Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Naród pracujących nędzarzy

Protest na Times Square w Nowym Jorku w 2014 r. Strajkujący domagają się m.in. podwyżek płac
Protest na Times Square w Nowym Jorku w 2014 r. Strajkujący domagają się m.in. podwyżek płacGetty Images
13 maja 2021

Nie jeździmy na urlopy, bo ich nie bierzemy. Nie mamy oszczędności. Nie chcę nawet myśleć, co by było, gdyby ktoś zachorował. Ludzi w sytuacji takiej jak nasza są w Ameryce rzesze i wciąż przybywa kolejnych

Gdy w styczniu gruchnęła wieść, że tarcza antykryzysowa nowego prezydenta Joego Bidena ma zawierać podwyżkę płacy minimalnej do 15 dol. za godzinę, Sara Ludeman z Colorado Springs poczuła, jakby ktoś chciał sprawić jej najpiękniejszy prezent. Zaczęła planować, że w końcu założy dzieciom fundusz edukacyjny i sama wróci do szkoły, by podnieść kwalifikacje i znaleźć lepszą pracę. Miała wrażenie, że z radości odmłodniała, bo choć ma dopiero 30 lat, to od dłuższego czasu czuła się dużo starzej. – Gdy człowiek żyje w ciągłym stresie, czy starczy mu na opłaty, jedzenie i nowe buty dla dzieci, to zaczyna patrzeć na wszystko wyłącznie przez pryzmat cen i cyferek. A do tego robi się coraz bardziej zgorzkniały – mówi Sara. – Ale najgorsze jest to, że powoli traci się wiarę i nadzieję, iż coś się zmieni na lepsze. Od dawna zadaję sobie pytanie, czy w innych krajach ludzie zarabiający minimalne wynagrodzenie też mają tak beznadziejnie, czy to tylko u nas tak się porobiło. Ciężko pracuję, jestem uczciwym człowiekiem, a mam wrażenie, że moje życiowe plany i marzenia tylko się ode mnie oddalają.

Marzenia Sary nie są wygórowane. W każdym razie tak jej się wydaje. Ma dwoje dzieci w wieku szkolnym i chciałaby zamieszkać we własnym domu z ogródkiem, by móc uprawiać warzywa (przykłada wagę do zdrowego odżywiania). Wolałaby nie opuszczać Colorado Springs, bo tu ma rodzinę i najbliższych przyjaciół. Tylko czy to będzie kiedykolwiek realne? Skromny, nie najnowszy, trzypokojowy dom w mieście już przed pandemią kosztował 350 tys. dol. Gdyby jakimś cudem z pomocą pożyczek od rodziny udało się jej uciułać pieniądze na wkład własny, to nie byłoby jej stać co miesiąc na ratę kredytu. – Jako kelnerka w Dell Taco zarabiałam do tej pory poniżej 10 dol. na godzinę. Mój partner dostawał niewiele wyższe stawki w budownictwie. W każdej wolnej chwili dorabiam babysittingiem, sprzedaję też z domu kosmetyki do włosów. Razem miesięcznie wyciągamy około 3 tys. dol. – opowiada Sara. – Żyjemy na styk. 1,5 tys. dol. idzie na czynsz za dwupokojowe mieszkanie, które wynajmujemy, reszta niemal co do grosza – na życie. Nie jeździmy na urlopy, bo ich nie bierzemy, nie podróżujemy. Nie mamy żadnych oszczędności. Nie chcę nawet myśleć, co by było, gdyby ktoś zachorował. Ludzi w sytuacji takiej jak nasza są w Ameryce rzesze i wciąż przybywa kolejnych.

Pozostało 82% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.