Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Mirosław Bałka zabiera widzów w podróż do serca ciemności

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Projekt polskiego artysty pokazany w słynnej londyńskiej galerii stał się jednym z artystycznych wydarzeń sezonu

W londyńskim Tate Modern w dawnej hali turbin pokazano instalację Mirosława Bałki. W jednej z najbardziej znanych galerii sztuki współczesnej jego monumentalną pracę będzie można oglądać do 5 kwietnia.

Świat sztuki ma swoje stałe święta i daty - a to utrzymane niemal w popowej konwencji przyznanie nagród Turnera, a to targi sztuki w Miami. W tym kalendarzu stałe miejsce zajmuje The Unilever Series - coroczny pokaz wybranego artysty w gigantycznej, postindustrialnej przestrzeni Tate Modern. Dawna hala turbin, czyli parter Tate, ma ponad 150 metrów długości i 35 metrów wysokości. Cała ta przestrzeń oddana zostaje artyście. Liczy się nie tylko skala, ale i ekspozycja miejsca - zrealizowaną pracę widać ze wszystkich pięter galerii. Usytuowane w samym centrum Londynu Tate Modern umieszcza też nazwisko artysty na fasadzie, gdzie wisi ono dobre pół roku. Nic dziwnego, że werdyktowi oznajmiającemu, kto w kolejnym roku wypełni przestrzeń, towarzyszą ogromne, proporcjonalne do wielkości hali turbin, emocje.

Przez dziewięć edycji Unilever Series artyści zmagali się z gigantyczną przestrzenią, tworząc projekty w wielkiej skali, odnoszące się do tego konkretnie miejsca (wielki pająk amerykańskiej rzeźbiarki francuskiego pochodzenia Louise Bourgeois w 2000 roku czy budzący kontrowersje pomysł wielkich szczelin w podłodze, który zrealizowała w 2007 roku Dorsi Salcedo) albo tworząc prace wytwarzające konkretny nastrój, działające na zmysły (wielkie słońce Olafura Eliassona w 2003 roku i dźwiękowa praca Bruce’a Naumana z 2004 roku).

Praca Mirosława Bałki, zatytułowana cytatem z Samuela Becketta "How it is", łączy obie te orientacje. I pewnie dlatego brytyjski "The Times" w dzień po otwarciu pokazu nazwał tegoroczny projekt najlepszą odsłoną Unilever Series w historii. Mirosław Bałka może już strzelać korkami od szampana, chociaż obstawiam, że gdyby podobnie bezkompromisowy projekt mógł zrealizować gdzieś w Polsce, entuzjazm byłby nieco mniejszy.

"How it is" umieszczono na samym końcu wielkiej, podłużnej sali. Wchodzący do Tate Modern widzą najpierw ciemną metalową strukturę. To wysoka na 13 i szeroka na 10 metrów ściana, której trzon tworzą wielkie metalowe słupy. Gdy podejść bliżej, widać, że to fragment instalacji, tył gigantycznego żeliwnego kubika. Po obejściu go dookoła widz staje przed rampą, po której można wejść do środka. Można, ale to wcale nie oczywiste. W tej części hali turbin jest już bardzo ciemno, wewnątrz metalowego pudła, które skonstruował Bałka, nie widać zupełnie nic. Podczas konferencji prasowej zaskoczeni dziennikarze nieśmiało pytali się nawzajem, czy warto tam wchodzić. Dopiero kiedy Bałka wszedł do środka, a potem stanął na prowadzącym do środka podeście, pierwsi widzowie zaczęli mierzyć się z przestrzenią wewnątrz kubika.

Przemierzając 30 metrów głębokości metalowego pudła, nie natrafia się absolutnie na nic. Ściany wyściełane aksamitnym materiałem - pomalowanym farbą podobno dziesięć razy czarniejszą niż zwykły czarny kolor - zawierają wyłącznie powietrze. W środku "How it is" nie ma żadnego źródła światła. Zanim wzrok zacznie przyzwyczajać się do czerni i wyłapywać w niej sylwetki innych ludzi, mijają długie minuty. Wyjście z pudełka przypomina moment iluminacji. Ale nie o wychodzenie, tylko o przebywanie w mroku chodzi w tej pracy. Wielki kubik działa trochę jak test Rorschacha - każdy widzi w nim to, co chce. W głównym wydaniu wiadomości BBC nazwano "How it is" wielkim pudełkiem na buty, popularna popołudniówka "Evening Standard" określiła pracę Bałki miejscem totalnego zaćmienia sztuki, "The Guardian" - ogromnym stalowym kontenerem, w jakich przewozi się towary na statkach.

