Wczesne ostrzeganie to nie wszystko
Politycy muszą poważniej traktować doniesienia o zbliżającym się zagrożeniu, a naukowcy – nauczyć się głośniej bić na alarm
Pandemia COVID-19 pokazała, że pomimo nowoczesnych systemów wczesnego ostrzegania politycy wciąż mogą zignorować zbliżające się zagrożenie. Przykładem chociażby Chiny, gdzie po raz pierwszy zaatakował SARS-CoV-2. Samorządowcy w Wuhanie jeszcze w połowie stycznia nie chcieli wszczynać alarmu, ponieważ w mieście odbywały się ważne spotkania polityczne, a 18 stycznia burmistrz miasta wydał noworoczny bankiet dla 40 tys. par. Władze w Pekinie zaczęły publicznie – a wraz za nimi chińskie media – mówić o zagrożeniu dopiero 20 stycznia, chociaż według niektórych doniesień (dziennika „South China Morning Post”) pierwsze przypadki nietypowego zapalenia płuc odnotowano w grudniu 2019 r.
Chociaż było wiadomo, że wirus rozprzestrzenia się po Państwie Środka jak pożar, to w wielu krajach nie uruchomiło to mobilizacji. W Stanach Zjednoczonych, jak donosił „The New York Times”, większość lutego i połowa marca zostały przez rząd federalny zaprzepaszczone. Zbyt długo i zbyt nieefektywnie prowadzone były np. prace nad rodzimym testem wykrywającym wirusa, co o tygodnie opóźniło wdrożenie na dużą skalę skutecznych rozwiązań. Teraz USA, najbardziej rozwinięty kraj świata, prowadzą w niechlubnej statystyce liczby infekcji koronawirusem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.