Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bliski Wschód

Duchy gór Beludżystanu

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Szmuglerzy narkotyków i fanatycy polują na irańskich generałów

Aż 94 proc. konfiskowanych na świecie narkotyków przechwytują Irańczycy. Mimo że większość opiatów wyprodukowanych w Afganistanie przepływa nieszczelnymi granicami między afgańskim, pakistańskim a irańskim Beludżystanem. Co roku w ten sposób do Iranu wjeżdża 2500 ton opium.

Trzydzieści lat temu reżim w Teheranie wydał otwartą wojnę szmuglerom. Na granicę rzucono samoloty, czołgi, ciężką artylerię, komandosów i tysiące członków elitarnego Korpusu Strażników Rewolucji. W ciągu trzech dekad prawdopodobnie około 3 tysięcy funkcjonariuszy tej paramilitarnej organizacji przypłaciło kampanię życiem. Teheran oficjalnie nie ujawnia, ilu "przeciwników" udało się wyeliminować, mówi się, że w pełzającej wojnie toczącej się na granicy z Pakistanem co roku ginie kilkaset osób.

Beludżystan to ziemia niczyja. Region zamieszkany przez Beludżów lata temu rozcięły granice i naród ten żyje dziś w prowincjach Afganistanu, Iranu i Pakistanu. Ale dla nich podział na państwa nie istnieje, górskie przełęcze stoją otworem. Tym bardziej że zarówno dla władz w Teheranie, jak i tych w Kabulu i Islamabadzie to terytorium bez większego znaczenia: zaniedbane i niedoinwestowane. Pewnie dlatego tam krzyżują się też szlaki szmuglerów narkotyków, przemytników ludzi, ekstremistów powiązanych z Al-Kaidą i talibami, obrońców praw człowieka i beludżystańskich separatystów. - Jesteśmy wielonarodowym państwem. Ja, będąc Persem, byłem też gubernatorem prowincji Sistan-Beludżystan - mówi nam Manuczehr Mohammadi, były wiceminister spraw zagranicznych Iranu. - I nigdy nikt tam się nie skarżył, że żyje pod dominacją innego narodu. W lokalnych sądach nie ma ani jednej sprawy mającej tło etniczne - podkreśla. Dla Teheranu przemoc, do jakiej regularnie dochodzi w Beludżystanie, to wynik gry, jaką prowadzą Waszyngton i Londyn.

Zarówno przemytnicy, jak i separatyści mają tu wspólnego wroga: Korpus Strażników Rewolucji. W ostatnią niedzielę pazdarom, jego członkom, przyszło drogo zapłacić zarówno za operacje przeciw szmuglerom, jak i brutalne postępowanie wobec miejscowej ludności. Najwyżsi rangą dowódcy korpusu wylecieli w powietrze podczas spotkania ze starszyzną plemienną. - To był największy zamach samobójczy w historii Iranu - ogłosiły potem media. Terrorysta-samobójca zgładził w sumie ponad czterdzieści osób. Za atak odpowiadają Żołnierze Boga (Dżundallah), organizacja, która jak żadna inna skupia lokalne interesy i sprzeczności Beludżystanu.

Żołnierze Boga powstali prawdopodobnie w pakistańskim Wazyrystanie, mateczniku tamtejszych talibów. Jednak od kiedy na czele organizacji stanął w 2006 roku 21-letni Abdolmalek Rigi, w jej programie nie ma już mowy o dżihadzie, nawet idea powołania do życia Wielkiego Beludżystanu na terytoriach należących do Iranu, Afganistanu i Pakistanu została odłożona na bok. Żołnierze Boga twierdzą, że bronią dyskryminowanych Beludżów, i zaczęli używać nowej nazwy: Irański Ludowy Ruch Oporu (PRMI). Nie kojarzy się ona z talibami, prędzej z lewackimi partyzantkami, jakich było pełno w całym Trzecim Świecie.

Teheran utrzymuje jednak, że Żołnierze Boga to ekspozytura talibów i Al-Kaidy. - Kontakty z talibami nawiązane w pierwszych latach istnienia organizacji mogły przetrwać do dziś - mówi nam Reza Molavi, szef Centrum Studiów Iranistycznych z Uniwersytetu Durham. - Obie organizacje mają wspólne sunnickie korzenie i mieszanie się Iranu w sprawy sunnitów w sąsiednich krajach może być im nie w smak - dodaje.

