Nadciąga kolejna wojna. Operacja USA w Iranie może potrwać wiele tygodni
Stany Zjednoczone gromadzą na Bliskim Wschodzie największe siły od czasu inwazji na Irak w 2003 r. Irańczycy zapewniają, że się nie ugną pod presją Trumpa.
15 dni – tyle czasu dał Donald Trump Irańczykom na zawarcie nowego porozumienia nuklearnego ze Stanami Zjednoczonymi. W przeciwnym wypadku Amerykanie mieliby przeprowadzić atak na ten kraj. Jednak cierpliwość prezydenta USA w praktyce może okazać się krótsza. W czerwcu 2025 r., podczas pierwszej wojny izraelsko-irańskiej, też dał Teheranowi dwa tygodnie na bezwarunkowe ustępstwa, grożąc dołączeniem Waszyngtonu do konfliktu. A jednak uderzył w Iran zaledwie dwa dni po tych słowach. Obserwatorzy uznali wówczas, że dwutygodniowy termin i deklaracje gotowości do dyplomatycznego porozumienia były zasłoną dymną, mającą uśpić czujność irańskich władz.
Teraz może być podobnie. Tym bardziej że Trump koncentruje w regionie znaczne siły wojskowe. Wszystko wskazuje na to, że będzie to największa amerykańska obecność militarna na Bliskim Wschodzie od czasu inwazji na Irak w 2003 r. Od końca stycznia na Morzu Arabskim operuje lotniskowiec USS „Abraham Lincoln” w eskorcie trzech niszczycieli rakietowych, skierowanych z Morza Południowochińskiego. W piątek amerykańscy urzędnicy poinformowali, że Pentagon kieruje do regionu kolejne wzmocnienia: największy lotniskowiec świata USS „Gerald R. Ford” z trzema niszczycielami oraz ponad 5 tys. dodatkowych żołnierzy. Trump utrzymuje, że rozważa ograniczony atak mający zmusić Iran do zaakceptowania porozumienia nuklearnego. Gdyby jednak Teheran się nie ugiął, Stany Zjednoczone planowałyby eskalację.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.