Obama nie powinien trwonić autorytetu na minikampanie
ROZMOWA
RADOSŁAW KORZYCKI:
DANTE SCALA*:
Oczywiście! Wygrali w dwóch stanach, w tym w bastionie Demokratów, jakim przez dekady było New Jersey. Co więcej, pokazali, że są gotowi do boju o poważniejsze urzędy. Nieliczne porażki, jakich doznali we wtorkową noc, są tylko wyjątkami potwierdzającymi regułę.
To już trudniejsza kwestia. On w dalszym ciągu cieszy się osobistą popularnością. W końcu na charyzmie nic nie stracił. Ale z pewnością kłopot ma Partia Demokratyczna. W przyszłym roku czekają ją wybory całej Izby Reprezentantów i 33 senatorów. I musi się liczyć z poważnymi stratami.
Wesprzeć mógłby, ale po co miałby trwonić swój autorytet? Bez Harry’ego Reida w Senacie sobie poradzi, bo Demokraci mają tam jeszcze bezpieczną większość - ale osłabiony przez kilka widowiskowych porażek kandydatów, za których będzie ręczyć własną twarzą, Obama sam może mieć problemy w walce o reelekcję w 2012 roku.
Za wcześnie, by tak powiedzieć. Chociaż wtorkowe wybory, szczególnie w Wirginii, są najlepszą wskazówką co do tego, jaką powinni obrać strategię. Jeżeli mają bardzo konserwatywnego kandydata, to muszą zadbać, by jego ideologia nie przysłoniła jego ewentualnych zdolności przywódczych i możliwości radzenia sobie z kryzysem. Muszą postawić na pragmatyzm, a wtedy wygrają przyszłoroczne wybory.
politolog z Uniwersytetu Stanowego w New Hampshire
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu