Rusza reforma imigracyjna w USA
@RY1@i02/2009/190/i02.2009.190.000.0013.101.jpg@RY2@
Juz wkrótce imigranci przestaną się bać kontroli policji
Demokraci z obydwu izb Kongresu zamierzają zgłosić dwa projekty wielkiej reformy imigracyjnej. Jeżeli senatorom i członkom Izby Reprezentantów uda się ustalić kompromisowe rozwiązanie, amerykański paszport już niebawem otrzyma nawet 12 mln nielegalnych przybyszów z zagranicy. Na drodze bezprecedensowej w historii USA amnestii może stanąć jedynie obawa Kongresu przed reakcją coraz bardziej zazdrosnych o miejsca pracy Amerykanów.
13 października wpływowy reprezentant latynoskiego lobby na Kapitolu kongresmen Luis Gutierrez z Illinois przedstawi wypracowany przez Izbę Reprezentantów projekt ustawy, która ma zakończyć trwającą od lat debatę nad legalizacją pobytu części imigrantów. Swoją propozycję w Senacie w podobnym terminie ma zgłosić również nowojorski senator Chuck Schumer. Obydwa projekty są w kluczowych sprawach podobne i zakładają przyznanie statusu rezydentów nawet kilkunastu milionom ludzi. "Chodzi nam przede wszystkim o utrzymanie jedności rodzin, ochronę naszych pracowników i stworzenie ścieżki do obywatelstwa dla tych, którzy na to zasłużyli" - napisał kongresmen Gutierrez. Ale tu pojawia się pewien problem, bo nie do końca wiadomo, jakie kryteria przyjąć dla oceny tych zasług.
Procedura przewiduje m.in. testy ze znajomości języka angielskiego oraz wiedzy z przedmiotów ścisłych na poziomie liceum. Starający się o zieloną kartę będą też musieli dowieść, że są potrzebni Ameryce w wykonywanej pracy. Projekt senatora Schumera uzupełnia z kolei reformę o ochronę bezpieczeństwa wewnętrznego Stanów Zjednoczonych. Przewiduje stworzenie centralnej bazy z danymi biometrycznymi osób, których pobyt zostanie zalegalizowany, oraz rejestru wszystkich tych, którzy prawa do naturalizacji nie zyskają, a postanowią dalej żyć w USA.
Skorzystają Polacy
Chociaż głównymi beneficjentami ewentualnej reformy będą przede wszystkim Latynosi, to według szacunków zalegalizować swój pobyt będzie mogło również ok. 70 tys. Polaków. Powody do radości mogą mieć jednak jedynie wyspecjalizowani emigranci znad Wisły. Teksaska gazeta "The Brownsville Herald" opisała niedawno historię 41-letniego Andrzeja Derezińskiego, przedstawiającego się w Ameryce jako Peter. 18 lat temu przyjechał do Stanów legalnie, na turystycznej wizie (jak mniej więcej 40 proc. wszystkich imigrantów). Zdecydował, że do Polski jednak nie wróci. Zdobył wykształcenie, założył firmę montującą systemy grzewcze, dorobił się pokaźnego majątku, kupił dom, ożenił się z Amerykanką. Zaniedbał jednak sprawy związane ze swoim statusem imigracyjnym i... z dnia na dzień został deportowany do Polski. Nowa ustawa gwarantowałaby mu amnestię. Ale na podobne ułaskawienie nie będą mogli liczyć przybysze z Polski, którzy słabo znają angielski czy wykonują podrzędne sezonowe prace. A takich wedle różnych statystyk może być od 100 do 200 tys.
Najpierw służba zdrowia
Jeżeli Kongresowi udałoby się wypracować kompromis w sprawie reformy, sprawa zostanie sfinalizowana późną wiosną 2010 r. Na przeszkodzie może stanąć jedynie kampania wyborcza przed zaplanowanymi na jesień 2010 r. cząstkowymi wyborami do Senatu i Izby Reprezentantów. Kandydaci z okręgów, gdzie przeważają antyimigracyjne resentymenty, mogą próbować blokować ewentualną reformę. Tak się już zdarzyło w 2006 r., kiedy podobna ustawa - autoryzowana przez egzotyczny tandem wzorowego republikanina Johna McCaina i ultralewicowego, zmarłego niedawno Teda Kennedy’ego - padła ofiarą strachu senatorów przed reakcją wyborców.
Sam prezydent Barack Obama w sprawie kongresowych planów uregulowania kwestii imigrantów milczy. Z jednej strony naciska na niego latynoskie lobby, któremu winien jest przysługę za zmobilizowanie hiszpańskojęzycznego elektoratu w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich. Z drugiej - kolejna kontrowersyjna ustawa zaszkodzi mu bardziej, niż i tak budząca wiele wątpliwości reforma systemu służby zdrowia.
- Reforma służby zdrowia musi zostać załatwiona jako pierwsza. Bez niej prezydent nie podpisze żadnej amnestii dla imigrantów. Amerykanie boją się, że na chaosie związanym z debatą nad nowym systemem ubezpieczeniowym skorzystają nielegalni, a fiskus zapłaci za ich leczenie - podsumowuje Michael McDonald z Brookings Institution.
Radosław Korzycki
radoslaw.korzycki@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu