Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wojna z narkobiznesem to trzeci front Ameryki

29 czerwca 2018

Przy południowej granicy Stanów Zjednoczonych trwa równie brutalna wojna co ta w Afganistanie czy Iraku.

@RY1@i02/2009/208/i02.2009.208.000.011a.001.jpg@RY2@

Policjant z jednostki do walki z przestępczością zorganizowaną w Ciudad Juarez

Zuma/Forum

Rejon słynnej rzeki Rio Grande zamienił się w "trzeci front" Baracka Obamy - front zaciekłej walki z meksykańskimi kartelami narkotykowymi.

Wczoraj burmistrz miasta Ciudad Juarez ogłosił, iż tylko w ciągu tego roku w starciach między rywalizującymi kartelami oraz w bitwach z policją na ulicach miasta zginęło 2 tys. ludzi. Dla porównania od stycznia do sierpnia w całym Afganistanie śmierć poniosło 1,5 tys. cywilów. Amerykanie robią wszystko, by iskra konfliktu nie przeskoczyła na północ. Na wniosek Obamy do przygranicznych stanów trafiło pół tysiąca elitarnych agentów FBI, którzy mają pomóc w walce z kartelami i przemytnikami w Teksasie, Arizonie i Nowym Meksyku. W celu wzmocnienia meksykańskich sił bezpieczeństwa Waszyngton przekazał w sierpniu dodatkowe 100 mln dolarów. Amerykańska pomoc nie jest jednak w stanie przechylić szali w wojnie na stronę meksykańskiego rządu.

Światowa stolica morderstw

- To już 22. miesiąc tej wojny. Jej końca nie widać. Przemoc rośnie, a możliwość jej zastopowania coraz bardziej się oddala - ostrzegał wczoraj w rozmowie z CNN Jose Reyes Ferriz, burmistrz Ciudad Juarez. Do 2008 roku w tym 1,5-milionowym mieście dochodziło do 200 morderstw rocznie. Podobną liczbę zabójstw notowano w niewiele mniejszym Dallas czy ponaddwumilionowym Houston w Teksasie po drugiej stronie granicy. Nagła eskalacja wojny z kartelami zamieniła miasto w światową stolicę morderstw. W Ciudad Juarez ginie w tej chwili więcej ludzi niż w Moskwie, Nowym Orleanie czy Kapsztadzie. Jeszcze w 2008 roku z ulic miasta zebrano podziurawione kulami ciała 1600 osób. W tym roku już 2 tysiące. - Nasze miasto osiągnęło historyczny stopień aktów przemocy, który potwierdza, że to najbardziej niebezpieczna strefa na świecie poza deklarowanymi rejonami konfliktów zbrojnych - napisała wychodząca w północnym Meksyku gazeta El Norte.

Do krwawych strzelanin dochodzi dzień w dzień. Tylko 23 września w ciągu dziewięciu godzin miejscowa policja zebrała z ulic dziewięć ciał ofiar porachunków karteli. Ciała dwóch mężczyzn bez głów znaleziono zawinięte w koce w przydrożnym rowie.

Fala przemocy, która zawładnęła Ciudad Juarez, jest związana z walką o kontrolę nad głównym szlakiem przemytu kokainy do USA. Miasto, kontrolowane dotychczas przez lokalny gang Vincente "Carillo" Feuntesa, stało się areną starć miejscowych grup z członkami kartelu Sinaloa z zachodniego Meksyku, którzy chcą przejąć ten lukratywny biznes. Wspólnym wrogiem karteli są meksykańskie siły bezpieczeństwa: lokalna policja, federalne oddziały paramilitarne i regularna armia wspierana przez amerykańskich agentów FBI i DEA.

Szokująca brutalność

Amerykańskie media obszar nad Rio Grande nazywają "trzecim frontem Obamy" - po Iraku i Afganistanie. Waszyngton jest żywotnie zainteresowany rozbiciem meksykańskich karteli - to one odpowiadają za 80 proc. wszystkich narkotyków sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych. Południowe brzegi Rio Grande to także centrum przerzutu nielegalnych imigrantów z Ameryki Środkowej do USA oraz podziemny rynek handlu żywym towarem.

Rozkręcającej się spirali przemocy towarzyszy rosnąca brutalność. Meksykanów zaszokowała na przykład egzekucja krewnego jednego z członków rywalizujących karteli dokonana w tym roku w Ciudad Juarez. Mężczyzna został przywiązany za ręce do dwóch samochodów ciężarówych, z których każdy odjechał następnie w przeciwnym kierunku, wyrywając ofierze ramiona.

Jaromir Kamiński

jaromir.kaminski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.