Syria gra obserwatorami
Obserwatorzy "Financial Timesa" w Syrii
Prezydent Baszar al-Assad, który dwukrotnie w tym tygodniu pojawił się w syryjskiej telewizji, rozwiał już chyba resztki wątpliwości dotyczących intencji jego działań. Jawnie pokazując, że jedyną jego strategią jest zdławienie trwających od dziesięciu miesięcy powszechnych demonstracji, zakpił z misji Ligi Arabskiej, która ma rzekomo monitorować, czy jego postępowanie nie narusza zasad planu pokojowego.
Prezydent al-Assad znaczną część dwugodzinnego telewizyjnego przemówienia, wygłoszonego we wtorek, poświęcił na gromienie swoich "arabskich kolegów" za rzekome uczestnictwo w "zagranicznym spisku" wymierzonym przeciwko Syrii. W tym samym czasie jego funkcjonariusze przypuścili atak na arabskich obserwatorów z krajów Zatoki Perskiej, którzy zajęli zdecydowane stanowisko wobec reżimu.
Niezwykle skuteczna interwencja, jaką Liga Arabska podjęła w Libii, nie została powtórzona w Syrii - kraju o większym znaczeniu strategicznym i znacznie bardziej złożonym pod względem stosunków społecznych. W przypadku Libii pewnym ułatwieniem była okoliczność, że przeciwko Muammarowi Kaddafiemu wystąpiła większość przywódców arabskich. Stosunki prezydenta al-Assada z sąsiadami są również napięte, jednak dzięki ścisłym związkom z Iranem syryjski lider nadal cieszy się poparciem kilku krajów w regionie, w tym Iraku i Libanu.
W listopadzie, po kilku miesiącach wewnętrznych sporów, przywódcy krajów Zatoki Perskiej podjęli ważną decyzję. Zawieszono członkostwo Syrii w Lidze Arabskiej i ukarano ją sankcjami. Jednak nie chcąc nadmiernie zadrażniać stosunków, zaproponowali al-Assadowi układ - zaapelowali, by zgodził się na odstąpienie od tłumienia protestów i wpuścił do kraju obserwatorów monitorujących realizację planu pokojowego.
Liga Arabska zabrała się jednak do realizacji swojej misji w sposób zaskakująco naiwny. 165-osobowy zespół nie jest wystarczająco liczny, zaś jego członkowie nie mają dość doświadczenia, by skutecznie monitorować działania funkcjonariuszy rozbudowanego aparatu bezpieczeństwa prezydenta al-Assada. W obawie o życie pozwolili obwozić się po kraju w eskorcie syryjskiego wojska. Uznali swoją misję za skuteczną, mimo że nie uzyskali żadnych dowodów na zakończenie krwawej rozprawy z demonstrantami. Jeden z obserwatorów zrezygnował z kontynuowania misji, określając ją mianem "farsy".
Jest oczywiste, że prezydent al-Assad podpisał plan przedstawiony mu przez przywódców Ligi Arabskiej, by zyskać na czasie. Musi też trzymać wspólny front z przyjaciółmi, których grono coraz bardziej się wykrusza, w szczególności zaś z Rosją blokującą decyzję Rady Bezpieczeństwa ONZ o podjęciu rezolucji w sprawie Syrii. W miarę przedłużania się misji Ligi Arabskiej słabną naciski na Moskwę, by odstąpiła od weta.
Obserwatorzy mają przedstawić raport na temat sytuacji w Syrii ministrom spraw zagranicznych państw Ligi Arabskiej 19 stycznia. Jeśli nie nastąpi cud i Syria nie zmieni swojej postawy, kraje arabskie powinny zaprzestać nieudolnych działań, które uniemożliwiają przedstawienie skutecznego rozwiązania narastającego w tym kraju kryzysu.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2012. All Rights Reserved
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu