Artystyczny Nobel przyznany
49-letni Wright jest najstarszym artystą, który kiedykolwiek otrzymał Turner Prize, jedno z najważniejszych wyróżnień w świecie sztuki.
Znany z subtelnych fresków, malowanych wprost na ścianach galerii, należy dziś do najlepiej rozpoznawanych artystów w Wielkiej Brytanii. Wright ma ciekawy życiorys. Urodził się w Londynie, ale gdy był małym chłopcem, jego rodzina przeniosła się do Szkocji. Tam też studiował - w Edinburgh College of Art. Pracuje nie tylko jako plastyk - grał również na gitarze w popularnym zespole Franz Ferdinand.
Wśród turnerowskich laureatów stanowi wyjątek jako malarz. W dotychczasowej 25-letniej historii tego wyróżnienia najczęściej otrzymywali je kontrowersyjni autorzy instalacji i rzeźb, jak choćby Damien Hirst za pracę z rekinem zatopionym w formalinie. Wright przez ostatnie dwie dekady poświęcił się malowaniu prac, których znakiem szczególnym są jednorazowość i krótkotrwałość. Bardzo rzadko maluje na płótnie. Najczęściej pokrywa drobiazgowymi freskami same ściany galerii. Nie planuje swoich obrazów, raczej przygląda się przestrzeni, którą mu przeznaczono, a potem zabiera się do pracy. Czasem jego freski pokrywają całą ścianę, czasem tylko kąt sali. Po zakończeniu wystawy Wright nalega, by zamalowywano jego prace. - To nie jest sztuka na przyszłość, ale na dziś - mówi.
Właśnie za taką pracę prezentowaną w galerii Tate przyznano Wrightowi Turner Prize. Prócz jego obrazu wystawiono też dzieła trójki innych artystów: ogromną czaszkę wieloryba i grafiki autorstwa Lucy Skaer, zmielony silnik odrzutowego samolotu Rogera Hiornsa, wreszcie lalkowo-teatralną instalację Enrico Davida. Jak jednak wskazywali krytycy, inne prezentacje nieco na tym traciły, ponieważ obraz Wrighta było widać już z innych sal i nie sposób było go przegapić. Ogromny złoty fresk z daleka przypomina nieco rozlany na złożonym na dwoje papierze atrament. Dopiero z bliska widać jednak wielość szczegółów i lekkość malowidła, całą drobiazgową strukturę.
W założeniu Nagroda Turnera ma być pretekstem do dyskusji. Wydaje się, że prace Wrighta dobrze spełniają tę rolę. Już teraz rozgorzał między krytykami ostry spór o to, czy prace brytyjskiego artysty bardziej przypominają freski Tiepola lub Michała Anioła, czy... zwykłe tapety. I dobrze, być może uda się zażegnać zeszłoroczny kryzys, gdy mówiono, że artystyczny Nobel jest najnudniejszą nagrodą świata.
Sam artysta natomiast już planuje, co zrobi z 25 tys. funtów, które otrzymuje laureat nagrody. - Jak każdy mam rachunki do zapłacenia. Sądzę, że nareszcie opłacę część z nich - powiedział.
Karolina Wigura
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu