Wyrok tylko napędził kampanię Trumpa
W yrok skazujący Donalda Trumpa nie jest polityczny w tym sensie, że nowojorska ława przysięgłych nie uznała byłego prezydenta za winnego fałszerstw dokumentacji z nienawiści do niego i wszystkiego, czego symbolem stał się w Stanach Zjednoczonych. Jest jednak polityczny w tym sensie, że rodzi konsekwencje polityczne i należy go odczytywać w kontekście wyborczym. Ława przysięgłych nie działała w próżni, cały proces elektryzował media do czerwoności, wszak dotyczył kandydata na prezydenta w roku wyborczym.
Objawem myślenia życzeniowego jest nadzieja tych przeciwników Trumpa, którzy twierdzą, że Nowy Jork zatopi kampanię 77-latka. Niemal pewny scenariusz jest taki, że w lipcu republikanin otrzyma na konwencji partyjną nominację w wyborach prezydenckich, a kara, jaką zarządzi wobec niego nowojorski sędzia, nie będzie karą więzienia ani aresztu domowego, ale prawdopodobnie grzywną lub wyrokiem w zawieszeniu. Amerykańskie lato i jesień Trump będzie więc obserwować nie zza krat, ale z wiecowych scen w Pensylwanii czy Georgii. Jakie więc konsekwencje może nieść dla USA, a w szczególności dla kampanii wyborczej, pierwsze w historii skazanie byłego gospodarza Białego Domu w procesie karnym?
Po pierwsze, wyrok gra na korzyść Trumpa, bo wpisuje się w niezmienną strategię budowania popularności nowojorczyka, polegającą na graniu ofiary systemu nastawionego przeciwko nim oraz szarym Amerykanom. „Polowanie na czarownice”, „najpierw przyjdą po mnie, a potem po was”, „skrajnie upolityczniony wymiar sprawiedliwości” – takie wypowiedzi z wystąpień Trumpa znamy już od prawie dekady. Już dziś można obserwować mobilizację elektoratu po prawej stronie; w piątek w niecałe siedem godzin po decyzji ławy kampania republikanina zebrała prawie 35 mln dol.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.