Trzecie wcielenie Karadżicia.
Były przywódca Serbów z Bośni toczy najważniejszą bitwę w życiu
Odkąd latem 2008 r. trafił do więzienia w Hadze, Radovan Karadżić postarzał się i wychudł. Już nie jest ezoterycznym staruszkiem z brodą, który radzi ludziom, jak żyć w harmonii ze światem i kosmosem. Pan Karadżić, a wcześniej doktor Dabić, nie stracił jednak nic ze swej legendarnej hardości, jaką świat zapamiętał z czasów wojny na Bałkanach w latach 90. Teraz gra trzecią, najważniejszą rolę swojego życia. Najpierw przywódca dumnego narodu, później uciekinier, a dziś osadzony numer 38. Broni się przed sądem, który za zbrodnie bałkańskie do końca życia może pozbawić go wolności. W rozmowach ze swoimi prawnikami ciepły i wrażliwy intelektualista. Przed trybunałem twardy gracz przekonujący, że wielcy tego świata gwarantowali mu nietykalność, a proces jest farsą. Jaki jest dziś Karadżić?
- To silny człowiek, wie, jak dbać o zdrowie, zna się na medycynie, ma przecież tytuł doktora. Jest w o wiele lepszej kondycji niż Slobodan Miloszević, który był zbyt nerwowy i trafił do Hagi z nadciśnieniem. Radovan jest góralem z Czarnogóry, ma twardy charakter, wiele wytrzyma - mówi nam Marko Łopuszina, serbski dziennikarz, autor książek o Karadżiciu i serbskich służbach specjalnych. Z pewnością wytrzyma trudy więzienia. Tym bardziej że kompleks w Scheveningen to jeden z bardziej humanitarnych zakładów karnych na świecie. Część cel ma nawet z okna widok na Morze Północne.
W więziennym żargonie areszt ONZ dla oskarżonych o zbrodnie wojenne wydzielony z kompleksu Scheveningen nazywany jest pieszczotliwie haskim Hiltonem. Jednoosobowa cela, jaką zajmuje Radovan Karadżić, ma 15 metrów kwadratowych. Stoją w niej proste, acz solidne meble: łóżko, stół, szafki na ubrania i książki. Jest umywalnia i osobisty prysznic. Były przywódca Republiki Serbów w Bośni ma do dyspozycji kolorowy telewizor i komputer, ale bez dostępu do internetu. Oprócz krat w oknach i interkomu, którym można o każdej porze dnia i nocy wezwać strażnika, jego cela niewiele różni się od pokoju w hotelu.
Większość czasu spędza, czytając akta oskarżenia, które liczą ponad milion stron. Trybunał dostarcza mu nowe materiały z procesu na płycie CD. Karadżić codziennie spotyka się z ludźmi ze swojego sztabu doradców prawnych, który oficjalnie liczy osiem osób, a w rzeczywistości 27. Do pomocy człowiekowi oskarżanemu o zbrodnie ludobójstwa zgłosili się nie tylko Serbowie i Bośniacy, ale także najlepsi specjaliści od prawa międzynarodowego z USA, Australii i innych krajów Zachodu. Część z pobudek idealistycznych, jak Australijczyk Kevin Jon Heller, który uważa, że "im bardziej śmiertelne zarzuty, tym większa zachodzi potrzeba dobrej obrony". Innych przyciągnęła stawka procesu - najbardziej spektakularnego od czasów sądu nad Slobodanem Miloszeviciem. Pieniądze, które wypłaca im trybunał, nie są oszałamiające - ośmiu oficjalnych współpracowników Karadżicia zarabia od 15 do 25 euro na godzinę.
Szefem zespołu jest Peter Robinson - amerykański prawnik z Kalifornii, który w latach 90. pracował dla Departamentu Sprawiedliwości, a później kontynuował karierę prywatnego adwokata w USA, broniąc m.in. członków ultraradykalnej bojówki Montana Freemen. Latem 2000 r. Robinson przeniósł się do Holandii i podjął obrony ludzi oskarżanych o popełnianie zbrodni wojennych, m.in. Josepha Nzirorery, przewodniczącego parlamentu Rwandy, czy szefa sztabu armii jugosławiańskiej Dragoljuba Ojdanica. Na wylot poznał wówczas zasady działania haskiego trybunału. Polubił swój fach, w 2004 r. ukazał się nawet jego thriller prawniczy. Zatrudnienie go w roli głównego doradcy prawnego było wyśmienitym posunięciem Karadżicia. Robinson doradził swojemu klientowi, by sam reprezentował siebie w sądzie, a nie wyznaczał adwokata - otwierając w ten sposób drogę do bojkotowania posiedzeń. Amerykanin nie ukrywa, że zaprzyjaźnił się nie tylko z Radovanem, ale także jego rodziną - w Holandii poznał jego córkę i zięcia. Dotarliśmy do Robinsona. Jak opisuje swego klienta? - Wywarł na mnie wrażenie inteligentnego człowieka, który w mig łapie skomplikowane meandry prawa. Każdy, kto ma dar bycia politycznym liderem narodu, okazuje się sympatyczny w kontaktach towarzyskich - mówi nam Robinson.
