Amerykanie nie żartują z huraganami
O d czwartku pojawiła się fala graniczących z teoriami spiskowymi opinii o powodach odwołania dosłownie w ostatniej chwili wizyty Donalda Trumpa w Warszawie. W komentowaniu tej decyzji powinniśmy się jednak zdystansować od polskiego kontekstu. Huragany i klęski żywiołowe są naprawdę poważnym politycznym bodźcem w Ameryce i rozwiązanie tej zagadki jest najprostsze: podróż przełożono po prostu z powodu Doriana.
– Poza tym Trump nie działa ściśle według reguł poprzedników. Nie lubi opuszczać Ameryki. Ma 73 lata i transatlantyckie wojaże go wykańczają. A był w Europie tydzień temu i nie czuł się najlepiej, także emocjonalnie, bo miał przeciwko sobie sporą opozycję w Biarritz – mówi nam dyplomata związany z jedną z poprzednich ekip. Podróż do Polski miała był połączona z odwiedzeniem Kopenhagi, aż Trump wspomniał o chęci kupna Grenlandii i doszło do dyplomatycznej implozji. Dlatego spadły szanse na wyprawę do samej tylko Warszawy.
Stanowczo odrzuciłbym jednak scenariusz, że zmęczony prezydent chciał uniknąć kolejnej kompromitacji w Europie. Polska jest jednym z kilku krajów świata, w których Donald Trump jest bardziej popularny niż Barack Obama. Gdyby miał potrzebę naładowania piarowskich akumulatorów, nie ma na to lepszego miejsca niż Warszawa. Z tego wniosek, że najpewniej po prostu przestraszył się Doriana.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.