Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Francja przygnieciona socjalem

27 czerwca 2018

Choć prezydentowi udało się przeforsować reformę emerytalną, jest ona kosmetyczna. Francuzi są tak przywiązani do swoich przywilejów, że żaden polityk nie odważy się ich zdemontować. Do czasu

Choć we Francji wciąż trwają największe od 15 lat strajki, można odnieść wrażenie, że Nicolas Sarkozy postawił na swoim. W tym tygodniu Zgromadzenie Narodowe uchwaliło ustawę przesuwającą z wieku 60 do 62 lat moment, w którym Francuzi będą mogli przejść na emeryturę. Jednak reforma jest bardzo nieśmiała, żeby nie powiedzieć - kosmetyczna. Bez dalszych cięć w hojnym systemie socjalnym nie uda się uratować stabilności finansów publicznych kraju. Korekta systemu emerytalnego spotkała się jednak z tak dużym oporem, że na razie żaden z czołowych polityków nie odważy się podjąć kolejnych reform. Związki zawodowe, studenci i licealiści, kolejarze i nauczyciele, śmieciarze i pracownicy rafinerii mogą ogłosić zwycięstwo "konserwatywnej rewolucji": państwo opiekuńcze będzie trwało, choć Francji nie stać na jego utrzymanie.

To stawia ją w grupie tych krajów południa Europy, które za wszelką cenę starają się zachować przywileje socjalne z okresu prosperity. W maju na ulice najpierw greckich, a potem hiszpańskich miast również wyszły miliony protestujących. Tyle że w przeciwieństwie do władz francuskich zarówno Georgios Papandreu, jak i Jose-Luis Zapatero zdołali przeforsować znacznie dalej idące cięcia.

Francja nie wypada też najlepiej w porównaniu z sąsiadami z północy. Niemcy i Brytyjczycy również przeprowadzili w ostatnim czasie reformy systemów emerytalnych. I właściwie bez żadnych protestów społecznych. W ten sposób Francja stała się tym krajem OECD, w którym średnio na emeryturę przechodzi się najwcześniej (w wieku 58,7 lat) i pozostaje się na niej najdłużej (24,5 lat).

Dlaczego Francuzom tak ciężko zaakceptować konieczność zaciskania pasa? - Dosięgła nas przeszłość - tłumaczy "DGP" politolog Guy Sorman. - Po pierwsze w każdym pokoleniu młodzieży odżywa tradycja wielkiej rewolucji: ja walczyłem o koniec wojny w Algierii, moje dzieci o emerytury. Po drugie Francuzi uważają, że przywileje socjalne są zdobyczami zapisanymi w kamieniu i w żadnym wypadku nie wolno ich ruszać.

Kiedy Wielka Brytania i USA złapały bakcyla liberalizmu Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, a po upadku muru berlińskiego Europa Środkowa żyła w rytmie "szokowej terapii", Francois Mitterrand wprowadził emerytury po ukończeniu 60. roku życia, piąty tydzień płatnych urlopów, 35-godzinny tydzień pracy. Pozostałością tamtych czasów są trwające właśnie "jesienne wakacje": w czasie Wszystkich Świętych urzędy i przedsiębiorstwa przestają funkcjonować na 10 dni.

Dziś Francji nie stać już na utrzymanie tak luksusowych rozwiązań. Kraj przestał być konkurencyjny i jego finanse chwieją się pod ciężarem długu. - Ale przywileje Mitterranda mają walor symbolu, którego nie wolno ruszać - mówi nam Nicolas Veron, główny ekonomista brukselskiego Instytutu Breugla.

Raporty Komisji Europejskiej potwierdzają tę analizę. W tym roku deficyt budżetowy kraju wyniesie 8 proc. PKB, niewiele mniej niż Grecji. Francuski dług publiczny zbliża się do 90 proc. PKB. To wynik tego, że państwo musi płacić wysokie subwencje dla coraz większej armii bezrobotnych. Ci, którzy stracili pracę, mogą zwykle liczyć na niezmienione uposażenie przez półtora roku, a jeśli podejmą szkolenia - nawet przez trzy lata. Szwankuje też francuski eksport: w tym roku deficyt rachunku bieżącego osiągnie od 3,5 proc. PKB wobec przeszło 6-proc. nadwyżki w Niemczech. Francja staje się też coraz mniej zasobna w porównaniu z resztą Europy. O ile w 1999 r. poziom życia w Polsce stanowił 42 proc. francuskiego, to w 2009 r. - już 56 proc.