O człowieku określanym niegdyś jako postrach Bośni podobnie ciepło wypowiada się australijski prawnik Kevin Jon Heller. - Nie wiedziałem, czego się po nim spodziewać, ale szybko poczułem ulgę. Na spotkanie przyszedł uśmiechnięty z niebieskim plastikowym pudłem pełnym napojów, przekąsek i dokumentów. Poczęstował nas swoją ulubioną winogronową fantą - wspomina pierwszą wizytę w celi Karadżicia Kevin John Heller. Oprócz dyskusji na temat przyszłości swojego klienta wymienił z Radovanem kilka uwag na temat "Żywotu Briana" Monty Pythona. Blogowe wyznania profesora zdemaskowały zresztą Karadżicia przed trybunałem - okazało się, że wbrew deklaracjom znakomicie mówi po angielsku i nie potrzebne są mu tłumaczenia na serbski, które spowalnia proces.
W podobnej celi co Karadżić dożył życia Slobodan Miloszević, a wciąż przebywają m.in. Vojislav Szeszelj i inni mieszkańcy byłej Jugosławii oskarżeni o zbrodnie wojenne - na jednym piętrze Chorwaci, Serbowie i Muzułmanie. - Nie są podzieleni pod kątem narodowości, przynależności etnicznej czy religii. Gdy rankiem otwierane są cele, zatrzymani spotykają się na korytarzach z innymi mieszkańcami swojego piętra. Więźniowie mają dostęp do gazet ze wszystkich republik byłej Jugosławii - mówi nam Nerma Jelacić, rzecznik trybunału w Hadze. Śmiertelni wrogowie zapomnieli na czas pobytu w Scheveningen o różnicach poglądów, wspólnie gotują bałkańskie potrawy, oglądają filmy, grają w szachy. Podobnie zachowuje się Karadżić. - Radovan utrzymuje dobre kontakty z innymi aresztowanymi, w tym z Chorwatami i Muzułmanami. Przy okazji świąt dostaje serbskie specjały od popów: tradycyjny chleb, ciasto i wino. Co niedzielę odwiedza go pop z prawosławnej parafii w Rotterdamie. W wolnych chwilach pisze swoje wspomnienia - mówi nam serbski dziennikarz Marko Łopuszina, autor książki o Radovanie Karadżiciu.
Tak jak pozostali osadzeni, były przywódca Serbów bośniackich ma także dostęp do sali gimnastycznej położonej na terenie kompleksu. Pod opieką instruktora odbywają się tam mecze siatkówki i piłki nożnej. Każdy osadzony ma prawo do godzinnego spaceru na świeżym powietrzu. Radovan Karadżić zbiera tam siły do bitwy z trybunałem, kolejnego epizodu w swoim życiu, w którym odnalazł się jak ryba w wodzie.
Na początku tygodnia były prezydent samozwańczej Republiki Serbów w Bośni ośmieszył międzynarodowe instytucje sądownicze, bojkotując własny proces i trafiając na czołówki światowych mediów. Choć haski trybunał zdecydował się kontynuować proces bez głównego oskarżonego, który jest też swoim obrońcą, Karadżić ani myśli poddać się jego woli. - Robi to z powodu zwykłego lęku przed odpowiedzialnością. Jest niepewny wyniku procesu - mówi nam Florence Hartmann, była rzecznik Carli Del Ponte, w latach 1999 - 2008 głównego prokuratora trybunału ds. zbrodni w byłej Jugosławii.
Człowiek, który zdecydował o losie 8 tys. Muzułmanów straconych w 1995 r. w Srebrenicy, nie zamierza jednak ukorzyć się przed światem, przyznać do zbrodni popełnionych na jego rozkaz i liczyć na złagodzenie wyroku. - Nie żałuję własnej roli. Nie szukałem władzy, ale gdy ją sprawowałem, wypełniałem obowiązki z jedną myślą w sercu - myślą o interesie publicznym. Po kres moich dni będę się czuć wolny - powiedział Karadżić w jedynym wywiadzie, którego udzielił od momentu aresztowania.
Sędziowie przedstawili mu 11 zarzutów: od zbrodni przeciw ludzkości przez łamanie prawa wojennego i konwencji genewskich po zlecanie wysiedleń. Za wiedzą i przyzwoleniem Karadżicia bośniaccy Serbowie masowo gwałcili schwytane Chorwatki i Muzułmanki, a mężczyzn masakrowali lub wysyłali do obozów koncentracyjnych. Domy i cerkwie nie-Serbów burzono. To jego ludzie oblegali Sarajewo, biorąc na celownik tysiące cywilów zamkniętych w mieście. - Cały czas przedstawia się jako ofiara działań trybunału, a był przecież twarzą czystek etnicznych w Bośni - podsumowuje w rozmowie z nami Florence Hartmann.
@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.186.0011.001.jpg@RY2@
Przed trybunałem twardy gracz, w rozmowach z prawnikami ciepły intelektualista
Reuters/Forum
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu