Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Perm po pożarze: śledztwo i pierwsze pogrzeby ofiar

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W Permie odbyły się wczoraj pierwsze pogrzeby ofiar pożaru w dyskotece, w którym zginęło 112 osób. Do tragedii doszło w nocy z piątku na sobotę. W trakcie pokazu pirotechnicznego zapaliły się sufit i ściany, a płomienie w kilka minut ogarnęły cały lokal. 100 osób wciąż walczy o życie w szpitalach. Poniedziałek ogłoszono w Rosji dniem żałoby narodowej.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że właściciel dyskoteki Kulawy Koń, którego już w sobotę aresztowała policja, zlekceważył podstawowe zasady bezpieczeństwa. Nie miał prawa organizować spektakli z ogniem, bo sufit w głównym pomieszczeniu był wykonany z łatwopalnego plastiku. Na domiar złego klub udekorowano suchą słomą, tak aby przypominał stodołę, i nie przewidziano dodatkowych wyjść ewakuacyjnych.

Sufit zapalił się tuż po rozpoczęciu występu pirotechnicznego. Ludzie początkowo myśleli, że to element efektów specjalnych przewidzianych przez organizatorów.

- Zaczęliśmy uciekać, dopiero gdy prowadzący spektakl wskoczył na scenę i zaczął krzyczeć: mamy ogień, uciekajmy - relacjonowała w rozmowie z korespondentem Associated Press Swietłana Kuwszinowa, jedna z ocalałych uczestniczek imprezy.

Większość ofiar zginęła z zaczadzenia, ponieważ w klubie nie było okien. Wielu stratował tłum ludzi próbujących jak najszybciej wydostać się na zewnątrz. Cześć ofiar wyszła na mróz w spalonych ubraniach, często z rozległymi poparzeniami.

Karetki i straż pożarna szybko zjawiły się na miejscu. - Dla tych, którzy zostali w środku, i tak było już za późno: cały klub płonął - relacjonował w rozmowie z BBC Andriej Klimenko, 30-letni informatyk mieszkający w Permie. - Widziałem straszliwe sceny. Młody mężczyzna rzucał się między ludzi, próbując znaleźć swoją siostrę. Nikt nie potrafił go opanować. Inny krzyczał, próbując odnaleźć swojego syna - opowiadał Klimenko.

Prezydent Rosji ogłosił poniedziałek dniem żałoby narodowej. Wcześniej w emocjonalnym wystąpieniu komentował dramat w Permie. - Ci ludzie albo nie mają mózgu, albo sumienia - mówił o właścicielach klubu Dmitrij Miedwiediew. - Wszystko, co się zdarzyło, można uznać tylko za zbrodnię. Zbrodnię może nie zamierzoną, ale której konsekwencje nie stają się przez to mniej poważne. Widziałem relacje telewizyjne. Właściciele nie tylko nie chcieli pomagać, ale wręcz uciekli - dodawał Miedwiediew.

Zgodnie z jego poleceniem w sobotę aresztowano organizatorów imprezy. Mocne słowa prezydenta tylko podgrzały atmosferę w Permie. Rodziny ofiar domagają się linczu na właścicielu dyskoteki.

Tragiczne wydarzenia w Permie są tylko jednym z wielu pożarów powodowanych chronicznym lekceważeniem w Rosji zasad bezpieczeństwa. Tylko w ubiegłym roku w wypadkach spowodowanych ogniem zginęło w kraju aż 18 tys. ludzi. Jak relacjonuje moskiewski korespondent New York Timesa, w rosyjskich sklepach i urzędach nagminnie blokowane są wyjścia ewakuacyjne. Nikt też nie bierze poważnie pod uwagę zaleceń inspekcji przeciwpożarowych. W Permie było podobnie.

- Ze wstępnych ustaleń wynika, że sufit był wykonany z łatwopalnego materiału. Klub nie miał więc prawa organizować wewnątrz żadnych pokazów pirotechnicznych. Kilkakrotnie był o tym ostrzegany. Ale podejrzewamy także niedopatrzenia ze strony administracji - komentowała Maria Zaborowa, inspektor ds. ochrony pożarowej w Permie.

@RY1@i02/2009/238/i02.2009.238.000.0011.001.jpg@RY2@

Rodziny poszkodowanych czuwały w weekend przed drzwiami szpitali

AFP

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.