Budżetówka zarabia najwięcej
OFICJALNE DANE O PŁACACH na Wyspach Brytyjskich pomogą torysom w przeforsowaniu cięć w sektorze publicznym. Sfera budżetowa płaci pracownikom więcej niż sektor prywatny
Teza o niskich zarobkach w budżetówce to mit, przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Statystyczny pracownik sektora publicznego zarabia na Wyspach więcej niż zatrudnieni w sektorze prywatnym.
Wnioski wyciągnięte przez Biuro Statystyki Narodowej (ONS) podkopują argumenty wzywających do strajków związków zawodowych, które protestują przeciw planom oszczędnościowym opracowanym przez konserwatywny rząd Davida Camerona. Kongres Związków Zawodowych (TUC) ostrzegał przed brutalizacją stosunków ekonomicznych i oskarżał rządzących o demontaż służb publicznych. Torysi chcą bowiem dokonać poważnych cięć w administracji. Pracę miałoby stracić nawet 600 tys. z 6 mln urzędników, a pozostałym zamrożono by pensje.
Tymczasem obecnie przeciętny pracownik sektora publicznego otrzymuje 539 funtów (2536 zł) tygodniowo, podczas gdy zarobki w firmach prywatnych sięgają zaledwie 465 funtów (2187 zł). Takie dane (za kwiecień 2010 roku) podał we wtorek ONS. Ta różnica rośnie jeszcze bardziej (do 136 funtów, czyli 640 zł), jeśli nie odliczać wydatków na ubezpieczenie emerytalne, które są potrącane z pensji niemal każdego pracownika budżetówki, a w sektorze prywatnym płaci je ok. 50 proc. zatrudnionych.
- Pomysł, że opinia publiczna powinna otoczyć opieką uciskanych pracowników, jest śmieszny - komentuje w rozmowie z gazetą "Daily Telegraph" szef Instytutu Spraw Ekonomicznych Mark Littlewood. - Dlaczego ich wyższe pensje mieliby opłacać kelnerzy i fryzjerki? Atak na sektor publiczny to atak na uprzywilejowanych, a nie biednych - dodaje.
Lepsze warunki pracy w budżetówce to przede wszystkim efekt kryzysu. Wiele firm prywatnych nie wytrzymywało pogarszających się warunków na rynku i musiało ciąć pensje. Tymczasem etat w sektorze publicznym był tak samo pewny jak przed 2008 rokiem. Chętnych na posadę w budżetówce nie brakuje, zaś pod rządami Partii Pracy liczba urzędników wzrosła z 5,2 mln do 6 mln. Lepszego terminu na publikację statystyk ONS torysi, głoszący hasła debiurokratyzacji, nie mogli sobie zatem wymarzyć.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu