Lalka nie może się obyć bez lalkarza, czyli jak numer 10 broni numeru dwa
Parasol ochronny, jaki Boris Johnson roztacza nad swoim najbliższym doradcą, może okazać się kosztownym politycznie błędem
fot. Isabel Infantes/AFP/East News
Tygodnik „New Statesman” nazwał Dominica Cummingsa „oczami i uszami premiera, jego facetem od brudnej roboty”
Skandal z udziałem Dominica Cummingsa – kontrowersyjnego zausznika premiera, określanego czasem „numerem dwa” w państwie – już odbija się w badaniach opinii publicznej. Według sondażowni Savanta ComRes, która od początku pandemii codziennie sprawdza zaufanie społeczne do najważniejszych polityków, afera kosztowała Johnsona aż 20 pkt poparcia w cztery dni (od momentu wybuchu afery w piątek wieczorem), chociaż jeszcze na początku maja oscylowało powyżej 30 proc.
Doradca znalazł się w centrum uwagi po tym, jak media przyłapały go na łamaniu zasad izolacji społecznej. Pod koniec marca Cummings wyjechał bowiem wraz z żoną i 4-letnim dzieckiem na prowincję do swoich rodziców. Jak sam tłumaczy obawiali się, że nie będą mieli z kim zostawić dziecka, w razie gdyby obydwoje zachorowali na COVID-19 (mieli takie podejrzenie). Wybrali więc izolację na prowincji, gdzie mogli oddać dziecko pod opiekę rodziców lub siostry Cummingsa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.