- W globalnym świecie francuski scentralizowany system gospodarczy oparty na stosunkowo niewielkiej liczbie ogromnych przedsiębiorstw blisko powiązanych z państwem nie zdaje egzaminu - uważa Nicolas Veron.

Francuzi nie chcą jednak przyjąć do wiadomości, że żyją na kredyt. Z sondażu przeprowadzonego dla tygodnika "Journal du Dimanche" wynika, że aż 67 proc. z nich uważa reformę emerytalną za nieuzasadnioną. Co jeszcze bardziej znaczące, poparcie dla Nicolasa Sarkozyego, głównego orędownika zmian, spadło do najniższego poziomu, od kiedy wprowadził się do Pałacu Elizejskiego, i wynosi zaledwie 29 proc.

- Sarkozy wygrał w 2007 r. wybory prezydenckie pod hasłem liberalnej rewolucji, nie przeprowadził jednak koniecznych zmian. Teraz jego szanse na reelekcję w 2012 r. są niewielkie. Najważniejsze pytanie brzmi: w którą stronę pójdzie opozycja, czyli Partia Socjalistyczna, bo to jej kandydaci mają największe szanse na zwycięstwo - uważa Guy Sorman. Jego zdaniem, jeśli na czele PS stanie Dominique Strauss-Kahn (obecny szef MFW), można się spodziewać dalszych reform i takiej samej ewolucji francuskich socjalistów jak niemieckiej SPD czy brytyjskich laburzystów. Jednak silne jest też tradycyjne, wręcz marksistowskie skrzydło partii pod kierunkiem Martine Aubry. Na razie Partia Socjalistyczna zapowiada, że w razie powrotu do władzy przywróci prawo do emerytury w wieku 60 lat.

- We Francji nastroje egalitarne są silne. Sarkozy jest zaś uważany za prezydenta bogatych m.in. z uwagi na zachowanie żony Carli Bruni, skandale korupcyjne ministrów (podatnicy zapłacili za zakup tysięcy cygar czy przeloty luksusowymi samolotami prywatnymi), niejasne powiązania finansowe z dziedziczką imperium LOreala Liliane Bettencourt czy obniżenie podatku dla najlepiej zarabiających. Francuzi mają wrażenie, że Sarkozy, domagając się od nich zaciskania pasa, sam żyje w luksusie. Sprawa emerytur jest tylko pretekstem, aby wystawić mu rachunek - uważa Nicolas Veron.

Przykładów nieudanych reform z powodu nacisku ulicy jest we Francji wiele. W 1995 r. konserwatywny rząd Alain Juppe musiał z tego powodu wycofać się ze zmiany systemu emerytalnego. Z kolei w 2006 r. gaullistowski premier Dominique de Villepin zrezygnował z liberalizacji regulacji rynku pracy już po przegłosowaniu przez parlament stosownych ustaw - tak wielka była fala protestujących.

Nie można wykluczyć, że i tym razem będzie podobnie. Francuski rząd szacuje, że do tej pory strajki kosztowały kraj ok. 4 mld euro, tyle ile wniosłoby podwyższenie podatku VAT o 0,5 pkt proc. To zaś oznacza pojawienie się niebezpiecznego mechanizmu: Francuzi protestują przeciwko cięciom, ale sami w ten sposób wymuszają przeprowadzenie przez rząd dalszych oszczędności.

