Naród pracujących nędzarzy
Nie jeździmy na urlopy, bo ich nie bierzemy. Nie mamy oszczędności. Nie chcę nawet myśleć, co by było, gdyby ktoś zachorował. Ludzi w sytuacji takiej jak nasza są w Ameryce rzesze i wciąż przybywa kolejnych
Gdy w styczniu gruchnęła wieść, że tarcza antykryzysowa nowego prezydenta Joego Bidena ma zawierać podwyżkę płacy minimalnej do 15 dol. za godzinę, Sara Ludeman z Colorado Springs poczuła, jakby ktoś chciał sprawić jej najpiękniejszy prezent. Zaczęła planować, że w końcu założy dzieciom fundusz edukacyjny i sama wróci do szkoły, by podnieść kwalifikacje i znaleźć lepszą pracę. Miała wrażenie, że z radości odmłodniała, bo choć ma dopiero 30 lat, to od dłuższego czasu czuła się dużo starzej. – Gdy człowiek żyje w ciągłym stresie, czy starczy mu na opłaty, jedzenie i nowe buty dla dzieci, to zaczyna patrzeć na wszystko wyłącznie przez pryzmat cen i cyferek. A do tego robi się coraz bardziej zgorzkniały – mówi Sara. – Ale najgorsze jest to, że powoli traci się wiarę i nadzieję, iż coś się zmieni na lepsze. Od dawna zadaję sobie pytanie, czy w innych krajach ludzie zarabiający minimalne wynagrodzenie też mają tak beznadziejnie, czy to tylko u nas tak się porobiło. Ciężko pracuję, jestem uczciwym człowiekiem, a mam wrażenie, że moje życiowe plany i marzenia tylko się ode mnie oddalają.
Marzenia Sary nie są wygórowane. W każdym razie tak jej się wydaje. Ma dwoje dzieci w wieku szkolnym i chciałaby zamieszkać we własnym domu z ogródkiem, by móc uprawiać warzywa (przykłada wagę do zdrowego odżywiania). Wolałaby nie opuszczać Colorado Springs, bo tu ma rodzinę i najbliższych przyjaciół. Tylko czy to będzie kiedykolwiek realne? Skromny, nie najnowszy, trzypokojowy dom w mieście już przed pandemią kosztował 350 tys. dol. Gdyby jakimś cudem z pomocą pożyczek od rodziny udało się jej uciułać pieniądze na wkład własny, to nie byłoby jej stać co miesiąc na ratę kredytu. – Jako kelnerka w Dell Taco zarabiałam do tej pory poniżej 10 dol. na godzinę. Mój partner dostawał niewiele wyższe stawki w budownictwie. W każdej wolnej chwili dorabiam babysittingiem, sprzedaję też z domu kosmetyki do włosów. Razem miesięcznie wyciągamy około 3 tys. dol. – opowiada Sara. – Żyjemy na styk. 1,5 tys. dol. idzie na czynsz za dwupokojowe mieszkanie, które wynajmujemy, reszta niemal co do grosza – na życie. Nie jeździmy na urlopy, bo ich nie bierzemy, nie podróżujemy. Nie mamy żadnych oszczędności. Nie chcę nawet myśleć, co by było, gdyby ktoś zachorował. Ludzi w sytuacji takiej jak nasza są w Ameryce rzesze i wciąż przybywa kolejnych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.