Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Łukaszenko kontra ostatni bastion wolności słowa

3 lipca 2018

Władze Białorusi dostarczyły właśnie kolejnego dowodu na fasadowość głoszonej przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę "liberalizacji".

Tuż przed świętami do gabinetów rządowych trafił projekt prezydenckiego dekretu, który umożliwi władzy całkowitą kontrolę internetu. Mińsk już nie ukrywa, że w rozwiązaniu problemu sięgnie po wzorce chińskie.

Punktem wyjścia jest rejestracja wszelkich internetowych serwisów informacyjnych w narodowej domenie by. Według projektu dekretu, do którego dotarła białoruska niezależna gazeta Nasza Niwa, strona będzie mogła zostać zlikwidowana m.in. za "działalność ekstremistyczną".

- To bardzo niebezpieczny przepis, do tej pory często stosowany do walki z niezależnymi mediami. Przy czym za ekstremizm może być uznana dowolna krytyka prezydenta, zwłaszcza przed zaplanowanymi na początek 2011 r. wyborami - mówi nam redaktor naczelny Naszej Niwy Andrej Dyńko. - Władzom chodzi o pełną kontrolę ruchu w internecie, zwłaszcza jeśli chodzi o zagraniczne źródła informacji - dodaje w rozmowie z nami szef magazynu Arche-Paczatak Waler Bułhakau.

Ponadto władze będą mogły zablokować dostęp do mediów zagranicznych. Nie tylko do zarejestrowanego w Czechach białoruskiego portalu Radia Swaboda czy rosyjskiej blogosfery funkcjonującej w ramach platformy Żywoj Żurnał, ale i do potentatów takich jak Google. Władze znalazły też bat na zwykłych obywateli: dostawcy internetu będą musieli przez rok przechowywać wszelkie dane dotyczące internautów, być może nawet historię odwiedzanych przez nich stron.

Zawartość stron będą interpretować specsłużby - powstałe niedawno Centrum Operacyjno-Analityczne, podległe bezpośrednio prezydentowi Aleksandrowi Łukaszence, złożone z młodych, odnajdujących się w świecie wirtualnym funkcjonariuszy. Od strony prawnej całość zabezpiecza powołany 4 grudnia nowy minister informacji Aleh Praleskouski. - Do niedawna był szefem sekcji ideologicznej administracji, zaś przed laty zasłynął jako pomysłodawca akcji zamykania niezależnej prasy. Gdy został ministrem, od razu wiedzieliśmy, że coś się szykuje - mówi Andrej Dyńko.

Nowe prawo stanowi realne zagrożenie dla niezależnego obiegu informacji. Bajnet (jak popularnie jest nazywany białoruski internet) jest bowiem ostatnim bastionem wolnych mediów. Dwie niezależne gazety, które można kupić w kioskach, są niskonakładowe i trudno dostępne. Dlatego Białorusini chcący uniknąć propagandy korzystają z takich portali jak serwis online Naszej Niwy (ok. 50 tys. wejść dziennie) czy Biełorusskij Partizan.

Białoruś nie ukrywa inspiracji chińskim modelem kontrolowania cyberprzestrzeni. Od lipca 2009 r. wszystkie sprzedawane w Chinach komputery muszą mieć specjalne oprogramowanie, które uniemożliwia wyszukiwanie stron z tak ryzykownymi frazami jak "demokracja", "Dalajlama" czy "Tiananmen". O inspiracji "wariantem chińskim" już przed rokiem mówiła wiceminister informacji Lilia Ananicz. Doświadczenia ChRL rekomendował też zwierzchnik białoruskiej Cerkwi metropolita Filaret.

Władze zaczęły już przygotowywać lud do nowych reguł. Tuba propagandowa władzy, dziennik Sowietskaja Biełorussija - Biełaruś Siegodnia, pisała 24 grudnia: "Pomówmy o tych, którzy wykorzystują bezgraniczne możliwości internetu do rozpowszechniania oszczerstw i brudnych oskarżeń. Można się o tym przekonać na licznych forach. (...) Komu jest potrzebna taka wolność?" - pyta retorycznie redakcja w niepodpisanym artykule. Według źródeł Naszej Niwy dekret ma zostać podpisany jeszcze w tym roku. - Będzie to dowód, że szumnie ogłoszona liberalizacja na Białorusi to fasada i działanie na pokaz - komentuje Andrej Dyńko.

@RY1@i02/2009/252/i02.2009.252.000.008a.001.jpg@RY2@

Gdy dekret zostanie podpisany, dostęp do antyrządowej satyry może się stać niemożliwy

Muliclub

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.