Izrael rujnuje swój wizerunek i pogrąża się w izolacji
Po dziesięciogodzinnej burzliwej dyskusji Rada Bezpieczeństwa ONZ potępiła izraelski rajd na flotyllę statków organizacji Free Gaza Movement.
Członkowie Rady domagają się też "natychmiastowego, bezstronnego, wiarygodnego i transparentnego" śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci dziewięciu aktywistów. Wczoraj już nawet sami Izraelczycy przyznawali, że ich kraj przesadził i poniósł kolejną bolesną wizerunkową porażkę.
Wskutek sporu między przedstawicielami Turcji i USA w oświadczeniu - poza wezwaniem do śledztwa - znalazło się jedynie potępienie aktów, które doprowadziły do dramatu. Z dokumentu usunięto też wezwania do zniesienia izraelskiej blokady Strefy Gazy, co jednak nie powstrzymało indywidualnych apeli - m.in. UE i Rosji - w tej sprawie.
Izrael próbuje się bronić, podkreślając brutalność aktywistów. - Izraelska jednostka weszła na pokład z bronią naładowaną amunicją do paintballu. Oni jednak byli gotowi do zastosowania przemocy. Nikt się nie spodziewał tego, co się stało - tłumaczył w audycji BBC kapitan Aria Szaliker, jeden z uczestników rajdu. - Czymkolwiek była ta flotylla, nie była misją humanitarną - komentował z kolei wiceambasador Izraela przy ONZ Daniel Carmon. Jerozolima twierdzi, że żołnierze zostali zaatakowali nożami, pałkami i innymi rodzajami broni.
Jednak co do tego, że Izrael już poniósł wizerunkową porażkę, wątpliwości nie ma nikt. Lewicowy "Haarec" wprost nazywa akcję komandosów głupią i tragiczną, a całą politykę siły, do jakiej w ostatnich latach odwołuje się Izrael, porażką. Czołowy izraelski dziennik "Jediot Ahronot" podkreśla, że trwa poszukiwanie winnych, a wojskowi bez ogródek przyznają, że rajd i jego brutalność były skutkiem politycznych nacisków.
Co gorsza, Jerozolima nie wie chyba, co dalej zrobić w tej sytuacji. Około 630 aktywistów, którzy zostali zatrzymani w nocy z niedzieli na poniedziałek, zostało osadzonych w więzieniu w Beerszebie. 45 osób - w tym m.in. dwóch niemieckich deputowanych - zostało już odesłanych do swoich krajów. Trzydzieści innych znajduje się w szpitalach. Z informacji Agencji Reutersa wynika, że izraelskie władze starannie jednak dbają, by do mediów nie przedostały się ich relacje - które mogłyby być sprzeczne z oficjalną wersją przebiegu wydarzeń.
Na dodatek, w chwili gdy zamykaliśmy to wydanie "DGP", do wybrzeży Strefy Gazy zmierzał jeszcze jeden statek flotylli - z dwóch, które z powodu awarii zostały w niedzielę na wodach cypryjskich. Z komentarzy przedstawicieli izraelskiej marynarki wojennej wynikało, że armia przygotowuje się do kolejnej brutalnej konfrontacji. - Weszliśmy na pokład i zostaliśmy zaatakowani, jakby to była wojna - mówił wczoraj jeden z dowódców dziennikarzom "Jerusalem Post". - To oznacza, że na przyszłość musimy się przygotowywać, tak jakby to była wojna - dodał. Statek miał dotrzeć na wody Izraela we wtorek wieczorem lub w środę rano.
Mariusz Janik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu