Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Program minimum zaliczony

2 września 2019

M ike Pence po rozmowach dwustronnych w Pałacu Prezydenckim wspomniał o tym, o czym mówiło się od paru dni. O deklaracji zniesienia wiz. W mediach, niezależnie od politycznych sympatii, zapanował wielki entuzjazm. Amerykanie wreszcie to zrobią. Po 3 0 l atach naszych wysiłków.

Prawda jest jednak taka, że to nie jest żadna przysługa ani gest. Po prostu kończy się długi proces, na jaki ani Donald Trump, ani wiceprezydent Pence nie mieli wpływu. Amerykański polityk numer dwa stwierdził podczas konferencji prasowej, z dużą ostrożnością, że rząd wkrótce „nominuje Polskę do programu o ruchu bezwizowym”. Owszem, rząd nominuje, ale to Kongres będzie podejmował decyzję. Na podstawie tego, czy ilość odrzuconych wniosków o promesę z Polski spadła w roku fiskalnym, który kończy się 30 września, poniżej 3 proc. Amerykanie wszystko policzyli i pewnie im wyszło, że się tym razem zmieścimy. Wówczas oni uruchomią procedury. Ale Pence chciał sprawić wrażenie, jakby to był sukces administracji Donalda Trumpa. A jest to sukces tej administracji na jednym odcinku: strategii komunikacyjnej, jaką przedsięwzięła ambasador Georgette Mosbacher. Szefowa placówki USA w Warszawie długo namawiała Polaków, żeby składali wnioski aplikacyjne, nawet jeśli nie planują podróży. Adresatem była grupa ludzi, którzy mają stabilną pracę w Polsce, a ryzyko, że przedłużą swój pobyt w Stanach, jest zerowe. Stąd przekonanie dyplomacji USA, że w tym roku zmieścimy się w owych mitycznych już 3 proc.

Wiceprezydent podczas konferencji prasowej kilkakrotnie podkreślał, że Polskę i Stany Zjednoczone łączy specjalna więź, którą można nazwać – i tu użył polskiego słowa – nawet rodzinną. Trochę jednak w tej patetycznej przemowie sprawiał wrażenie prymusa, który zapomniał o klasówce i dopiero na ostatniej przerwie przeglądał Wikipedię. Powtórzył slogany o tym, że Waszyngton z Warszawą łączą wspólni bohaterowie, czyli Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski. Wspomniał, iż 10 mln Amerykanów jest polskiego pochodzenia, a obydwa narody łączy przywiązanie do wolności. Podkreślał też wyjątkowość polsko-amerykańskiego sojuszu militarnego w ramach NATO, chwaląc Warszawę za to, że jest jedną z ledwie kilku stolic, które spełniają umówiony pięć lat temu próg 2 proc. PKB w wydatkach na armię.

Pozostało 91% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.