Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowy Jork nie potrafi wyjść na prostą

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Wall Street 14 września 2009 r. Mimo coraz bardziej optymistycznych informacji napływających z rynków finansowych w miejscu, gdzie zaczął się kryzys, trudno o optymistów.

Fala zwolnień i upadków na Wall Street trwa. I ciągnie za sobą całą metropolię. W wyniku recesji pracę straciło już 100 tys. ludzi w całym Nowym Jorku. Burmistrz Michael Bloomberg nie ukrywa: sytuacja jest wciąż zła.

- Jestem wyczerpana - mówi reporterowi tygodnika "Der Spiegel" Cathy. - Nie mam ubezpieczenia, pracy ani mieszkania - dodaje. Przez wiele lat Cathy pracowała dla firmy Merrill Lynch jako broker. Jednak wielotysięczne zarobki rozchodziły się z wielką łatwością, na oszczędności nie starczało. Dziś konsekwencje lekkiej ręki do wydatków spadły na nią z rzadko spotykanym impetem: po utracie posady Cathy błyskawicznie wylądowała na ławkach przy Tompkins Square. Czasem, gdy ziąb wygania z ulicy, niedawna finansistka sypia w metrze. Jej dobytek w całości mieści się w wózku z supermarketu.

Przy niej Grace Dolan Flood jest szczęściarą. - Potrafię budować relacje biznesowe - zapewnia. - Jestem dobrze wykształcona, umiem pracować w zespole, jestem zorientowana na klienta. Taką mam reputację - mówi korporacyjną nowomową. Obecnie Flood powtarza te słowa regularnie, w trakcie kolejnych spotkań z szefami kadr firm, które przetrwały pierwsze uderzenie recesji. Swoją dotychczasową pracę - w szwajcarskim banku UBS - straciła już w maju ubiegłego roku. Nie żeby nie przewidziała nadchodzącego załamania rynku - każdy rozsądny finansista musiał dostrzec, że bańka na rynku nieruchomości została rozdęta do granic możliwości. Jednak jej pęknięcie zdmuchnęło cały, dobrze dotąd znany, świat Wall Street. Pierwsze kroki po wypowiedzeniu Flood skierowała do agencji headhunterskiej: z reguły gwarantowało to szybkie znalezienie pracy. Jednak Flood szuka zatrudnienia od miesięcy - bezskutecznie. Ratują ją tylko oszczędności z sięgającej niegdyś 300 tys. dol. rocznie pensji.

W całym Nowym Jorku do tej pory pracę straciło 100 tys. ludzi. A to może być dopiero początek. Nowojorski ratusz szacuje, że bez pracy może się znaleźć w sumie 375 tys. osób, z czego około 300 tys. spoza sektora finansowego. W ślad za Wall Street padają bowiem kolejne firmy. Na prestiżowej Piątej Alei zamknięto już co siódmy sklep. Na Manhattanie dotyczy to już 6,5 proc. punktów handlowych - to najwyższy odsetek bankructw w tym sektorze od 20 lat.

Firmy desperacko walczą o klienta promocjami typu "trzy garnitury w cenie jednego" czy "obiad czasu recesji" (czyli hot dog i piwo za jedyne 5 dol.). Co gorsza, sytuacja pogarsza się praktycznie z tygodnia na tydzień. Rośnie drobna przestępczość. Nawet zwykli ludzie coraz częściej w restauracjach udają zaskoczenie na wieść, że obsługa przyjmuje tylko gotówkę: wychodzą wtedy jakoby do bankomatu i nigdy już nie wracają.

W efekcie druga kadencja burmistrza Nowego Jorku Michaela Bloomberga zamienia się w koszmar. W końcu to Wall Street co najmniej od lat 90. niemal w całości finansowało miejski budżet. Jak tak dalej pójdzie metropolia będzie musiała pójść w ślady Kalifoni i ogłosić bankructwo.

Mariusz Janik

spiegel, new york times

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.