Otwarta struktura pracy Bałki i jej niedomówienie to chyba największy atut projektu. To odróżnia "How it is" od innego, dobrze znanego, tyle że architektonicznego, projektu opartego na podobnym patencie - czarnej sali oświetlanej czasem promieniem słońca w berlińskim Muzeum Żydowskim projektu Daniela Libeskinda. Tamta przestrzeń jest jednak jednoznacznie symboliczna, projekt Bałki to rama, w którą można wpisywać znaczenia. Ale holokaustowa interpretacja "How it is" wyraźnie pobrzmiewa w interpretacjach prasy. Przed tym kluczem nie jest łatwo uciec. W późnych latach 80. Bałka zarzucił dosłowne przedstawienia na rzecz sztuki niefiguratywnej, takiej, która odnosi się do ciała, jego śladów i jego proporcji. Na biennale w Wenecji w 1993 roku w Pawilonie Polskim artysta pokazał korytarz wyściełany mydłem, jednoznacznie i mimo protestów artysty zinterpretowany jako wypowiedź o Zagładzie. Również pierwszy brytyjski pokaz artysty łączył się z tym tematem. W 2002 roku w Dundee Contemporary Arts pokazał replikę drewnianej podłogi z jednego z pomieszczeń obozu w Majdanku, szpary między klepkami wypełniła sól.

"How it is" ostentacyjnie nie kokietuje widza, funduje mu raczej uczucia uprzedmiotowienia niż wizualne fajerwerki, które zgotował publiczności Tate Modern np. Olafur Eliasson. Z polskiej perspektywy niezwykłe wydaje się to, że środki na realizację bezkompromisowego projektu wyłożył prywatny sponsor, jeden z wielkich koncernów kosmetycznych. Tego sponsorskiego wymiaru pracy nie sposób dostrzec w pokazanej w hali turbin w realizacji Bałki. To sztuka najwyższej próby, nieoglądająca się na to, co popularne i co podobałoby się mecenasom i publiczności, taka, która ma najwyższy potencjał generowania uczuć i interpretacji. I to trzeba docenić.

@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.0016.101.jpg@RY2@

Mirosław Bałka jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej docenianych polskich artystów za granicą

Marcin Łobaczewski

Anna Theiss

korespondencja z Londynu

PRZEGLĄD PRASY

@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.0016.102.jpg@RY2@

Praca polskiego artysty jest najlepszą instalacją, jaka została dotyczas pokazana w hali turbin (...) To doświadczenie ponure, wprowadzające w zakłopotanie i odrobinę dziwaczne. Ale przy tym piękne - i to nie tylko wtedy, gdy oczy powoli przyzwyczajają się do ciemności i zaczynasz odróżniać różne odcienie szarości i czerni, dostrzegać postaci innych widzów.

@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.0016.103.jpg@RY2@

Przez chwilę po wejściu widać tyko czerń, czarną dziurę o nieokreślonej skali. Wyciągając przed siebie ręce, możesz trafić na innego zwiedzającego albo na aksamitną strukturę pokrytych materiałem ścian. (...) O swojej pracy Bałka powiedział: "Możesz sam nadać temu kształt. To coś, co kreuje nie tylko twoje ciało, ale przede wszystkim twój umysł".

@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.0016.104.jpg@RY2@

Bałka ma obsesję na punkcie losu polskich Żydów, z których prawie wszyscy zginęli w Auschwitz. Jego instalacja przypomina wagon bydlęcy albo komorę gazową (...) Jako rzeźba praca Bałki robi olbrzymie wrażenie. Ale jako niemal teatralne doświadczenie to niewypał. Ale to, co o słonecznym poranku wydawało się prawdą, nie musi nią już być późnym wieczorem albo nocą...

@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.0016.105.jpg@RY2@

Oglądanie pracy Bałki to jak spoglądanie w otchłań czarnej dziury. "To wszystko i nic jednocześnie", powiedział artysta, który na otwarciu pojawił się ubrany oczywiście na czarno. "Gdy zdecydowałem się zrobić tę rzeźbę, naprawdę nie wiedziałem, czym będzie". Wewnątrz instalacji wyostrzają się zmysły. Słychać jedynie echo kroków i czuć aksamitny dotyk ścian.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.