Największym zaskoczeniem okazał się masowy udział w protestach francuskich licealistów. Dołączyły do nich tysiące casseurs(chuliganów), którzy w takich miastach, jak Lyon czy podparyski Nanterre, systematycznie niszczyli samochody i witryny sklepowe. Strach był tak wielki, że w ostatnim momencie swoje paryskie koncerty odwołała nawet Lady GaGa. - Młodzi nie widzą dla siebie przyszłości zawodowej, stąd tyle agresji - mówi Alexandrine Durant, nauczycielka paryskiego liceum Jules Ferry. - Większość z nich nie może dostać pracy, a nawet jeśli ją ma, to tylko na krótki okres i za bardzo niskie stawki. Uważają, że jeśli starsi pracownicy będą pracować dłużej, zablokują miejsca pracy.

Manifestacje osiągają niezwykłą skalę nie tylko z powodu rewolucyjnych tradycji Republiki. Prawie co czwarty zatrudniony we Francji jest w myśl prawa urzędnikiem (fonctionnaire), czyli pracuje dla państwa, i obawia się, że zmiana przepisów emerytalnych będzie początkiem rozmontowania nadzwyczajnych przywilejów dla sektora publicznego. Do dziś francuscy nauczyciele mają co sześć tygodni dwutygodniowe wakacje (oprócz dwumiesięcznej przerwy letniej), policjanci mogą przejść na emeryturę w wieku 50 lat, zaś fonctionnaire, którzy mają trójkę dzieci, już po 15 latach pracy mają prawo przejść na emeryturę w dowolnym momencie. Na razie Sarkozyemu udało się zrobić tylko niewielką wyrwę w tym układzie: w ramach reformy emerytalnej urzędnicy będą docelowo płacili taką samą składkę ubezpieczeniową jak pracownicy sektora prywatnego.

Strajki we Francji są skuteczną bronią także ze względu na specyficzną rolę związków zawodowych. Nie należy do nich co prawda wielu pracowników (12 proc. wobec 27 proc. w Wielkiej Brytanii i 19 proc. w Niemczech). Jednak jest ich kilka i często konkurują między sobą radykalnością rewindykacji. Bliższa Partii Socjalistycznej CFDT ma wielu członków przede wszystkim wśród urzędników, a także w mniejszych firmach. Powiązana z Partią Komunistyczną CGT ma do dziś duże wpływy w tradycyjnych sektorach gospodarki, jak energetyka czy transport. Tu nawet przy udziale stosunkowo niewielu, ale za to zdeterminowanych działaczy może sparaliżować pracę wielu przedsiębiorstw, tym bardziej że wysuwa radykalne postulaty. - Potrzebna jest fundamentalne zmiana systemu zarządzania gospodarką - twierdzi w rozmowie z "DGP" Chantal Petitjean, członkini rady krajowej CGT. - Nie może być tak, że najbogatsi nie ponoszą konsekwencji zaciskania pasa (Sarkozy obniżył im podatki, przyjmując zasadę tzw. tarczy podatkowej, zgodnie z którą maksymalne podatki wynoszą 50 proc. - red.). - Celem działalności firm nie może być tylko maksymalizacja zysków i notowań akcji na giełdzie, ale musi być także poprawa uposażeń pracowników. Oto jezyk zwiazków.

O losach francuskiego państwa socjalnego może jednak w ostatecznym rachunku zdecydować nie pojedynek między związkowcami a Pałacem Elizejskim, tylko agencje ratingowe w dalekim Nowym Jorku. Na razie Francja zachowuje najwyższą ocenę wiarygodności (AAA), co pozwala jej finansować rosnący dług po stosunkowo niskich kosztach. Jednak analitycy Standard & Poors i Moodys z niepokojem patrzą na trudności francuskiego państwa z uzdrawianiem finansów kraju. I w końcu mogą stracić cierpliwość. A wówczas rząd nie będzie miał wyboru: zacznie na serio ciąć wydatki budżetowe.

@RY1@i02/2010/212/i02.2010.212.186.0008.001.jpg@RY2@

Fot. Eyedea Presse/BE&W

W protestach przeciwko rządowym planom wzięło udział kilka milionów ludzi. Prawica nie ma szans na zwycięstwo w najbliższych wyborach, a Partia Socjalistyczna zapowiada anulowanie reform Sarkozyego

Jędrzej Bielecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.