostały zastopowane, ale też ulga, z którą przyjęto w Brukseli wyniki zeszłorocznych wyborów w Holandii, Francji i Niemczech, może być nieco przedwczesna. Wygląda bowiem, że we Włoszech - trzecim co do wielkości gospodarczo państwie strefy euro - władzę przejmie koalicja populistów i eurosceptyków. Nierozwiązanym problemem są też tendencje odśrodkowe na niższym szczeblu, czyli różnego rodzaju separatyzmy. Hiszpanii udało się wprawdzie zatrzymać secesję Katalonii, ale raczej odsuwając problem w czasie niż go rozwiązując. Natomiast Bruksela katalońskie referendum i towarzyszące mu zamieszki uznała za wewnętrzną sprawę Hiszpanii, czym udowodniła, że stawiane jej zarzuty stosowania podwójnych standardów nie są nieuzasadnione.

- Brexit jest dla Europy traumą, ale na chwilę obecną nie ma tendencji do dalszego wychodzenia z Unii, nawet w krajach, gdzie duża część społeczeństwa ma duże zastrzeżenia do Brukseli, jak np. Włochy. Ale chęć exitu może się pojawić, jeżeli ze strony proeuropejskich polityków będzie dążenie do tworzenia czegoś, czego ludzie nie czują. Istnieje jednak problem pewnej arogancji brukselskich elit, ich oderwania od rzeczywistości, zamknięcia się we własnym świecie, tendencji do mówienia ludziom jak mają głosować. Trochę powiązana z tym jest kwestia istniejących wciąż pęknięć wewnętrznych w ramach UE, chociażby między jej zachodnią a wschodnią częścią. Kraje naszego regionu są wciąż traktowane z pewną wyższością, jako biedniejsza, zapóźniona cywilizacyjne i w sumie mniej rozumiana część Europy, która powinna się dostosować do innych - mówi Małgorzata Bonikowska. Takie podejście widać zwłaszcza w stosunku do Polski i Węgier, które Komisja Europejska próbuje stawiać do pionu w związku z tym, że nie chcą dostosowywać do obowiązującego modelu demokracji liberalnej.

Długa lista wyzwań

Zdaniem Tomasza Grzegorza Grossego, przed Unią stoją dwa główne wyzwania. - Pierwsze to problem, nielegalnej imigracji, która jest pożywką dla wszelkiej maści eurosceptyków. Póki Europa nie powstrzyma niechcianych przybyszów, póki nie zacznie ich z powrotem odsyłać, ta sprawa będzie rozsadzać Unię i niszczyć integrację. Drugie to reforma strefy euro. Wspólna waluta już przyniosła bardzo dużo kłopotów Europie i dopóki nie zostaną wprowadzone reformy, które zabezpieczą unię walutową przed przyszłymi kryzysami, nadal będzie ona ją niszczyć. Albo unia walutowa zacznie przynosić korzyści wszystkim jej członkom, albo powinna zostać rozwiązana - mówi Grosse.

Kluczowe pytanie obecnie brzmi, czy Unia Europejska jest w stanie w ciągu najbliższych lat skutecznie sprostać tym wyzwaniom i czy jest w stanie odgrywać znaczącą rolę na arenie międzynarodowej. Zarówno prof. Grosse, jak i dr Bonikowska stawiają tę kwestię warunkowo. - Gdy wchodziliśmy do UE byłem dużym optymistą i uważałem, że za 10-15 lat będzie wyraźnie lepiej. Polska akurat na tym skorzystała, ale gdybym był na miejscu Greków czy Włochów, to wątpię, czy patrzyłbym w przyszłość z takim optymizmem. Jeśli Unia sprosta wyzwaniom, które ma przed sobą, to pójdzie do przodu. Jeśli natomiast będzie dalej tkwiła w klinczu, nie idąc ani w jedną, ani w drugą stronę, to nie wróżę jej dobrze, bo to doprowadzi do wzrostu ruchów eurosceptycznych, które rozsadzą ją od środka. Największym zagrożeniem dla Unii nie jest ani Rosja, ani Trump, ale to, co jest wewnątrz niej, te wszystkie krytyczne wobec integracji ruchy, które są coraz bardziej popularne - mówi Grosse.

- Do unii powróciła dziś energia i dynamizm, mówi się że "Europe is back". Istotnie, na przyszłość Unii Europejskiej można patrzeć z optymizmem, ale muszą zostać spełnione trzy warunki. Po pierwsze cała UE27 musi chcieć ze sobą rozmawiać - nie tylko mówić, ale też siebie wzajemnie słuchać. Europa zachodnia - wschodnią, kraje północy - krajów południa, państwa duże - małych, starzy członkowie UE - nowych itd. Postawa pouczania jednych przez drugich może się źle skończyć, bo na przykładzie choćby Polski czy Węgier widać, że są gotowe na radykalne akcje w imię swoich przekonań. Drugi warunek to skończenie z forsowaniem przez elity rozwiązań wbrew odczuciom ludzi. A trzecia sprawa to zmierzenie się z zagrożeniami zewnętrznymi, jakim jest obecnie przede wszystkim Rosja i nowe formy międzynarodowych napięć, takie jak zagrożenia hybrydowe i wojna dezinformacyjna. Jeśli te warunki nie zostaną spełnione, Unii grozi fragmentacja. Nic radykalnego się nie stanie, ale z biegiem czasu się "rozmyje" i przestanie mieć znaczenie. Byłaby wielka szkoda, gdyby taki scenariusz się sprawdził - dodaje Bonikowska.

@RY1@i02/2018/092/i02.2018.092.050000100.802.jpg@RY2@

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

@RY1@i02/2018/092/i02.2018.092.050000100.803.jpg@RY2@

@RY1@i02/2018/092/i02.2018.092.050000100.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.