Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Łużkowa zawiódł instynkt

Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Dobiega końca kariera mera Moskwy. Wraz z nim odchodzi siermiężny styl uprawiania biznesu, w którym odpowiednikiem badań rynkowych i marketingu są knajackie metody i mafijne powiązania

Kriepkimi choziajstwiennikami - łebskimi gospodarzami - nazywano prawie dwadzieścia lat temu wzorcowych lokalnych liderów epoki pierestrojki. Kierowali się zasadą "troszczyć się o siebie i dać innym zarobić", starali się na własnym terenie sprawować niepodzielną władzę i nie dać się wciągnąć w rozgrywki na szczytach. Kariera ostatniego spośród nich - 74-letniego mera Moskwy Jurija Łużkowa - właśnie dobiega końca. Zawiódł instynkt przetrwania - car Moskwy wplątał się w konflikt z Kremlem.

Instynkt przetrwania, wiernopoddańcze gesty, trzymanie się z dala od bieżącej polityki - dzięki tym zasadom, za przyzwoleniem Kremla, car Łużka mógł skupić się na budowaniu własnego kondominium. Kreml przymknął też oko na metody łebskiego gospodarza. - Korupcja to w Moskwie już nie problem, to system - napisał w raporcie na temat sytuacji we władzach stolicy niegdysiejszy wicepremier Rosji Borys Niemcow.

System - czyli po rosyjsku sistema - to głównie holding, który zrósł się z merostwem niemal fizycznie (dzielą budynek na Twerskiej). Holding powstał raptem rok po przejęciu władzy w Moskwie przez Łużkowa. I splótł się z miastem w jeden niemalże organizm, obejmując pakiety kontrolne telefonii stacjonarnej i komórkowej, największe domy i centra handlowe (w tym legendarny GUM na placu Czerwonym), gigantyczną firmę turystyczną Inturist i kilkadziesiąt banków, które mają pełnomocnictwa merostwa i gospodarują jego kontami. Wiele stołecznych firm oddało swoje akcje Systemowi "dobrowolnie", być może ze względu na powiązania holdingu z mafią sołncewską. Inne, jak 59 proc. akcji fabryki aut Moskwicz, trafiły do Systemu jako zapłata za poparcie polityczne - w tym przypadku dla Siergieja Kirijenki, który w 1998 r. starał się o fotel szefa rządu.

Pierwszym krokiem w konstruowaniu Systemu było mianowanie grupy sześciu banków moskiewskich pełnomocnikami merostwa. Urząd Łużkowa przeniósł do nich około 1200 swoich rachunków. I tak m.in. Most-Bankowi (siedziba oczywiście na Twerskiej) trafiły się konta milicji, służb specjalnych, departamentów architektury i finansów, a bankowi Menatep - konta departamentów energetyki, przemysłu i szkolnictwa. Wzmocnione w ten sposób instytucje zaczęły w błyskawicznym tempie wchłaniać rywali. W ciągu roku w rankingu największych rosyjskich banków te z Moskwy stanowiły już ponad połowę. W sześć miesięcy pamiętnego 1993 r. Menatep przeskoczył z pozycji 77. na 19. W latach 90. stołeczne banki realizowały 70 proc. transakcji finansowych w Rosji.

Ale mer dopiero rozwijał skrzydła. Wdał się w rozgrywki na raczkującym rynku giełdowym, wspierając Moskiewską Giełdę Towarową przeciw Rosyjskiej Giełdzie Towarowo-Surowcowej. Rozpoczął batalię o przejęcie linii Aerofłot. Starł się też z potężnym wówczas wicepremierem Anatolijem Czubajsem o metody prywatyzacji - i wygrał. Znów przydały się banki: merostwo przehandlowało z nimi udział w procesie rekonstrukcji zabytkowego centrum miasta w zamian za prawo do prywatyzacji połowy wyremontowanej powierzchni biurowej i mieszkaniowej.

Moskwa zamieniła się w plac budowy. Merostwo przebudowywało praktycznie całe miasto, w tym jego najstarsze, najcenniejsze części. Łużkow nie tylko odbudował zburzony jeszcze przez Stalina w 1931 r. sobór Chrystusa Zbawiciela, ale też odnowił i przekształcił setki innych obiektów - Teatr Bolszoj, Galerię Trietiakowską, park Gorkiego, hotel Moskwa. W śródmieściu zniknęła choćby ulica Ostrożenka - miejsce, gdzie mieszkała Anna Achmatowa.

