Brexit za cenę granicy na morzu
Rozmowy o wcześniejszych wyborach przykryły debatę nad warunkami rozwodu, na jakie zgodził się Boris Johnson. Te nie spodobają się w Irlandii Północnej
Najbardziej drażliwa kwestia dotyczy oczywiście granicy celnej, która de facto pojawi się na Morzu Irlandzkim oddzielającym od siebie dwie główne wyspy, na których leży Zjednoczone Królestwo. Pomimo wcześniejszych zapewnień brytyjskiego rządu, handel między dwoma brzegami nie będzie się odbywał w sposób płynny. Przyznał to chociażby podczas ubiegłotygodniowej debaty w Izbie Lordów Stephen Barclay, minister odpowiedzialny za wyjście z Unii Europejskiej.
Przedstawiciel gabinetu Borisa Johnsona potwierdził wówczas, że przedsiębiorstwa z Irlandii Północnej wysyłające towar do Wielkiej Brytanii (w skrócie określa się ten kierunek „handlem zachód-wschód”) będą musiały wypełniać deklaracje celne. Głębsza debata nad konsekwencjami dla biznesu wówczas się nie odbyła, ponieważ posłowie nie zgodzili się na to, aby porozumienie Johnsona w rekordowym tempie przeprowadzić przez parlament. W odpowiedzi rząd po prostu zdjął legislację z prac w Westminsterze. Wkrótce potem tematem numer jeden stały się przyspieszone wybory.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.