Rok po wyborach prawica nadal w cieniu Trumpa
Były prezydent nie udowodnił przed sądami, że wybory zostały sfałszowane, ale wierzy mu co trzeci Amerykanin. A to pozwala mu na utrzymanie mocnej pozycji w Partii Republikańskiej
Dokładnie rok temu w Stanach Zjednoczonych zakończyło się głosowanie w wyborach prezydenckich. Od chaotycznego procesu wyborczego rozpoczęła się natomiast fala oskarżeń o oszustwa i pozwów sądowych ze strony przegranego Donalda Trumpa. Sprawa do dziś rzutuje na politykę, przyczyniając się do dalszej polaryzacji społeczeństwa. Nie daje o niej zapomnieć niewykluczający startu w wyborach w 2024 r. Trump, którego zakładnikiem – jak twierdzi „Wall Street Journal” – stała się Partia Republikańska.
O wrażenie nieprawidłowości w noc wyborczą nie było trudno. Przy rozbudowanym z powodu pandemii na rekordową skalę głosowaniu korespondencyjnym pogubili się nawet waszyngtońscy dziennikarze i bukmacherzy. W skrócie ich problem percepcyjny polegał na tym, że w części stanów najpierw zliczano pakiety kart wyborczych wrzuconych do urn 3 listopada (w lokalach stawiali się w większości republikanie), a w części zaczęto od głosów przysyłanych przez Amerykanów pocztą (tak głosowali raczej demokraci). I tak w Pensylwanii szybką i dużą przewagę przy zliczaniu uzyskiwał Trump, a w Karolinie Północnej Joe Biden. Ostateczny wynik w obu stanach był odwrotny. Ze względu na bezprecedensową liczbę głosów przedterminowych, których było ponad 100 mln, w przypadku kilku kluczowych stanów wyjątkowo trudno było oszacować, kto przy zaciętej rywalizacji ostatecznie będzie górą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.