W panoramie rosyjskiej stolicy pojawiły też wieżowce, jak słynne już Szkarłatne Żagle czy Mercedes-Benz Plaza. Większość z tych projektów doprowadzała do furii moskiewskich artystów, architektów i historyków - zwłaszcza gdy po tajemniczym pożarze zabytkowej hali wystawowej Maneż sześć lat temu mer zaczął sterować rekonstrukcją, żądając wybudowania dachu w nowym kształcie i zmiany wykuszy historycznej bryły budynku.

Nieruchomości zmieniały właścicieli w szokującym stylu. Przykładem jest willa Aleksieja Tołstoja sprzedana za 114 tys. dol. - ówczesną cenę dwupokojowego mieszkania. Dyrekcja mieszczącego się w budynku muzeum pisarza dowiedziała się o sprawie post factum. Dla porównania 155-metrowe mieszkanie sekretarza KPZR Andrieja Andropowa poszło za 10 mln dol.

Drugim filarem imperium cara Łużki stało się Inteko - przedsiębiorstwo należące do żony mera Jeleny Baturiny. Zaczynała ona od produkcji plastikowych misek i wiader, ale kluczem do sukcesu okazały się krzesełka stadionowe - tak się złożyło, że w pewnym momencie zamówienia zaczęły składać największe stołeczne boiska: 85 tys. sztuk Łużniki, 50 tys. - Dynamo, 20 tys. - stadion olimpijski.

Baturina rozwinęła skrzydła pod koniec lat 90., kupując moskiewski Kombinat Budowlany nr 3 (MSK-3). Okazja nadarzyła się, gdy w maju szef kombinatu Jurij Swiszczew został pobity - ze skutkiem śmiertelnym - kiedy wyszedł na spacer z psem. Niedługo potem wdowa po nim zaproponowała Inteko zakup akcji MSK-3. - To chyba nic szczególnego. Zwykły przypadek - komentowała potem w wywiadach szefowa Inteko. Szczęśliwy przypadek: w ciągu kilku następnych lat Baturina kontrolowała trzecią część rynku cementu w kraju, a jej firma budowała co piąty dom w Moskwie.

Koniunkturę podkręcał boom budowlany. Na cement miasto wydaje półtora miliarda rocznie, a miejskie władze chętnie idą inwestorce na rękę. Inteko zasłynęło z transakcji takich jak zakup 500 km2 dzielnicy Tekstilszcziki czy przejęcie części dzielnicy Butowo, skąd - w asyście OMON-u - wysiedlono mieszkańców do baraków. Wpływy Inteko sięgnęły nawet władz federalnych - firma była w stanie zablokować decyzje ministerstwa skarbu.

Cios potędze Baturiny zadał dopiero globalny kryzys finansowy. Dziś szacuje się jej majątek na 900 mln dol., ale przed kryzysem miała fortunę rzędu 4 mld dol. Niewiele mniej zarobił zresztą szef holdingu System - Władimir Jewtuszenkow - 2,4 mld dol. W ciężkich czasach merostwo zdążyło jeszcze podać Baturinie pomocną dłoń - miasto kupiło od najbogatszej kobiety Rosji 58 hektarów terenów za 13 mld rubli.

Łużkow jest nie tylko łebski. Chce być też gospodarzem. Merostwo nie tylko inwestuje w infrastrukturę, ale słynie też z akcji takich jak rozdawanie mleka w proszku moskiewskim młodym matkom oraz kukidentu - środka do czyszczenia protez zębowych - emerytom. Tym drugim lokalne władze dodały też 100 rubli do emerytury.

Sam car Łużka w nieodłącznej czapce kiepce często krążył po mieście, sprawdzając stan prac na każdej budowie. Słynie on zresztą z osobistego nadzoru nad pracami urzędu, a zwłaszcza swoich zastępców. Na Twerskiej przyzwyczajono się do tego, że car mówi do wszystkich per ty, ale do niego można zwracać się wyłącznie przy użyciu oficjalnego tytułu.

Nic dziwnego, w końcu mer zna się na wszystkim. Gdy otwierał zakłady mleczarskie Mitino, urządził tamtejszym pracownikom karczemną awanturę i osobiście zaprezentował właściwe metody produkcji jogurtu. Jego autorskim pomysłem było rozpylanie nad Moskwą tlenku srebra i - jakżeby inaczej - pyłu cementowego. Miało to zapobiec opadom śniegu. Naukowo mer spełnia się, pisując prace o hodowli pszczół. Literacko jako autor książki "Moskwo, jesteśmy twoimi dziećmi".

Łużkow jest self-made manem. Sam nauczył się angielskiego, gry w tenisa, od niedawna pływa. Niczego nie zawdzięcza rodzicom: jego ojciec był stolarzem, a 6-osobowa rodzina tłoczyła się w pokoju bez bieżącej wody i gazu. Pierwszą pracą Łużkowa było zamiatanie ulic, potem zaczął robić karierę partyjną. Do dziś - oficjalnie - ma jedynie skromny majątek i niewysokie pobory, nieco ponad 100 tys. dol. rocznie. Choć potrafi skądś wysupłać 20 tys. dol. na kolację w stołecznej restauracji Maxim. Jednak 49-hektarowa rezydencja pod Moskwą, ze stajniami na kilkuset metrach kwadratowych, spa i parkiem limuzyn należą do Baturiny. Tak jak londyński pałac Windhurst, drugi co do wielkości po Buckingham.

Car zapowiadał, że uczyni Moskwę finansowym centrum świata - i tak też się stało. Wywalczył autonomię prawną, której jaskrawym przejawem był obowiązek meldunkowy - przepisy sprzeczne z rosyjską konstytucją, ale funkcjonujące w stolicy. Merostwo naciskało na integrację rosyjskiego i białoruskiego systemu finansowego, na spotkaniu z Łużkowem kazachski prezydent Nursułtan Nazarbajew prezentował projekt Unii Euroazjatyckiej. I rzeczywiście nazwać dziś Moskwę sercem Rosji to wielkie niedopowiedzenie. Najdroższe miasto świata obsługuje 90 proc. transakcji handlowych kraju, generuje piątą część rosyjskiego PKB, wciąż mieszka tu 27 miliarderów dolarowych. Właściwie Moskwa to Rosja.

Przez lata Łużkow był blisko ucha Jelcyna, potem Putina. Jednak sojusz między Kremlem a Twerską pękł dopiero, gdy władzę w Rosji przejął Miedwiediew. Już w zeszłym roku nowy prezydent w obecności Łużkowa dywagował, że polityków emerytów powinni zastąpić działacze młodego pokolenia. Na mera spadały kolejne ciosy: zamknięto słynny moskiewski bazar czerkizowski, nakazano likwidację kasyn, a na szefa stołecznej policji przeforsowano niezależnego od mera Władimira Kołokolcewa. Na pierwsze aresztowania na Twerskiej nie trzeba było długo czekać: za kratkami wylądowali szefowie departamentów budownictwa i reklamy.

Kreml ma zamiar przejąć stołeczne konfitury. - Konflikt mera z prezydentem od początku września stał się kwestią być albo nie być dla każdego z nich - mówi "DGP" Boris Reitschuster, autor biografii Putina i reportażów "Ruski ekstrem". - Teraz, jeżeli Miedwiediew nie pozbędzie się Łużkowa, straci twarz przed całym aparatem biurokratycznym. Jego zdaniem nie ma też mowy o tym, żeby Miedwiediew działał bez porozumienia z Putinem. - Kampania przeciw carowi Moskwy była planowana już dawno. Teraz nastąpił dobry moment, by ją rozpocząć: do wyborów prezydenckich jeszcze dwa lata, następca Łużkowa będzie miał czas na opanowanie sytuacji i przygotowanie gruntu dla zwycięzcy głosowania w 2012 r., ktokolwiek nim będzie - podkreśla niemiecki dziennikarz.

Wraz z Łużkowem odchodzi siermiężny styl uprawiania biznesu, w którym odpowiednikiem badań rynkowych i marketingu są knajackie metody i mafijne powiązania.

@RY1@i02/2010/187/i02.2010.187.186.0003.001.jpg@RY2@

Fot. EPA/PAP

Jurij Łużkow zna się na wszystkim. Naukowo mer spełnia się, pisując prace o hodowli pszczół. Literacko jako autor książki " Moskwo, jesteśmy twoimi dziećmi"

Mariusz Janik

Nino Dżikija

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.