Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ukraina prosi NATO o pomoc w walce z grypą typu A/H1N1

3 lipca 2018

Do wczoraj w wyniku epidemii zmarło 70 osób. Z sąsiednich krajów nad Dniepr ruszyły transporty ze wsparciem medycznym

@RY1@i02/2009/215/i02.2009.215.000.008a.001.jpg@RY2@

Mieszkańcy zachodnich obwodów Ukrainy nie wychodzą z domów bez maseczek

Reuters/Forum

Już 70 ofiar śmiertelnych pochłonęła epidemia grypy na Ukrainie. Z tej liczby 22 osoby zmarły w wyniku infekcji wirusem A/H1N1. Władze w Kijowie poprosiły NATO o pomoc w walce z chorobą.

Mimo to premier Julia Tymoszenko wciąż twierdzi, że nie można mówić o epidemii świńskiej odmiany wirusa. - Mamy do czynienia z epidemią grypy sezonowej, której towarzyszy niewielka liczba przypadków grypy typu kalifornijskiego - mówiła wczoraj. Do tej pory zarejestrowano 256 tys. zachorowań na grypę niezależnie od jej rodzaju. 7 proc. chorych hospitalizowano. Niemal co drugi chory to mieszkaniec graniczącego z Polską obwodu lwowskiego. Przypadki śmiertelne zanotowano również w siedmiu innych obwodach na zachodzie kraju. Dla porównania: rocznie na zwykłą grypę umiera 6,5 tys. Ukraińców.

Ukrainie w walce z epidemią pomagają sąsiedzi: z Polski, Rumunii, ze Słowacji i z Węgier, a także ze Szwajcarii przybyło już kilkanaście ton tamiflu, kombinezony i tysiące maseczek ochronnych. Bratysława przekazała Kijowowi połowę własnych rezerw masek (200 tys.), zaś Polacy dodatkowo zaoferowali respiratory i testy do wykrywania A/H1N1. Wczoraj Ukraina poprosiła o pomoc członków NATO. W liście wyliczono niezbędne preparaty i potrzebny sprzęt. Tymczasem władze Estonii i Łotwy zaapelowały do swoich obywateli, aby ci nie podróźowali nad Dniepr bez wyraźnej potrzeby. Białoruś i Rosja zaostrzyły zaś kontrole na granicy z Ukrainą. Ruch na przejściach z Polską zmalał o 50 proc.

Władze zaczęły kontrolować apteki. Wielu właścicieli podwyższyło bowiem ceny środków antygrypowych. - Kontroli dokonują milicjanci z wydziałów ds. walki z przestępstwami gospodarczymi - mówił portalowi Zaxid.net Denys Charczuk z lwowskiego oddziału MSW.

Leków i maseczek wystarczy najwyżej na kilka dni. - Mamy od rana do wieczora olbrzymie kolejki. Lekarstw powoli zaczyna brakować - opowiada nam farmaceutka z apteki w podlwowskiej Żółkwi. To samo mówi pracowniczka z niedalekiej Kamionki Bużańskiej. Dlatego Ukraińcy sięgają też po ludowe metody walki z grypą - syropów robionych z cebuli, miodu i spirytusu.

Choć przypadki świńskiej grypy odnotowano na razie tylko na zachodzie, niepokój odczuwalny jest w całym kraju. - W Kijowie widać już pojedynczych ludzi w maskach. Odwołano większość imprez masowych - opowiada nam mieszkaniec stolicy Wadym Osinski.

Strach i chaos potęgują plotki. Wczoraj naczelny lekarz kraju Ołeksandr Biłowoł po raz kolejny dementował pogłoski, jakoby Ukraińcy umierali na... dżumę. - O czym wy w ogóle mówicie? Nie ma mowy o żadnej dżumie. To zwykła grypa - denerwował się.

Swój udział w wywoływaniu paniki mają też politycy. Wczoraj jeden z deputowanych zaapelował do kolegów posłów o przychodzenie na obrady w maskach. - Jeśli usiądziemy w nich w Radzie Najwyższej, to ludzie zaczną szturmować kasy kolejowe czy autobusowe i wyjadą nie wiadomo dokąd - apelował do zdrowego rozsądku szef parlamentu Wołodymyr Łytwyn.

Dlatego wieczorem minister zdrowia Wasyl Kniazewycz poprosił polityków o powstrzymanie się od medialnych komentarzy na temat grypy.

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.