Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Niemcy nie potrafią debatować o imigracji bez uprzedzeń

3 lipca 2018

Książka Sarrazina wywołała burzliwą dyskusję

Imigracja długo była drażliwym tematem w niemieckiej debacie publicznej. Wisiał nad nią cień wspomnień nadużywania narodowej tożsamości i prześladowania w czasach hitlerowskich Żydów, Cyganów oraz innych mniejszości.

Zazwyczaj jednak nie brał w niej udziału potężny Bundesbank, instytucja zobligowana do unikania wszelkich emocjonalnych wypowiedzi. Thilo Sarrazin położył temu kres. Jako członek rady niemieckiego banku centralnego ten kontrowersyjny były minister finansów Berlina z ramienia Socjaldemokratów wywołał w kraju burzliwą debatę o imigracji i integracji imigrantów - szczególnie muzułmańskich - w społeczeństwie.

Jego nowa książka - "Deutschland schafft sich ab" - co można luźno przetłumaczyć jako "Niemcy wyzbywają się siebie" - jest otwartym atakiem na zagrożenia, jakie niesie ze sobą nadmierna imigracja. Teza o niemożności zintegrowania się muzułmańskich imigrantów z niemieckim społeczeństwem stała się głównym tematem debaty politycznej w Berlinie. Stanowi również poważny kłopot zarówno dla Bundesbanku, jak i dla Socjaldemokratów.

Jego krytycy twierdzą, że nie wnosi nic nowego do debaty o imigracji, pogłębia natomiast rozdźwięk pomiędzy popularnymi uprzedzeniami i polityczną poprawnością.

Kluczowym argumentem Sarrazina jest to, że rdzenna niemiecka populacja niebezpiecznie się kurczy. Zagraża jej "podklasa" islamskich imigrantów, która rośnie szybciej, odmawiając jednocześnie integracji z niemieckim społeczeństwem, mówi.

Wielu komentatorów zgadza się, że Niemcy potrzebują bardziej otwartej debaty nad imigracją i integracją. Potępiają jednak Sarrazina za osłabianie racjonalnych argumentów, szczególnie gdy sugeruje w wywiadach, że "wszyscy Żydzi mają pewien gen".

Debata w Niemczech zmieniła się jednak przez ostatnie dwie dekady, ponieważ fala azylantów uciekających na początku lat 90. przed wojną na Bałkanach oraz upadek Związku Radzieckiego wywołały gwałtowny sprzeciw przeciwko dalszej imigracji.

Oficjalna linia rządu federalnego brzmiała wówczas, że "Niemcy nie są ziemią imigracji", w przeciwieństwie do takich krajów, jak Wielka Brytania i Francja z ich byłymi imperiami i tradycją imigracji z kolonii.

To była kwestia semantyki. Setki tysięcy imigrantów, którzy w latach 60. przyjechali z Turcji i południowej Europy, by budować niemiecki cud gospodarczy, byli nazywani pracownikami gościnnymi, ponieważ gospodarze tyleż niezachwianie, co błędnie, wierzyli, że wrócą oni do swoich domów wraz z wygaśnięciem ich kontraktów. Nieuznawani za imigrantów nie mogli starać się o obywatelstwo. Niemieckie prawo narodowościowe jest oparte wyłącznie na zasadzie krwi, a nie ziemi. Dopiero w 1999 roku drugie pokolenie imigrantów otrzymało ograniczone prawo wyboru niemieckiego obywatelstwa (muszą zdecydować przed 23. rokiem życia), jeżeli urodzili się w tym kraju. Rządowe statystyki wskazują, że około 16 milionów (na 80) ludzi w Niemczech ma korzenie imigracyjne. Sondaż Bertelsmanna z zeszłego roku pokazał, że dwie trzecie imigrantów czuje się w Niemczech jak w domu i identyfikuje się z krajem.

Jednak idea prowadzenia polityki sterowanej imigracji jest wciąż kontrowersyjna. Sondaż przeprowadzony w ubiegłym miesiącu przez instytut badawczy Allensbach sugeruje, że jedynie 26 procent wyborców popiera imigrację jako częściowe rozwiązanie problemu niedoboru wykwalifikowanej siły roboczej w Niemczech.

Podejmowane przez probiznesową Partię Wolnych Demokratów próby przyciągnięcia wykwalifikowanych imigrantów poprzez wprowadzenie systemu punktowego, uzgodnionego w umowie koalicyjnej, spotkały się ze sprzeciwem konserwatywnych Chrześcijańskich Demokratów. Uważają oni, że pracodawcy chcą taniej siły roboczej i powinni więcej środków przeznaczyć na szkolenie rodzimych pracowników.

Rzeczywistość jest taka, że w ciągu ostatnich dwóch lat imigracja netto zamieniła się w odpływ cudzoziemców netto. Jednak niewielu polityków zdaje się o tym wiedzieć lub tym przejmować. To statystyka niepasująca do popularnych wyobrażeń.

TŁum. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Quentin Peel

Berlin, "Financial Times"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.