Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bliski Wschód

Zawsze może być gorzej

17 czerwca 2025
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wojnę izraelsko-libańską z 1982 r. mieli wygrać Izraelczycy. Dokonali inwazji Libanu, by rozprawić się z działającą tam Organizacją Wyzwolenia Palestyny (OWP), znaną z przeprowadzania spektakularnych ataków terrorystycznych – takich jak zamach na izraelską reprezentację podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 r.

Siły Obronne Izraela (IDF) przez siedem tygodni oblegały zachodnią część Bejrutu, gdzie OWP miała kwaterę główną, odcinając ten obszar od dostaw żywności, wody i prądu. Z pomocą Stanów Zjednoczonych, coraz bardziej krytycznych wobec izraelskich ataków na cele cywilne, w sierpniu zawarto porozumienie, na mocy którego palestyńscy przywódcy i ok. 14 tys. bojowników opuściło Liban. Jednocześnie na prezydenta tego kraju został wybrany – przy niemałym wsparciu Izraela – Baszir al-Dżumajjil.

Gdy wydawało się, że Tel Awiw osiągnął swój cel, a żołnierze IDF powrócą do domów w chwale, konflikt niespodziewanie eskalował. Nowo wybrany prezydent został zamordowany przez Habiba Chartouniego z Syryjskiej Partii Socjal-Nacjonalistycznej. – Baszir sprzedał nasz kraj Izraelowi – zeznał później morderca. W odwecie zwolennicy al-Dżumajjila dokonali masakry palestyńskich cywilów w obozach dla uchodźców Sabra i Szatila. Pod naciskiem USA i Europy władze w Tel Awiwie wycofały siły z Bejrutu, a w 1985 r. niemal całkowicie opuściły Liban, pozostawiając go ze słabym i z niestabilnym rządem, który nie był w stanie odeprzeć wpływów Syrii ani przeciwdziałać rosnącej roli Hezbollahu, organizacji powstałej w odpowiedzi na izraelską inwazję. Na przestrzeni lat bojówka ta stworzyła w Libanie coś na kształt państwa w państwie: rozbudowała system opiekuńczy, stworzyła własne szkoły i szpitale.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.