Schumacher wraca do korzeni?
Sensacyjne informacje wstrząsają światem F1. Mistrzowski Brawn GP zmienia nazwę, Kimi Raikkonen zmienia dyscyplinę, ale prawdziwą bombą okazała się wiadomość o powrocie legendy - Michaela Schumachera.
O jego rozmowach z Mercedesem pierwszy napisał brytyjski Daily Telegraph. Wizja niemieckiego, wyścigowego dream teamu nagle nabrała zupełnie innego znaczenia. Powrót siedmiokrotnego mistrza świata i najpopularniejszego kierowcy w historii F1 to przepis na sukces nie tylko dla Mercedesa debiutującego jako samodzielny gracz, ale dla całej dyscypliny, nad którą w dobie kryzysu nieraz zbierały się ciemne chmury.
Rywalizacja wyglądałaby pasjonująco - 3 czołowe zespoły miałyby 4 mistrzów świata. Poza Mercedesem McLaren z Jensonem Buttonem i Lewisem Hamiltonem oraz Ferrari z Fernando Alonso.
Schumacher nie potwierdził wiadomości o powrocie. - Nigdy nie można mówić "nigdy", ale w tej chwili to wydaje się niezbyt prawdopodobne - powiedziała rzeczniczka kierowcy Sabine Kehm. Rzecz jednak wcale nie wydaje się wyssana z palca. Zbyt wiele elementów układanki idealnie do siebie pasuje. Po pierwsze Schumacher, który w ostatnim GP jechał w 2006 r., chyba ma ochotę znów zasiąść za kierownicę bolidu. Już w końcówce tego sezonu miał zastąpić w Ferrari rannego Felipe Massę, ale uniemożliwiła mu to kontuzja szyi. Powrót w Mercedesie byłby idealnym epilogiem jego kariery, powrotem do korzeni. To Mercedes wyłożył w 1991 r. 150 tys. dol. na debiut obiecującego kierowcy w F1 w teamie Jordan.
Po trzecie i najważniejsze - wszystkie siedem tytułów Schumacher zdobył w teamach zarządzanych przez Rossa Brawna (dwa w Benettonie, pięć w Ferrari). Tego samego Brawna, który będzie kierował Mercedesem (po tym jak niemiecki koncern wykupił zespół stworzony przez niego na bazie Hondy).
Hipoteza nabrała realnych kształtów po wypowiedziach Eddiego Jordana, komentatora F1, a niegdyś właściciela teamu Jordan, w którym zadebiutował Schumacher.
- Wierzę, że team Brawna będzie miał u siebie Schumachera - powiedział Jordan. Swoją wiarę opiera na tym, co widział na GP Abu Zabi. Zauważył tam Schumachera, Brawna i Dietera Zetsche, szefa zarządu Daimlera, spółki matki Mercedesa, pogrążonych w konwersacji.
Zdaniem sceptyków jest mało prawdopodobne, aby Mercedesa było stać na Schumachera. Team nie był w stanie spełnić żądań Buttona, a chodziło o kilka razy niższe kwoty niż te, którymi kiedyś obracał Schumacher - najwyżej opłacany sportowiec świata. Pozostaje też pytanie, po co zasłużony 40-latek miałby ryzykować, że któryś z młodszych kolegów strąci go z piedestału.
W spekulacjach, kto ma zająć w Mercedesie miejsce obok Nico Rosberga, wymienia się też Roberta Kubicę. Jego przyszłość wciąż jest niepewna - Renault ma potwierdzić zaangażowanie w F1 dopiero w grudniu. Tymczasem Kubica oddaje się swojej pasji - czyli rajdom. Przed tygodniem jego renault clio R3 wypadło z trasy rajdu Taormina - Messyna, a wczoraj w Citta dei Milla miało awarię silnika. Za tydzień kolejna próba - francuski Rajd du Var.
@RY1@i02/2009/228/i02.2009.228.000.018b.001.jpg@RY2@
Michael Schumacher
AFP
Marta Mikiel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu