Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

ONZ pozwoliła na fałszerstwa

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Były przedstawiciel ONZ oskarża organizację o przymykanie oka na wyborczą farsę w Afganistanie. Peter Galbraight przekonuje, że szef misji w Kabulu nie reagował, gdy powoływano fikcyjne lokale wyborcze, dosypując głosów na rzecz rządu

Peter Galbraight - do niedawna człowiek ONZ numer 2 w Kabulu - w bezprecedensowym artykule dla dziennika "Washington Post" zarzucił międzynarodowej koalicji walczącej w Afganistanie przemilczanie masowych fałszerstw, do których doszło w czasie sierpniowych wyborów prezydenckich.

Zarzuty przedstawione w tekście "Co widziałem w Afganistanie" są najgrubszego kalibru. Zdaniem Galbraighta co najmniej 30 proc. głosów oddanych podczas sierpniowej elekcji zostało sfałszowanych. To jednak nie koniec: szef misji ONZ w Kabulu Kai Eide miał przymykać oko na powoływanie fikcyjnych punktów wyborczych, które masowo wypracowywały wynik zgodny z oczekiwaniami afgańskich władz i przemilczać fakt manipulowania frekwencją wyborczą w najbardziej zanarchizowanych prowincjach na południu i wschodzie kraju.

Wyrzucony w ubiegłą środę przez sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-moona - właśnie za nagłaśnianie fałszerstw - Galbraight przekonuje również, że farsa wyborcza to "największe zwycięstwo strategiczne" talibów od czasu odsunięcia ich od władzy w 2001 roku.

- Moim zdaniem fałszerstwo to fakt, który albo ONZ musi przyjąć do wiadomości, albo zaryzykować utratę wiarygodności w oczach wielu Afgańczyków, którzy nie popierają prezydenta Hamida Karzaja - napisał w "Washington Post" Peter Galbraith. Z jego zdaniem zgadzają się eksperci, którzy obserwowali afgańskie wybory.

Jak pisaliśmy wczoraj, do największych fałszerstw w skali całego Afganistanu doszło w prowincji kontrolowanej przez Polaków - Ghazni. Równie źle było tylko w prowincjach Kandahar i Paktika.

Jak pisze na swoim blogu korespondent portalu Interia.pl, polscy żołnierze doskonale zdawali sobie sprawę, że są świadkami spektaklu wyborczego.

- Mamy znów obstawiać tę farsę?! - komentował jeden z żołnierzy ewentualną drugą turę wyborów prezydenckich, która miała mieć miejsce, jeżeli żaden z kandydatów nie przekroczyłby wymaganego 50-procentowego progu. "Nasze wojsko brało udział w jednym z największych oszustw XXI wieku" - mówił z kolei cytowany na blogu www.zafganistanu.pl polski oficer stacjonujący w Ghazni.

Pieniądze Zachodu nie zapobiegły manipulacjom

Wspólnota międzynarodowa wsparła organizację elekcji sumą 300 mln dolarów. Za zachodnie pieniądze wydrukowano i rozwieziono po kraju karty do głosowania oraz zapewniono bezpieczne warunki pracy komisji wyborczych. Przy organizacji i technicznej stronie wyborów pomagali pracownicy ONZ. Ostatecznie na terenie całego kraju powstała sieć niemal 26 tysięcy punktów wyborczych oraz 7 tysięcy lokalnych centrów, w których miało dojść do przeliczenia kart wyborczych napływających z terenu.

Choć afgańska FEFA (Fair Election Foundation of Afghanistan - Fundacja na rzecz Uczciwych Wyborów w Afganistanie) wysłała aż 10 tysięcy obserwatorów, by czuwali nad właściwym przebiegiem wyborów, głosowanie przebiegło w cieniu matactw wyborczych dokonywanych nie tylko przez stronników urzędującego prezydenta kraju Hamida Karzaja, ale również jego rywali.

W Ghazni, gdzie służą polscy żołnierze - na listach pojawiło się 50 proc. wyborców więcej niż w rzeczywistości. Niezależni obserwatorzy szacują, że co trzeci głos oddany na Hamida Karzaja został sfałszowany.

@RY1@i02/2009/195/i02.2009.195.000.010a.001.jpg@RY2@

Reuters/Forum

Przedwyborczy wiec poparcia dla prezydenta Hamida Karzaja w Bamjanie

Zbigniew Parafianowicz

zbigniew.parafianowicz@infor.pl

Jaromir Kamiński

jaromir.kaminski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.