Imigranci wracają do domu
Coraz więcej dobrze wykształconych imigrantów opuszcza Stany Zjednoczone i wraca do swoich ojczyzn, bo tam żyje im się... lepiej.
Chociaż w Indiach czy Chinach na razie zarobią mniej, to szybki rozwój tamtejszych gospodarek gwarantuje im pewne zatrudnienie i spokojną przyszłość.
Badania nad nowym trendem migracyjnym przeprowadził Amerykanin Vivek Wadhwa z Duke University - z pochodzenia Hindus, który sam zdobył wykształcenie na Harvardzie. Zbadał motywację 1200 młodych, dobrze wykształconych imigrantów z Azji. Wnioski były zaskakujące. Okazuje się, że 56 proc. pochodzących z Indii i aż 72 proc. przybyłych z Chin wraca lub w najbliższej przyszłości wróci do ojczyzny, bo Ameryka przestała być dla nich krainą nieograniczonych możliwości. Z raportu Wadhwy wynika, iż decydujący się na powrót trzydziestoletni inżynierowie, informatycy i menedżerowie wolą żyć bliżej swoich bliskich i swojego środowiska kulturowego. Z analiz Wadhwy wynika również, że w sumie w ciągu najbliższych pięciu lat Stany opuści 200 tys. profesjonalistów. Dla porównania w ciągu ostatnich dwóch dekad wyjechało mniej niż 100 tys.
Jednym z opisanych w badaniu Wadhwy jest 29-letni Dipankar Dutta. Do tej pory jako specjalista informatyk w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej zarabiał 100 tys. dol. Ostatecznie postanowił przeprowadzić się do rodzinnego Bangalore. - W USA czuję się niechciany, chociaż przyjechałem z ogromnym entuzjazmem - opowiadał Dutta. W Indiach zarobi ledwie 17 tys. dol., ale ich siła nabywcza jest porównywalna z jego amerykańską pensją. Co więcej, nie musi się tam borykać z barierą językową i uprzedzeniami wobec imigrantów oraz z konkurencją na rynku pracy, bo wykształcenie i doświadczenie, jakie zdobył w Kalifornii, jest w Indiach na wagę złota.
W Stanach kilka lat musiał przymykać oko na upokarzające procedury legalizacji swojego pobytu. Jak sam przyznawał, ważność jego wizy pracowniczej H-1B wielokrotnie zależała od nastroju podrzędnego urzędnika. Tymczasem w Indiach ma perspektywę szybkiego wywindowania swoich zarobków, bo jego kraj zanotował 5,4-proc. wzrost PKB (Chiny aż 7,5 proc.). Produkcja w USA zaś spadła o 2,6 proc.
Amerykanie mogą mieć powody do obaw. O ile na całym rynku pracy imigranci stanowią jedynie 12 proc., o tyle wśród ludzi zatrudnionych w nauce lub kadrze kierowniczej już 24 proc. Do tego 47 proc. osób opuszczających uniwersytety w USA ze stopniem doktora to przybysze z biednych regionów globu. "Wall Street Journal" przypomniał niedawno, że imigranci odgrywali niebagatelną rolę w tworzeniu potęg nowoczesnej gospodarki - zakładali bądź współzakładali Google’a, Yahoo, Intel i eBaya.
- Na razie mamy recesję i zwalniane miejsca pracy niemal od razu zajmują bezrobotni. Ale w świecie tak wysokich kwalifikacji nie są to pracownicy o porównywalnej wartości. Kiedy kryzys się skończy, poważnie odczujemy braki kadrowe. Tymczasem takie gospodarki jak Indie i Chiny, które nie wydały ani dolara na bardzo kosztowne wykształcenie inżynierów czy naukowców, dostaną gratis oszlifowane brylanty - tłumaczy nam John Micgiel z Uniwersytetu Columbia.
Ucieczka profesjonalistów do Indii i Chin zaniepokoiła już Biały Dom. Ekipa Baracka Obamy zastanawia się nad reformą prawa imigracyjnego dotyczącego ludzi wyjątkowo dobrze wykształconych i posiadających bezdyskusyjne atuty na amerykańskim rynku pracy. Problem w tym, że nie bardzo wiadomo, jak owych profesjonalistów zdefiniować. Z drugiej strony w Waszyngtonie wraz ze wzrostem bezrobocia coraz silniejsza jest opozycja przeciw jakimkolwiek przywilejom czy ułatwieniom dla imigrantów.
- właśnie tylu dobrze wykształconych imigrantów z państw Trzeciego Świata w ciągu pięciu lat opuści USA i wróci do swoich ojczyzn
radoslaw.korzycki@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu