Najtańsza broń dyktatorów. I Zachodu
Syryjskie wojsko wciąż strzeże składów broni chemicznej. A co się stanie po interwencji? Właśnie tym Damaszek szachuje Zachód
Atak gazowy na rolnicze przedmieścia Damaszku przypomniał światu o problemie, o którym wielu już zapomniało: o broni chemicznej. Ludzie bali się jej siły, jeszcze zanim została użyta na dużą skalę na polu bitwy. Stąd pierwsze próby jej zakazania datują się na czasy przed I wojną światową. Jednak mimo podpisania deklaracji i konwencji haskich państwa sygnatariusze dalej pracowały nad programami rozwoju i produkcji broni chemicznej. Ocenia się, że w trakcie I wojny światowej wyprodukowano na świecie łącznie 140 tys. ton bojowych substancji.
Zakazano tej broni dopiero w połowie lat 90., wraz z podpisaniem konwencji o zakazie broni chemicznej (CWC - Chemical Weapons Convention). Umowa weszła w życie w 1997 r., kiedy ratyfikowała ją dostateczna liczba państw. Ciało powołane do sprawowania kontroli nad przestrzeganiem konwencji - Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW - Organisation for the Prohibition of Chemical Weapons) z siedzibą w Hadze - ustanowiło restrykcyjny reżim odnośnie do terminów deklarowania posiadanych zapasów broni chemicznej i miejsc zdolnych do jej wytwarzania, a także ich niszczenia. Ten kontrolny reżim, w ramach którego przeprowadzono na świecie ponad 8 tys. inspekcji, ma służyć zniszczeniu wszystkich zapasów broni chemicznej. Niestety, nie wszystkie państwa podpisały konwencję. Wśród tego niechlubnego grona znajduje się Syria, o której uważa się, że dorobiła się najbardziej zaawansowanego technologicznie programu produkcji broni chemicznej na Bliskim Wschodzie. Efekty tego programu są jedną z przyczyn, dla których nikt tak naprawdę nie wie, co z Syrią zrobić.
Wiadomo, że syryjski program rozwoju broni chemicznej jest zdolny do produkcji śmiercionośnych substancji. Syryjczykom już pod koniec lat 90. udało się wyprodukować środek VX, który paraliżuje układ nerwowy i powoduje śmierć w ciągu kilku minut. Nie wiadomo jednak, ile jakiego typu substancji posiada prezydent Al-Asad oraz, co ważne, gdzie ona się znajduje.
Najgorszy możliwy scenariusz, przed którym truchleją analitycy ds. bezpieczeństwa, jest taki, że w pogrążonej w jeszcze większym chaosie Syrii siły rządowe będą zbyt słabe, żeby chronić składy broni chemicznej. W tym wariancie mogą one trafić do ekstremistycznych ugrupowań, np. finansowanego przez Al-Kaidę Frontu Nusra. Bojownicy mogą następnie użyć tej broni na miejscu lub, co gorsza, przemycić ją dziurawymi granicami gdzieś indziej, skąd poza wszelką kontrolą może trafić do jednej ze światowych stolic. Atak sekty Najwyższa Prawda na tokijskie metro przy użyciu sarinu już 20 lat temu udowodnił, że taki wariant jest możliwy. Jest to też jeden z głównych argumentów, jakimi prezydent Al-Asad posługuje się wobec zwolenników interwencji - zbombardujecie moje wojsko, to nie będzie już miało siły zajmować się bezpieczeństwem tych wszystkich magazynów z chemikaliami.
Dlatego jednym z rozważanych przez amerykańską armię wariantów interwencji w Syrii byłoby przejęcie kontroli nad magazynami broni chemicznej w lotniczo-desantowym blitzkriegu. Pominąwszy już fakt, że na pewno część z takich instalacji znajduje się głęboko w terytorium kontrolowanym wyłącznie przez armię syryjską, powyższe rozumowanie opiera się na jednym założeniu: że Syryjczycy przechowują cały swój chemiczny arsenał w kilku lokalizacjach. W Syrii jest wystarczająco dużo pustyń i innych odludnych miejsc, nad którymi niepodzielną kontrolę wciąż sprawuje reżim, by Al-Asad mógł ukrywać tą broń praktycznie gdziekolwiek. Nawet jeśli miałoby dojść do interwencji, kluczowe byłoby zabezpieczenie dokumentów i ludzi posiadających wiedzę o nich. Jak trudne to będzie i ile w efekcie takich poukrywanych na odludziach magazynów uda się odnaleźć, nie wiadomo. Jeszcze pod koniec ub.r. Pentagon szacował, że sprawne przejęcie kontroli nad arsenałem chemicznym będzie wymagało 75 tys. żołnierzy. A to oznacza mission creep, czyli przedłużenie interwencji o lata, jak w Iraku i Afganistanie. Na to nie zgodzi się żaden zachodni kraj. Al-Asad wie o tym i dalej rozgrywa chemiczną kartę.
@RY1@i02/2013/173/i02.2013.173.000000600.803.jpg@RY2@
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu