Falstart Macrona w europarlamencie
F r ancuski prezydent nadal pozostaje wielką nadzieją euroentuzjastów w Europie, ale jego gwiazda zaczyna powoli tracić blask. I nie chodzi o to, że rozpędzonemu przez niego prounijnemu silnikowi zaczyna brakować paliwa. Dobry wynik liberałów w wyborach europejskich pokazuje, że zapotrzebowanie na ambitne postulaty napędzające integrację jest spore. Problemem są natomiast taktyczne błędy francuskiego przywódcy.
Jego zwycięstwo w wyborach prezydenckich i parlamentarnych dwa lata temu było tym bardziej spektakularne, że nikt się nie spodziewał, iż w czasach rozlewającego się eurosceptycyzmu można odnieść sukces dzięki hasłu „więcej Unii”. Niesiony na fali europejskiego renesansu Emmanuel Macron po majowych wyborach miał wjechać na białym koniu do PE wraz z armią francuskich euroentuzjastów gotowych do zmieniania Unii zgodnie z jego śmiałą wizją. Francuski przywódca musi jednak wstrzymać konie.
Trudnością nie jest nawet to, że przegrał wybory europejskie z nacjonalistką i eurosceptyczką Marine Le Pen (jej Zjednoczenie Narodowe miało przewagę niecałego procenta nad Naprzód Republiko). Jak słyszymy od jednego z unijnych dyplomatów, francuski prezydent wciąż jest postrzegany przez pozostałych liderów jako przywódca z olbrzymim politycznym kapitałem, któremu daje się duże pole manewru. Obok niego takim politykiem jest Pedro Sánchez, hiszpański premier, którego socjaldemokracja zwyciężyła w majowych wyborach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.