Musi być gorzej, żeby lepiej nie było
D o nald Trump nigdy nie miał cierpliwości do Bliskiego Wschodu. Ponieważ jednak region nie należy do najbardziej stabilnych, chciał, aby w imieniu Ameryki ktoś jednak pilnował tam porządku. Ktoś, czyli Arabia Saudyjska. Prezydent USA zostawił dla siebie Iran, a książęta z Rijadu mieli ogarnąć resztę, w tym Jemen, z którym starali się uporać już od ponad roku, kiedy Trump wprowadzał się na Pennsylvania Avenue.
Jak pokazały weekendowe naloty na saudyjskie instalacje naftowe, ta polityka się nie sprawdziła.
Podczas trwającej cztery lata kampanii uzbrojonym po zęby Saudom nie udało się zaprowadzić porządku w sąsiednim Jemenie. I to pomimo wojskowego wsparcia sojuszników, w tym Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Na chwilę obecną wygląda na to, że konflikt w tym kraju może się jeszcze tlić przez wiele lat. Co więcej, nie wiadomo, kto właściwie miałby wyłożyć pieniądze na odbudowę kraju – gdyby konflikt się skończył – aby nie dopuścić do sytuacji, w której bieda i beznadzieja znów pchną go w stronę wojny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.