Od dwóch lat Żołnierze Boga toczą wojnę przeciw przybyszom. W lutym 2007 roku urządzili zasadzkę na autobus ze Strażnikami Rewolucji w Zahedanie. W sierpniu porwali 21 kierowców ciężarówek i wywieźli ich do Pakistanu. Rok później to samo przydarzyło się 16 irańskim policjantom - prawdopodobnie zamordowanym kilka miesięcy później przez kidnaperów. W 2009 r. ich bomby wybuchały "przy okazji" kampanii przed wyborami prezydenckimi w Iranie.

Rigi zdaje sobie sprawę, że dla Teheranu jest wrogiem publicznym numer jeden. Jak twierdzą zakładnicy, którzy przeżyli porwanie przez Żołnierzy Boga, lider nigdy nie sypia dwa razy w tym samym miejscu i nie poda nikomu ręki, jeżeli nie założy wcześniej rękawiczek. Podobno w swoich nagraniach wideo naśladuje też manierę Ajmana Al-Zawahiriego, numeru dwa Al-Kaidy.

Środki bezpieczeństwa i luźne tropy wiodące do Al-Kaidy nie przeszkadzają Rigiemu w udzielaniu sporadycznych wywiadów. Dwa lata temu przywódca Dżundallah pojawił się na antenie... Głosu Ameryki. "Doktor", jak kazał się wówczas tytułować, wyjaśnił słuchaczom tej oficjalnej amerykańskiej rozgłośni, że uważa się za Irańczyka i walczy jedynie o prawa swojej grupy etnicznej. Audycja wywołała wściekłość - nie tylko w Teheranie, ale też w środowiskach mieszkającej w USA opozycyjnej diaspory irańskiej.

Przemycane z Afganistanu narkotyki są na tyle tanie, że może sobie na nie pozwolić niemal każdy przeciętny Irańczyk. Dlatego, zgodnie z informacjami organizacji międzynarodowych, dziś 2,5 proc. Irańczyków powyżej 15. roku życia jest uzależnionych od narkotyków. Dodatkowo 200 tysięcy ludzi jest nosicielami wirusa HIV. Dla Teheranu przerwanie szmuglerskich szlaków w Beludżystanie stało się kwestią życia i śmierci.

Tyle że kolejne obławy w miastach, naloty na górskie przełęcze czy publiczne egzekucje schwytanych przemytników (niektórzy twierdzą, że pod płaszczykiem walki z przestępczym procederem Teheran rozprawia się z beludżystańskimi dysydentami) nie przynoszą efektów. Na początku października pakistańskie władze ujawniły, że na pograniczu z Iranem działa co najmniej 150 gangów zajmujących się szmuglem narkotyków, papierosów i ludzi.

Część z nich musi się spotykać z Żołnierzami Boga. Rigi twierdzi, że ma do dyspozycji dwa tysiące gotowych na wszystko bojowników, z czego dwustu kryje się "w górach". Korzystają z tych samych szlaków i kryjówek co pobratymcy zajmujący się przemytem. - Jestem pewien, że ich ścieżki się krzyżują i organizacje takie jak Żołnierze Boga mają swój udział w przemycie narkotyków. Tak dla nich, jak dla pakistańskich talibów są źródłem finansowania - twierdzi Reza Molavi. - Wiele lat temu Beludżowie dostawali pieniądze od CIA, później źródło pieniędzy wyschło, więc to jest dziś najlepszy sposób zbierania funduszów na działalność - podkreśla.

Jakby tego było mało, zdaniem wielu ekspertów amerykański wywiad nie przestał wspierać Beludżów. Ich zdaniem Żołnierze Boga przypominają sławne "armie duchów" tworzone przez CIA w stylu nikaraguańskich contras i są częścią planu osłabienia reżimu w Teheranie poprzez wsparcie separatystycznych ruchów w poszczególnych częściach kraju - Azerów, Beludżów czy Kurdów. Taki scenariusz opisał m.in. znany amerykański reporter śledczy Seymour Hersh. Jeżeli to prawda, nie byłoby w tym nic zaskakującego - do takich samych metod uciekał się Saddam Husajn podczas wojny z Iranem w latach 80. Wtedy iracki dyktator opłacał partyzantki w arabskiej prowincji Chuzestan i właśnie w Beludżystanie.

Jednak wszystko, co wiemy dziś o Dżundallah - "armii duchów" z Beludżystanu - to wiedza albo od samych bojowników, albo od zwalczających ich reżimów. W bezładnej plątaninie interesów - partyzantek, gangów i klanów - Dżundallah jest najbardziej tajemniczym węzłem.

@RY1@i02/2009/208/i02.2009.208.186.0009.101.jpg@RY2@

Niszczenie diabelskiego dzieła. Ceremonia spalenia narkotyków przejętych na granicy między Iranem a Pakistanem

AFP

Mariusz Janik

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.