Rzecz o tym, jak debata w Zjednoczonym Królestwie upodabnia się do polskiej
R ząd robi kontrowersyjne posunięcie, które idzie w poprzek dotychczasowym obyczajom i szanowanej dotychczas praktyce. Opozycja podnosi krzyk, że łamana jest konstytucja, a demokracja zagrożona. W Polsce brzmi to znajomo, ale tym razem opis nie dotyczy sytuacji nad Wisłą, ale nad Tamizą. Chociaż tu pretekstem było majstrowanie przy władzy sądowniczej, a tam – ustawodawczej.
Każdy, kto śledził choć trochę życie polityczne Wielkiej Brytanii, wie, że tamtejszy parlament ma silniejszą pozycję niż ciała ustawodawcze po drugiej stronie kanału La Manche. Już sam fakt, że premier co tydzień osobiście stawia czoło gradobiciu poselskich pytań, nie pozostawia wątpliwości, że legislatura nad Tamizą patrzy władzy uważnie na ręce. Zresztą sam szef rządu zwraca się do zasiadających w Izbie Gmin nie inaczej niż jako „koledzy” – podkreślając w ten sposób jeszcze bardziej, że nie ma między nimi wielkiej różnicy, wszak sam premier też musi być posłem.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.